Imaginy z One Direction


Imaginy i opowiadania z One Direction
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imaginy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imaginy. Pokaż wszystkie posty

16 marca 2015

#4. Liam - cz. 4

~Liam~
Kiedy wróciłem do hotelu, było już po dwunastej, lecz to nie powstrzymało Zayna od rozgoszczenia się w moim pokoju. Smród dymu papierosowego doleciał do mnie gdy tylko wszedłem do pomieszczenia. Malik pojawił się sekundę później, wchodząc przez wejście na balkon.
- No proszę, proszę - powiedział na mój widok. - O której to się wraca, Kopciuszku? - zapytał z szerokim uśmiechem.
- A ty nie masz przypadkiem swojego pokoju? - zapytałem, ignorując jego pytanie.
- Teoretycznie. Praktycznie Harry zamknął się w nim jak tylko wrócił ze spotkania z tą całą laską, z którą spędził cały dzień i tworzy. Próbowałem dostać się do środka, ale zostałem wyrzucony, bo naruszam jego „twórczą strefę” - żachnął się. - Więc wychodzi na to, że dzisiejszej nocy śpisz ze mną. - Zayn poruszył sugestywnie brwiami. - Biorę lewą stronę łóżka.
Jak na potwierdzenie jego słów, doleciał do nas przytłumiony głos Harry’ego, który „darł się”: I don’t care what people say when we’re togheter!.
Jęknąłem w duchu. Kiedy Stylesa nachodziło natchnienie, potrafił pisać przez całą noc. A to oznaczało, że Zayn wylądował u mnie w pokoju, ponieważ z pewnością Niall i Louis nie przyjęliby go do siebie. Malik prawdopodobnie wyciągnął podobne wnioski, bo bezceremonialnie rzucił się na moje łóżko i rozwalił na nim, zajmując prawie całą jego powierzchnię.
- I jak tam było? - zapytał po chwili.
- Chyba dobrze - odpowiedziałem, ściągając jednocześnie buty, które później wylądowały na swoim miejscu przy drzwiach.
- O nie, nie, nie - Malik zaprotestował i podniósł się do pozycji siedzącej, opierając się o ramę łóżka. - Jest albo „dobrze” albo „niedobrze”. Żadnego „chyba” - powiedział, kręcąc głową.
- Mnie się podobało. Nie wiem jak z [T.I.] - odparłem, siadając na drugim końcu łóżka.
- Jak na tak mądrego gościa, jakim jesteś, czasami gadasz takie głupoty jakbyś był idiotą - rzucił Zayn, patrząc na mnie z politowaniem. - Spędziliście razem kilka godzin, zabrałeś ją w swoje ulubione miejsce i do tego zorganizowałeś kawę z jej ulubionej kawiarni. Musiałaby być kretynką, żeby jej się nie spodobało.
- Malik! - obruszyłem się. Zayn należał do najbardziej szczerych osób jakie znałem, jednak czasami był aż za szczery.
- No co, taka prawda. - Chłopak wzruszył ramionami. - Dotarłeś z nią do pierwszej bazy?
Nie odpowiedziałem, tylko posłałem mu spojrzenie, które spokojnie mogło zabijać.
- To jedyne normalne pytanie, jakie przyszło mi do głowy, więc uszanuj ten fakt i odpowiedz na nie.
- Nie - wymamrotałem pod nosem.
- Co?! - Niedowierzanie w jego głosie było już wystarczająco wyraźne, nie musiał go podkreślać głośnością swojej wypowiedzi.
- Nie byłem pewien czy ona też tego chce. A nie chciałem robić nic, co by sprawiło, że poczułaby się niekomfortowo - wytłumaczyłem szybko.
- Cofam to, co powiedziałem wcześniej - odrzekł Malik, podnosząc obydwie dłonie do góry. - Stary, ty jesteś skończonym idiotą. Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jaki ogromny błąd popełniłeś?!
- Błąd? - Może nie byłem tak doświadczony w sprawach randkowania jak on, ale biorąc pod uwagę moje poprzednie związki sądziłem, że dość dobrze znałem się na sprawach damsko-męskich.
- Tak. Błąd. I to tak wielki jak dystans stąd do pieprzonego Marsa i z powrotem - powiedział Malik, gestykulując przy tym gwałtownie. - Spędzasz z dziewczyną kilka godzin - zaczął wyliczać na palcach. - Oddajesz własne ciuchy, żeby ją ogrzać. - Dopiero słysząc jego słowa uświadomiłem sobie, że mój sweter pozostał w posiadaniu [T.I.]. - Dobra decyzja, bo ten sweter był okropny, tak przy okazji. A patrząc na stan tej koszulki to trochę się poprzytulaliście. Na koniec, jak na dżentelmena przystało z pewnością odprowadziłeś ją pod same drzwi. I co? I zostawiłeś bez pocałunku! Wiesz jak ona mogła się poczuć?! To trochę jakbyś jej powiedział, no spoko spoko, fajnie fajnie, ale jednak to nie to. I ona teraz będzie biedna zachodzić w głowę co było tego powodem, a znając dziewczyny to z pewnością stwierdzi, że nie była dla ciebie wystarczająca. I zamiast czekać na ciebie aż wrócimy z powrotem do Anglii, uzna Cię za zamknięty rozdział i ruszy do przodu. A tego byśmy nie chcieli, prawda?
- Nie - odparłem.
Czy Zayn miał rację? Czy [T.I.] naprawdę poczułaby się odrzucona przez to, że nie pocałowałem jej na do widzenia? W końcu obiecałem jej, że odezwę się do niej jak tylko wrócimy. I wydawało mi się, że ona była zadowolona z tej obietnicy. Po raz pierwszy w życiu miałem taki mętlik w głowie. Im dłużej zastanawiałem się na słowami Malika, stawałem się tym bardziej niepewny swoich decyzji. Co nie było zbyt pomocne.
- W takim razie, co mam zrobić w tej sytuacji? - zapytałem Zayna.
- Jak to co? Bierz dupę w troki i zasuwaj do niej póki jeszcze nie śpi.

~Oczami [T.I.]~
Nie mogłam zasnąć. Leżałam na plecach, wpatrując się w sufit. Winą za to obarczałam Lily, która wymknęła się przez okno w naszym pokoju, żeby porozmawiać z Joshem, swoim obecnym chłopakiem na jakiś bardzo ważny temat. A przynajmniej to odpowiedziała na moje pytanie gdzie wybiera się w sobotę o północy, używając balkonu naszego pokoju. I komu jak komu, ale Lily wierzyłam bezgranicznie. Poza tym, miałam przeczucie czego, albo raczej kogo będzie ta rozmowa dotyczyć. Drugim winowajcą mojej niemożności spania był Liam Payne, który siedział w mojej głowie odkąd tylko odjechał pick-upem spod mojego domu. O, ironio! Jego oczy, śmiech i uśmiech zajmowały moje myśli i pojawiały się pod moimi powiekami za każdym razem gdy zamknęłam oczy. No cudowanie po prostu.
Byłam na początku liczenia skaczących owieczek o oczach Liama, gdy usłyszałam dziwny hałas. Z początku zignorowałam stukanie niewiadomego pochodzenia, jednak gdy odgłos ten powtórzył się jeszcze trzy razy postanowiłam odszukać jego źródło. Znalezienie go zajęło mi kilka sekund - stało w ogrodzie za naszym domem, ubrane w skórzaną kurtkę i rzucało kamienie w okno mojego pokoju. I chyba mnie zauważyło, bo po chwili kamyki przestały uderzać szturmem w nasze okno, a ono niepewnie do mnie pomachało.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową. Gdyby nie przenikliwy chłód, który poczułam od rozszczelnionego okna, mogłabym przysiąc, że to był tylko sen. To jednak działo się naprawdę. Nie namyślając się długo, porwałam z krzesełka sweter Liama i narzuciłam do na siebie, z zamiarem późniejszego oddania go właścicielowi, po czym wyszłam na balkon.
Payne stał tuż pod nim.
- Czyżbyś wrócił się po swój sweter? - zapytałam, stając tuż przy barierce.
- W pewnym sensie - odparł Liam, uśmiechając się. - Jest jakiś sposób, żeby się dostać do Ciebie, o Julio?
- Jedynie kratka od kwiatów po lewej stronie, Romeo - odpowiedziałam.
- Ktoś już wchodził tam do ciebie w taki sposób?
- Lily często używa drzwi balkonowych żeby wyjść z domu zamiast frontowych.
I chociaż nigdy nic sobie nie zrobiła poruszając się w ten sposób, teraz z lekkim niepokojem patrzyłam jak Liam stara się zrobić to samo. Moje serce uspokoiło się w momencie, gdy jego stopy dotknęły płytek balkonowych.
- Niezła robota, Romeo. Poczekaj pięć sekund, to w nagrodę dostaniesz swój sweter, tylko znajdę coś innego do założenia - powiedziałam. Nie bardzo uśmiechało mi się stanie na balkonie w samej pidżamie.
- Mam trochę inny pomysł jakby mogła wyglądać tak nagroda - odpowiedział Liam.
Dwa kroki później Payne stał obok mnie i zanim zdążyłam zorientować się w tym, co się dzieje, przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Pocałował. A ja zamarłam, nie mając pojęcia co robić. Jego ciepłe, miękkie usta dotykały moich, a ja nie wiedziałam jak się zachować. Liam wyczuł moją reakcję, be sekundę później przerwał to, co robił i spojrzał na mnie ze strachem w oczach.
- Przepraszam, ja… - zaczął się tłumaczyć. - Ja nie chciałem się narzucać, ale tak dobrze bawiliśmy się na randce i ja… Myślałem, że właśnie tego chciałabyś po takim dniu. Jeśli cię uraziłem albo za bardzo się narzuciłem, to przepraszam. - Wyrzucał z siebie słowa z prędkością światła.
- Nie o to chodzi - przerwałam mu w pewnym momencie. - Byłoby to idealne zakończenie dla tego dnia - kontynuowałam, czując jak czerwienię się coraz bardziej na samą myśl o tym, co zaraz mam powiedzieć. - A zareagowałam w taki sposób dlatego, że… jeszcze…
To było trudniejsze niż myślałam. Przejmujący strach o to, co on teraz sobie o mnie pomyśli ogarnął mną i ścisnął gardło. „Liam nie należy do takich gości”, odezwał się głosik w mojej głowie. „Po prostu mu powiedz”. Odchrząknęłam, żeby dodać sobie trochę odwagi i na jednym wydechy wyrzuciłam z siebie:
- Po prostu jeszcze nikt wcześniej mnie nie pocałował. Nigdy.
- Nig… Czyli, że to był twój pierwszy pocałunek? - Liam patrzył na mnie z lekkim niedowierzaniem. - Nie miałem pojęcia, gdybym wiedział zrobiłbym to zupełnie inaczej. Albo wcale bym tego nie zrobił, bo to przecież dość ważnym moment w życiu i nie koniecznie chce się go przeżywać z daną osob…
Nie wytrzymałam i po prostu chwyciłam go za bluzkę, za którą przyciągnęłam go do siebie. I tym razem to ja złączyłam nasze usta. Nie miałam pojęcia co robię, ale robiący sobie wyrzuty Liam sprawił, że się przełamałam. Był tak kochany i uroczy, a przy tym niepewny samego siebie jak to tylko było możliwe. I chciałam mu pokazać, że był tą osobą, z którą chciałabym przeżyć swój pierwszy pocałunek.
Payne chyba zrozumiał przekaz, bo rozluźnił się, po czym położył swoje dłonie na moich policzkach i zaczął poruszać swoimi ustami. Próbowałam pójść w jego ślady i po kilku nieudanych próbach, podczas których myślałam, że zaraz zacznę płonąć ze wstydu, w końcu udało mi się złapać z nim wspólny rytm. I wtedy właśnie wyłączyłam myślenie. Przestałam zastanawiać się nad tym co powinnam zrobić i po prostu dałam się ponieść chwili i emocjom, a przede wszystkim instynktowi. Moje dłonie puściły jego koszulkę i wędrując po materiale skórzanej kurtki leżącej na jego ramionach, w końcu znalazły drogę do włosów Payne’a podczas gdy jego ręce znalazły się na moim pasie. Pozwoliłam sobie na zatracenie się w tej chwili. Czułam ciepło jego ust na swoich, czułam ciepło bijące z moich zaróżowionych policzków, czułam siłę z jaką trzymał mnie przy sobie. I podobało mi się to.
W końcu jednak zaczęło nam powoli brakować powietrza. A przynajmniej mnie, ponieważ nie miałam jeszcze takie wprawy. Co ja gadam, nie miałam żadnej wprawy. Przerwałam pocałunek, jednak od razu wtuliłam się w Liama, chcąc mu pokazać w ten sposób, że zrobiłam to dlatego, że musiałam. Payne zrozumiał o co mi chodziło, ponieważ delikatnie pogłaskał mnie po plecach. Pozwolił też mojemu przyśpieszonemu oddechowi dość do normy zanim się odezwał.
- Wszystko w porządku? - zapytał, a w jego głosie słychać była nutkę rozbawienia.
Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.

- W jak najlepszym - odpowiedziałam.  

Wiem, wiem trochę krótko, ale obiecuję Wam, że jutro pojawi się następna i ostatnia część, którą będzie trochę (no może trochę więcej niż trochę) dłuższa. Ponieważ życie nie jest tak proste jak się wydaje ;) 
One Week Challenge, dzień 3. 
Do zobaczenia jutro! 

Edit: Za minutę północ, udało się!! :D

15 marca 2015

#6. - Harry

Imagin ten powstał już jakiś czas temu, gdy dzień i noc słuchałam "Stay With Me". Nie jest to może wielkie dzieło, ale mam do niego wielki sentyment, dlatego postanowiłam mimo wszystko go tu umieścić. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.   

Obudziłam się. Promienie słońca padały prosto na moją twarz, rażąc nadal zamknięte oczy. Jęknęłam cicho i naciągnęłam kołdrę na głowę. Po czym przekręciłam się na drugą stronę łóżka. Dopiero po sekundzie zdałam sobie sprawę, że powinnam spaść na podłogę, ponieważ moje łóżko było jednoosobowe - wygodne, ale z ograniczoną możliwością ruchów. Zaskoczona, otworzyłam oczy i wystawiłam głowę spod kołdry.
          Znajdowałam się w pokoju, który widziałam po raz pierwszy w życiu. Był niewielkich rozmiarów, a znajdowało się z nim jedynie łóżko, z szafkami nocnymi po obu stronach, pojedyncze krzesło, lustro wepchnięte w jeden z kątów i dywan na skraju podłogi niezajmowanej przez łóżko. Skąd ja się tu wzięłam?! Poczułam napływ paniki. Próbowałam przypomnieć sobie co działo się poprzedniego dnia. Pamiętałam Lucy, moją kuzynkę, która za wszelką cenę chciała wyciągnąć mnie na imprezę do jakiegoś szpanerskiego klubu. Pamiętałam ze po pewnym czasie jej się to udało. Pamiętałam jak wciskałam się w małą czarną - użytą tego wieczoru po raz pierwszy od momentu zakupu - i w czarne... trampki. Pamiętałam jej strój składający się ze skórzanej miniówki, święcącego topu i wysokich szpilek. Pamiętałam jej dezaprobatę dla minimalizmu mojego makijażu i stwierdzenie, że "z takim podejściem zostanę wieczną singielką". Pamiętałam drogę do klubu, wejście do środka. Migoczące światła, głośna muzyka, tłumy ludzi. Pamiętałam pierwszego drinka. Drugiego też. Pamiętałam wysoką postać o zielonych oczach, z delikatnymi dłońmi, które mocno trzymały mnie w pasie, gdy tańczyliśmy. Pamiętałam pocałunki, coraz bardziej zachłanne, coraz bardziej namiętne. Pocałunki, które najwyraźniej zaprowadziły nas tutaj, co o dziwo też pamiętałam. Mój urywany oddech, gdy wspinaliśmy się po schodach. Moje drżące od nadmiaru emocji palce mocujące się z guzikami jego koszuli. Jego sprawne dłonie pozbawiające mnie sukienki...I to, co działo się później.
         Oznaczało to, że nie byłam aż tak bardzo pijana. Może lekko wstawiona. Jednak nigdy nie sądziłam, że stracę dziewictwo w taki sposób. Na imprezie, z nowo poznanym mężczyzną. W końcu nie było to nic strasznego, przynajmniej w mniemaniu moich znajomych. Większość z nich zrobiła to samo, gdy byli o wiele młodsi. Ja miałam przecież dwadzieścia lat. "Najwyższy czas", skwitowaliby z uśmiechem. Jednak zawsze wdawało mi się, że jestem inna niż oni. Zawsze wyobrażałam sobie to w zupełnie inny sposób - że zrobię to z kimś, kogo kocham. A przynajmniej, że nie będzie to jednonocna przygoda. Najdziwniejsze jednak było to, że nie czułam się z tym źle. Spodziewałam się jakiś wyrzutów sumienia i poczucia winy, które mogłabym zagłuszyć tekstem: "Za dużo wypiłam, zdarza się". Nie upiłam się, nawet nie miałam kaca. A mimo to, czułam się... szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa. No i może lekko obolała.
          Dopiero głośne nucenie, które dobiegało zza zamkniętych drzwi uświadomiło mi, że nie jestem sama w pokoju. Zdążyłam podnieść się do pozycji siedzącej, gdy drzwi otworzyły się a do środka wszedł... Harry Styles. Cholera jasna.
          - O, zobaczcie kto się obudził - zagaił wesoło, zamykając za sobą drzwi do łazienki.
          Harry Styles był moją jednorazową przygodą. Uszczypnęłam się w nogę, sprawdzając czy może nadal nie śnie. Ból, który poczułam uświadomił mi, że to rzeczywistość. Teraz ten Harry Styles lub ktoś bardzo do niego podobny stał przede mną praktycznie nagi, przepasany w biodrach jasnym, hotelowym ręcznikiem. Po jego umięśnionym i wytatuowanym torsie płynęły kropelki wody, spadające z nadal mokrych włosów. Moja pamięć podsunęła mi wspomnienie twardości jego wyćwiczonych mięśni pod moimi palcami, gdy niespiesznie poznawałam każdy centymetr jego ciała poprzedniej nocy. Na moich polikach zakwitły rumieńce, gdy próbowałam odsunąć siebie napływające obrazy naszych wyczynów.
          - Dzień dobry, [T.I.] - powiedział z szerokim uśmiechem, siadając na skraju łóżka.
          - Znasz moje imię - stwierdziłam z ulgą. - To dobrze. Przynajmniej przespałam się z kimś, kto wie jak się nazywam...
          - Wiem o wiele więcej, jeśli pamiętasz. Przeprowadziłaś ze mną niezłe przesłuchanie jeszcze tam, w klubie - odpowiedział spokojnie.
          Rzeczywiście. Moja pamięć podsunęła mi kolejne wspomnienie. Harry i ja siedzący przy stoliku. Rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim.
          - Tak, pamiętam - odpowiedziałam, siląc się na uśmiech.
           Przez chwilę siedzieliśmy w niezręcznej ciszy, aż podjęłam w duchu decyzję. Skoro to jednorazowa przygoda, to czas się zbierać. Opatuliłam się kołdrą i wstałam. "Po co to ukrywanie się za kołdrą? On i tak widział się już nago", podsunął głosik w mojej głowie. Tu nie chodziło o niego tylko o mój komfort psychiczny.
          - Słuchaj - zaczęłam, lokalizując swoje rzeczy na podłodze, także nie musiałam na niego patrzeć. - Wiem, że to, co teraz powiem zabrzmi jak totalna hipokryzja, ale... - Wzięłam głębszy oddech, żeby zebrać myśli. - Nie jestem osobą, która bawi się w jednonocne przygody. I po prostu... chciałam, żebyś o tym wiedział - dodałam ciszej, podnosząc z podłogi moje majtki. O, ironio!
           - Nie martw się, [T.I.], jestem tego doskonale świadom. Wytłumaczyliśmy sobie to wszystko wczoraj wieczorem. Jesteśmy tylko dwójką dorosłych ludzi...
           - ... świadomych swoich czynów - dokończyłam zdanie, które usłyszałam od niego poprzedniego wieczoru.
           - Dokładnie - podsumował wesoło.
           Udało mi się zlokalizować stanik tuż pod jego spodniami, jednak nadal nie mogłam odszukać sukienki.
            - Nie pamiętasz może co stało się z moją sukienką? - zapytałam, podnosząc swój wzrok na jego twarz.
            - Oddałem ją do prania. Gdy wychodziliśmy...
          - ... jakiś debil wylał na mnie piwo.
          - Więc pomyślałem, że miło będzie ci włożyć ją czystą, a nieśmierdzącą chmielem. Powinna wrócić za jakieś dwie godziny.
          - To bardzo miłe z twojej strony, ale nie mam teraz w czym wrócić do domu - odpowiedziałam z lekką paniką w głosie. - Lucy... - No tak, wysłałam jej smsa, że wrócę dopiero następnego dnia. Musiała przeżyć niezły szok czytając go.
           - Wiem jak mniej więcej wyglądają takie sytuacje, ponieważ w przeciwieństwie do ciebie znalazłem się w niej nie pierwszy raz. Uciekanie w środku nocy albo zaraz nad ranem, jakieś niedorzeczne pożegnania na karteczkach... Naprawdę, nie musimy trzymać się schematu, w którym uciekasz jak najszybciej, dla zasady. Co powiesz na porządne śniadanie? Spaliliśmy trochę kalorii ostatniej nocy - dodał z zadziornym uśmiechem.
          - Brzmi... całkiem nieźle - odpowiedziałam szczerze. W jego spojrzeniu było coś takiego, co wręcz krzyczało: „Zostań!!"
          - To zróbmy tak: ty weźmiesz teraz w zarządzanie łazienkę, a ja wezmę się za śniadanie.
           Jak Harry postanowił, tak zrobiliśmy. Weszłam do łazienki, która była o połowę mniejsza od pokoju. Było w niej miejsce na toaletę, umywalkę i prysznic z brodzikiem. Całość jednak również urządzona skromnie, ale elegancko. Widać było, że to nie pierwszy lepszy hotel. Zrzuciłam z siebie kołdrę, która wylądowała bezszelestnie na podłodze i weszłam pod prysznic. Letnia woda rozbudziła mnie do końca. Strumienie spływały po moim ciele, zmywając ze mnie trud poprzedniej nocy i kojąc nerwy. Gdy wyszłam spod prysznica i owinęłam się w ręcznik, czułam się czysta i odprężona. Moje odbicie w niewielkim lustrze nad umywalką prezentowało mnie trochę inaczej. Mój wczorajszy makijaż spłynął wraz z wodą z prysznica i teraz na moich policzkach widniały czarne smugi, a pod oczami widać było sińce po krótkiej nocy. Szybko pozbyłam się resztek tuszu do rzęs i eyelinera, jednak nic nie mogłam zrobić z workami pod oczami. Trudno. Wytarłam się szybko, odnajdując na swoim ciele kilka siniaków, których się nie spodziewałam. Ubrałam się w swoją bieliznę... No właśnie. I co dalej? Nie bardzo miałam ochotę paradować w takim stroju przed Harrym Stylesem. Podeszłam do drzwi i uchyliłam je lekko, na tyle, że byłam w stanie wystawić głowę przez szparę.
           Zanim zdążyłam coś powiedzieć, Harry pojawił się przy mnie, trzymając w rękach jakiś materiał.
           - Proszę - powiedział, podając mi go. - Pomyślałem, że przyda ci się jakieś nakrycie.
           - Dzięki - odpowiedziałam, odbierając podarunek.
           Nagle zza pleców Harry'ego wyszła starsza kobieta, którą widziałam po raz pierwszy w życiu. Miała na sobie niebieski uniform, więc z pewnością pracowała w tym hotelu. Jednak to nie sama jej obecność wzbudziła mój niepokój. To jej spojrzenie, nie tyle oceniające to pełne wyrzutu. Nie rozumiałam jej reakcji. Pewnie nie raz spotykała się z taką sytuacją. Więc skąd wzięło się jej oburzenie?
           - To Olga - wytłumaczył Harry, widząc zdziwienie malujące się na mojej twarzy. - Poprosiłem, żeby zmieniła pościel na świeżą.
           No tak. Byłam pewna, że gdzieś na prześcieradle widniał dowód mojej straty. To w jakiś sensie usprawiedliwiało oburzenie kobiety. Z drugiej strony, to moje życie i moja decyzja.
           - Przy drzwiach stoi Kevin - kontynuował, odsuwając się tak, że byłam w stanie zobaczyć postawnego mężczyznę w garniturze ze słuchawką w uchu. - Zespołowy bodyguard.
           Mężczyzna uniósł do góry dłoń, a ja odpowiedziałam tym samym.
           - Błagam powiedz, że zaraz zaczniesz śpiewać "I will always love you" - powiedziałam, hamując śmiech.
           - If I should stay... - zanucił Harry z szerokim uśmiechem.
           W międzyczasie Olga skończyła sprzątać pokój i wyszła ze swoim wózkiem, a za nią ruszył Kevin. Poszłam w ich ślady i schowałam się w łazience. Pięć minut później wyszłam z niej ubrana w białą koszulę Harry'ego, która sięgała mi do połowy uda. Rozpuściłam też wilgotne po prysznicu włosy, które spływały teraz falą aż do końca łopatek. Harry również zdążył się ubrać, jednak tylko w spodnie, skoro ja ukradłam mu koszulę.
          - Pasuje ci - ocenił Styles, gdy podeszłam do łóżka.
          - W takim razie zachowam ją sobie - odpowiedziałam z uśmiechem.
           - Na co masz ochotę?
           - Cokolwiek - odpowiedziałam, domyślając się, że chodziło mu o śniadanie.
           "I może na powtórkę z wczoraj", pomyślałam pół żartem pół serio.
            Jak na zawołanie, rozległo się ciche pukanie, po którym otworzyły się drzwi i do środka wjechał wózek z jedzeniem prowadzony przez młodego chłopaka, który podjechał nim do łóżka, po czym szybko wyszedł. Nieodzownie towarzyszył mu Kevin, który z bliska wyglądał na jeszcze większego.
           - Bon appetit - powiedział Harry zanim rzuciliśmy się na jedzenie.
           Okazało się, że One Direction zatrzymało się w mieście na krótką przerwę między koncertami. Tak, to naprawdę był Harry Stylesem, który nawet pokazał mi swój dowód. Tak czy inaczej, zespół ruszał w trasę dopiero pod wieczór, więc te kilka godzin wolnego czasu, które mu zostały Harry postanowił spędzie zamknięty w swoim pokoju hotelowym wraz ze mną. Przez cały czas rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się już po prostu leżeliśmy w ciszy na łóżku. Kiedy moja sukienka przyszła z prania, Styles doskoczył do niej pierwszy i powiesił na lustrze zanim zdążyłam zareagować i nie chciał mnie wypuścić z pokoju. Prawdę mówiąc ja również nie chciałam tak wcześnie wychodzić. Zebrałam się do tego dopiero wieczorem, godzinę przed wyjazdem zespołu. Przebrałam się szybko w sukienkę, nawet nie zwracając uwagi na Stylesa, który przypomniał mi o swojej obecności gwiżdżąc na mnie, gdy przez ułamek sekundy byłam w samej bieliźnie. Mogłabym zrobić to samo za każdym razem, gdy patrzyłam na jego klatę.
            - Jesteś pewna, że musisz już iść? - zapytał, gdy stanęłam gotowa przy drzwiach.
           - Spytał facet, który za godzinę rusza w trasę koncertową? - odpowiedziałam z lekkim zaskoczeniem.
           - Przekaz zrozumiany - odparł z rozbrajającym uśmiechem.
           - Dziękuję - powiedziałam kładąc dłoń na klamce. - Za śniadanie, sukienkę...
           - Ja również dziękuję - odpowiedział Harry przysuwając się bliżej do mnie, także teraz staliśmy twarzą w twarz. - Za wczoraj. I za to, że zostałaś dzisiaj rano.
            - Cała przyjemność po mojej stronie.
            Harry pochylił się nade mną (był wyższy prawie o głowę) złożył na moich ustach całusa, który zamiast w szybkiego buziaka zmienił się w namiętny pocałunek. Styles natarł na moje wargi gwałtownie i zdecydowanie, przyciągając mnie do siebie, tak blisko jak to było możliwe. Jego dłonie, z początku trzymające mnie mocno w pasie zaczęły znów na nowo poznawać na tyle na ile pozwalała im sukienka. A każdy dotyk jego palców rozpalał mnie coraz bardziej. Nie pozostawałam mu dłużna i wplotłam dłonie w burzę loków na jego głowie, przyciągając go jeszcze bliżej. Odpowiadałam na jego pocałunek z taką samą żarliwością jaką czułam od niego, zdając sobie sprawę z tego, że widzimy się po raz ostatni. To było jednak coś więcej niż pożegnanie. To był akt desperacji dwojga ludzi, którzy chcieli choć na chwilę zapomnieć o samotności i cieszyć się chwilą. Dlatego też poprzedniego dnia skończyliśmy tak jak skończyliśmy. I dlatego zostałam. Przez kilka godzin mogliśmy chociaż poudawać, że nie jesteśmy sami. Że mamy kogoś tylko dla nas. Kogoś, dla kogo jesteśmy ważni. Ale to było tylko złudzenie. Kilka minut iluzji szczęścia, które dobiegło końca. Jakby czytając mi w myślach, Harry odsunął się ode mnie, zostawiając z ogniem pożądania płynącym w żyłach. Po wyrazie jego twarzy widziałam, że jest w podobnym stanie. Świadomość, że potrafię wzbudzić w kimś takie emocje była ... przyjemna.
           - Nie zapomniałaś czegoś?
           - Nie, mam wszystko - odpowiedziałam siląc się na normalny ton.
           - Na pewno? - Drążył dalej.
           Jedyną rzeczą, którą miałam ze sobą była torebka, przewieszona teraz przez moje ramię. Wtedy mój wzrok padł na koszulę. Skoro już ją zaklepałam, mogłam ją wziąć, prawda? Bez słowa podeszłam do łóżka i zabrałam z niego koszulę.
           - Teraz mam już wszystko - powiedziałam zaczepnie.
           Harry skwitował to uniesieniem brwi, jednak nic nie powiedział.
           - Harry, ruszamy za 20 minut. Bądź gotowy za 15 - usłyszałam męski głos dochodzący zza drzwi.
            - Okej, będę! - odkrzyknął Styles.
            - To chyba znak, że już na mnie czas - powiedziałam. - Cześć, Harry.
           W odpowiedzi uniósł do góry dłoń i pomachał do mnie. Posłałam mu tylko jeszcze jeden uśmiech i wyszłam na korytarz. Nie zdążyłam dojść do klatki schodowej, gdy usłyszałam odgłos otwieranych drzwi, a po chwili ktoś chwycił mnie za ramiona i odwrócił w swoim kierunku. Tym razem nasz pocałunek był krótszy, pożegnalny.
           - Zapomniałem o jednej sprawie - powiedział skruszonym tonem. - Czy mogłabyś... zachować wszystko co się tutaj działo dla siebie?
          - Oczywiście - odpowiedziałam.
          Powinnam czuć się urażona jego brakiem zaufania, jednak rozumiałam go doskonale. Poza tym, nie miałam ochoty chwalić się tą historią z kimkolwiek.
           Harry pogłaskał mnie delikatnie po policzku i odszedł bez słowa. A ja nadal stałam tam, z zamkniętymi oczami, zapisując w swojej pamięci każdy szczegół z nim związany. Jego twarz, jego włosy, jego tatuaże, jego zielone oczy patrzące na mnie spod kurtyny czarnych rzęs. Jego delikatny uśmiech i dźwięk jego śmiechu. Nie chciałam pominąć najmniejszego detalu. Przywołałam wspomnienie zapachu jego ciała, gdy leżał obok mnie. Dotyku jego palców na mojej nagiej skórze. Tego ognia, który we mnie rozpalał. I tęsknoty za nim, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że już nigdy go nie zobaczę.
      
          Od mojego spotkania z Harrym minęło kilka tygodni. Powoli wróciłam do mojej szarej, samotnej rzeczywistości i jedynie wisząca u mnie w szafie koszula przypominała mi, że to, co wydarzyło się nie było tylko snem. Lecz mimo to, nie mogłam sobie pozwolić na wspominanie tego zbyt często, ponieważ za każdym razem, gdy to robiłam czułam się jeszcze bardziej zdołowana i samotna niż normalnie. Dlatego, jak przystało na samotną i zdołowaną młodą kobietę, siedziałam sama pod stertą koców i czytałam książkę w sobotni wieczór, zamiast szaleć z Lucy i jej paczką znajomych. Aż z transu książki wyrwał mnie telefon.
          - Halo? - Odebrałam nawet nie patrząc na wyświetlacz.
          - Dobry wieczór, [T.I.] - Wybełkotał ktoś po drugiej strony.
          - Dobry wieczór tajemniczy rozmówco - odpowiedziałam i szybko sprawdziłam wyświetlacz. Nieznany numer.
          - Nie pamiętasz mnie?  - bełkotał dalej. - Moje serce krwawi. Chociaż po jednej nocy można było się tego spodziewać...
          - Harry? - zapytałam, zaskoczona.
          - A jednak mnie pamiętasz - zawołał uradowany. A przynajmniej tak mi się zadawało, ponieważ całą swoją uwagę musiałam skupić na rozszyfrowaniu jego bełkotu. - Nawet nie wiesz jak mi ulżyło!
           - Harry, czy coś się stało? - Odłożyłam książkę na bok i zaczęłam wygrzebywać się spod koców. Jego telefon bardzo mnie zaskoczył.
            - Podoba mi się jak wymawiasz moje imię. Tak fajnie przeciągasz "r" - kontynuował jak gdyby nigdy nic.
           - Czy coś się stało? - powtórzyłam pytanie.
           - Nope. Wylądowałem tylko w tym samym miejscu, co sześć tygodni temu i zacząłem myśleć o tobie. Głupie, co? Zwłaszcza, że...
          - Zwłaszcza, że co?
          - Ale co, kochanie?
          - Nic takiego, Harry.
          - Czy już ci mówiłem, że podoba mi się jak wymawiasz moje imię? - zapytał, bełkocząc coraz bardziej.
          - Tak, mówiłeś. Wszystko w porządku?
          - Nie - odpowiedział. - Nic nie jest w porządku - Jego głos załamał się na ostatnim słowie. - Chciałbym... Chciałbym żebyś była przy mnie. Teraz. Zawsze - powiedział, a jego słowa wbijały się w moje serce jak nóż.
          - Mam do ciebie przyjechać? - zapytałam cicho.
          - Jeśli chcesz - odpowiedział i rozłączył się.
          Chciałam. Nie, musiałam go zobaczyć. Dlatego pół godziny później byłam już ponownie w hotelu. Kierowana instynktem poszłam do pokoju, w którym obudziłam się w pewien niedzielny poranek. Kiedy jednak otworzyłam drzwi, zastałam pusty pokój. A przynajmniej tak mi się wydawało dopóki nie dojrzałam burzy loków chowających się za łóżkiem. Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam w jego kierunku.
          Harry siedział rozwalony na podłodze, opierając się o łóżko. Koło niego leżały puste butelki po piwie, a on z całą pewnością był pijany.
          - Przyszłaś! Myślałem, że mnie nie lubisz - powiedział, a przynajmniej tak zrozumiałam.
          - Gdybym cię nie lubiła, nie zostałabym wtedy - odpowiedziałam, siadając na przeciwko niego.
          - Wiesz, to tak cholernie boli - powiedział żałośnie.
          - Co takiego?
          - Bycie samotnym. Ktoś by pomyślał, że mam dziewczyn na pęczki, ale prawda jest taka, że większość leci tylko na kasę i sławę. A ciężko jest czasami odkryć która taka jest. Dlatego myślałem, że takie jednorazowe przygody będą dobrym rozwiązanie. Jednak gdy budziłem się rano w pustym łóżku, było jeszcze gorzej. Tak bardzo chciałem mieć kogoś dla siebie. Kogoś, kto się o mnie troszczy i o kogo ja mogę się troszczyć. Kogoś do przytulenia, do chronienia przed światem. Kogoś, z kim mógłbym porozmawiać o wszystkim i o niczym. Kogoś, kto mnie rozumie. I wtedy pojawiłaś się ty. Jako jedyna zostałaś i dałaś mi się poznać lepiej. Dałaś mi tę chwilę szczęścia - powiedział, podnosząc się do góry, także siedzieliśmy teraz twarzą w twarz. Jego dłoń chwyciła moją, ściskając mocno za palce. - I ja.... nie wiem, czy to, co czuję do ciebie to miłość, zauroczenie czy może po prostu sympatia... Naprawdę nie wiem, ale chciałbym, żebyś była częścią mojego życia...
           Nie wiem, czy Harry oczekiwał jakiejś odpowiedzi, ale nie byłam w stanie wydobyć z siebie słowa, ponieważ ze wzruszenia ściskało mnie w gardle. Styles chyba chciał, żebym coś powiedziała, ponieważ po chwili ciszy wymruczał coś pod nosem i zaczął wstawać. Udało mu się podnieść, ale zaczął się chwiać. Udało mi się go złapać w ostatniej chwili.
          - Może powinniśmy cię położyć - powiedziałam.
          Harry wybełkotał coś w odpowiedzi, jednak bez protestów pozwolił mi się zaprowadzić do łóżka. Kiedy tylko go na nim posadziłam, opadł na kołdrę. Po dwudziestu minutach szarpania się z jego butami, spodniami i koszulą, w końcu udało mi się go rozebrać do bielizny i poprawnie położyć do spania. Przez cały ten czas Styles był przytomny i co jakiś czas rzucał jakiś niezrozumiały dla mnie komentarz.
          Zaczęliśmy ważną rozmowę, którą miałam wielką ochotę dokończyć, jednak wiedziałam, że Harry nie będzie w stanie wypowiedzieć ani jednego wyraźnego słowa, dlatego postanowiłam, że wrócę do hotelu z samego rana. Jeśli nie będzie miał za wielkiego kaca uda nam się porozmawiać na spokojnie. Zebrałam swoje rzeczy z podłogi i chciałam już ruszyć do wyjścia, kiedy coś mnie tknęło. Podeszłam na palcach do łóżka i pochyliłam się nad Harrym. Miał już zamknięte oczy i oddychał miarowo, zapadając w leczniczy sen. Nachyliłam się jeszcze bardziej, tak że moje usta dotknęły przelotnie jego policzka, składając na nim delikatny pocałunek.
           - Dobranoc, Harry - wyszeptałam i o mało nie zeszłam na zawał ze strachu, gdy jego zielone oczy spojrzały na mnie przytomnie, a jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku.
           - Zostań ze mną - poprosił szeptem, patrząc na mnie.
           Zanim zdążyłam zareagować, zamknął oczy i odwrócił się w drugą stronę. Tym razem naprawdę zasnął. Powinnam zostać? Pewnie nie. Czy chciałam? Oczywiście. Nie zastanawiając się długo, odłożyłam swoje rzeczy na stolik, zamknęłam drzwi od środka, zgasiłam światło, wyswobodziłam się ze spodni i położyłam obok Harry'ego, zakrywając się kołdrą po samą szyję. Zasnęłam, ogrzana ciepłem bijącym od jego ciała i ukołysana jego miarowym oddechem. I po raz pierwszy od dłuższego czasu zasnęłam z uśmiechem na ustach.
            Poranek przywitał mnie promieniami słońca świecącymi prosto w twarz. Znowu. Nie otwierając oczu, przeciągnęłam się delikatnie. Wiedziałam gdzie się znajdowałam, dla odmiany. Wyciągnęłam rękę chcąc przekonać się, czy aby na pewno poprzednia noc nie była tylko snem. I nie napotkałam nikogo, tylko prześcieradło. Po chwili jednak czyjaś dłoń zacisnęła się na moich palcach. Zaskoczona, otworzyłam oczy i spojrzałam prosto w zielone tęczówki pochylonego nade mną Stylesa. Musiał wstać wcześniej, ponieważ pachniał żelem pod prysznic, a z burzy loków nadal kapała woda. Mimo to nadal było widać po nim skutki wczorajszej nocy. Był nienaturalnie blady, a pod jego oczami widniały sińce.
            - Zostałaś - powiedział wesoło.
            - Chciałeś, żebym sobie poszła? - zapytałam zaczepnie. - Bo mogę sobie pójść, jeśli mnie tu nie chcesz.
            - Nigdzie nie idziesz - powiedział twardo, a na potwierdzenie swoich słów położył się koło mnie i przyciągnął do siebie, zamykając w żelaznym uścisku.
            Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, przysuwając się bliżej do niego. Nadal trzymał moją dłoń. Przeplótł tylko swoje palce z moimi. Leżeliśmy tak przez chwilę w zupełnym milczeniu, ciesząc się tą chwilą. Po jakimś czasie jednak Harry delikatnie zsunął mnie z siebie i usiadł po turecku na łóżku. Poszłam w jego ślady i również podniosłam się do pozycji siedzącej. Na twarzy chłopaka malowało się niezdecydowanie i coś na kształt strachu...
            - Jeśli chodzi o wczoraj - zaczął niepewnie, nawet na mnie nie patrząc. - O to, co wygadywałem, te głupoty...
            - Ja również nie jestem pewna swoich uczuć do ciebie - powiedziałam. - Dlatego wczoraj nie doczekałeś się odpowiedzi ode mnie. Jest coś... - kontynuowałam, a Harry podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy - ... takiego w tobie, co mnie do ciebie przyciąga. Nie wiem co i nie wiem jak, ale tak jest.
            Styles nic nie odpowiedział na moje wyznanie, tylko chwycił moją dłoń zamknął ją w swojej.
            - Co będzie dalej? - wyszeptałam, zbyt przerażona by zadać to pytanie na głos.
            - Nie wiem - powiedział Harry spokojnym tonem. - Nikt nie wie co przyniesie przyszłość.
            Niechciana nadzieja, która pojawiła się poprzedniej nocy w moim sercu, zaczęła powoli topnieć, a jej miejsce zastępował ten tępy ból, który towarzyszył mi od kilku tygodni. Chciałam. Nie. Potrzebowałam go. Bardziej niż byłam w stanie to wyrazić.
            -Ale ... - zaczął cicho. - Ale chciałbym, żebyś została na dłużej. Ponieważ jestem ciekawy gdzie to może nas zaprowadzić. 
            - W takim razie jest nas dwoje - odpowiedziałam równie cicho. 
            W odpowiedzi Harry uśmiechnął się, a potem płynnym ruchem nachylił się nad naszymi złączonymi dłońmi i pocałował tę część moich palców, która wystawała spod jego uścisku.
             - Jesteś pewna? - Zapytał, patrząc na mnie uważnie. 
             - Jak nigdy. 
             - To dobrze - odpowiedział zanim przyciągnął mnie do siebie i złączył nasze usta w niewinnym i słodkim pocałunku.

             Zostałam. Zostałam na długie lata. Tak długie, że pewnego dnia stanęliśmy naprzeciwko siebie i w obecności Boga i naszych najbliższych przyrzekliśmy sobie miłość, wierność, oddanie i wiele innych zrozumiałych tylko dla nas rzeczy aż do grobowej deski. Potem doczekaliśmy się narodzin Cecily. I teraz, kiedy po tych latach patrzyłam na Harry'ego, nadal czułam się tak samo wtedy, gdy spotkaliśmy się po raz drugi. Nadal potrzebowałam go jak powietrza, by móc normalnie funkcjonować. Nadal był dla mnie najważniejszą osobą mojego życia. Mieliśmy nasze wzloty i upadki. Bywały dni kiedy miałam ochotę zadusić go własnymi rękoma, jednak po chwili przypomniałam sobie, że za to właśnie go kocham. Tak samo jak on mnie. Nasza miłość nie była nagła, gwałtowna i "od pierwszego wejrzenia". Nie, nasza miłość powstała na bazie wzajemnego poznawania się, szacunku i przyjaźni. Rozwijała się z czasem i dojrzewała razem z nami, dlatego była jedną z niewielu rzeczy, których byłam na tym świecie pewna. I to dzięki tej świadomości mogłam iść przez życie, wiedząc, że gdy obejrzę się do tyłu, Harry zawsze będzie przy mnie, gotowy wspierać mnie do samego końca. Tak samo jak ja jego. 
             
             Cecily miała już sześć lat. Jak każde dziecko w jej wieku była ciekawa świata. Jednak w jej przypadku ciągły quiz "Kto? Co? Jak? Po co? Dlaczego?" trwał odkąd skończyła trzy latka. Oczywiście, jednym z pytań, które musiało paść było "Tatusiu, jak poznałeś mamusię?". Mina Harry'ego gdy usłyszał to pytanie była bezcenna. Oczywiście zmyślił na poczekaniu jakąś historyjkę, którą uraczył naszą nic niepodejrzewającą córkę. Teraz Cecily uczyła się pisać. Harry, korzystając z kolejnej przerwy w trasie koncertowej wrócił na dwa tygodnie do domu i od paru dni siedział z nią nad zeszytem do nauki pisania. Duma, którą widziałam w jego oczach, gdy patrzył na naszą córkę sprawiała, że czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co miałam mu za chwilę oznajmić. 
             Wzięłam głęboki oddech zanim weszłam do pokoju Cecily, która siedziała przy biurku i kreśliła kolejne litery. Harry kucał koło niej i co jakiś czas dawał jakąś wskazówkę. 
              - Co robicie? - zapytałam, podchodząc do nich. 
              - Tata uczy mnie "g" - odpowiedziała Cecily i z dumą wyciągnęła w moją stronę zapisaną do połowy kartkę. 
              - Ślicznie, kochanie. Bardzo dobrze ci idzie - powiedziałam, biorąc ją od niej. Literki nadal były trochę koślawe, ale z pewnością wyglądały lepiej niż te z poprzednich kilku dni. - Widzę, że tatuś zrobił kawał dobrej roboty. 
              Cecily energicznie pokiwała głową i zabrała ode mnie kartkę, po czym wróciła do pisania. 
              - Ponieważ tatuś zrobi wszystko dla swoich dziewczynek - odpowiedział Harry i ucałował Cecily w czubek głowy. 
              Sekundę później stał już na przeciwko mnie  z uśmiechem na ustach i ramieniem, które otaczało mnie w pasie, 
              - Kochanie, mogę porwać tatę na chwilę? - zapytałam, wkładając dłoń do tylnej kieszeni spodni mojego męża. 
              - Pewnie. - Mój ciemnowłosy aniołek obrócił się szybko w moim kierunku i posłał mi szeroki uśmiech, w którym brakowało górnej, prawej jedynki. Jej loki podskakiwały przy każdym ruchu głową. 
              Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, Harry wyciągnął mnie na korytarz i zamknął za sobą drzwi do pokoju Cecily.
              - Harry... - zaczęłam niepewnie.
              - Coś się stało? - zapytał, a z jego twarzy zniknął beztroski uśmiech, który widniał na niej jeszcze kilka sekund temu. 
             - Czemu pytasz? - Udałam zaskoczenie. 
             - Ponieważ przez ostatnie kilka dni byłaś taka nieobecna i zamyślona. I zdystansowana. Zacząłem się już martwić - powiedział Harry, przyglądając mi się uważnie. - Więc powiesz mi o co chodzi? Wiem, że ostatni okres był bardzo trudny zwłaszcza z nagrywaniem albumu i teraz tą trasą. Rozumiem, że mogłaś poczuć się osamotniona i niedoceniona, ale postaram ci się to wynagrodzić w każdy możliwy sposób...
             Zanim zdążył wyrzucić z siebie jeszcze więcej słów, zamknęłam mu usta pocałunkiem. 
             - Takiego obrotu spraw się nie spodziewałem - wysapał Harry, kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy. Mnie również zaczynało trochę brakować tchu. - Skoro udało ci się tak efektywnie odwrócić moją uwagę, to może w końcu wytłumaczysz mi co chodzi? 
             Harry nadal trzymał mnie w pasie, więc odchyliłam się odrobinę od niego, żeby móc spojrzeć mu w oczy. 
              - Pamiętasz to stare łóżeczko Cecily, które kupiliśmy po jej narodzeniu? 
              - To z baldachimem? - Przytaknęłam. - Tak, jest gdzieś na strychu. 
              - W takim razie będziesz musiał się po nie tam wybrać, ponieważ niedługo znów nam się przyda - odpowiedziałam.
              Mój mąż patrzył na mnie przez chwilę w osłupieniu, analizując słowa, które przed chwilą usłyszał. Kiedy w końcu dotarł do niego ich sens, na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. 
              - Naprawdę? - Przytaknęłam. 
              Harry nic nie odpowiedział, tylko uniósł mnie do góry i okręcił parę razy wokół własnej osi, po czym odstawił na ziemię i przytulił. W tym samym momencie drzwi do pokoju Cecily otworzyły się i stanęła w nich nasza córka, która nie czekając na zaproszenie podbiegła do nas i przytuliła się do naszych nóg. Harry zaśmiał się krótko i wziął ją na ręce, także znajdowała się na równi z nami. Jej ramiona oplotły nasze szyje i zmusiły do kolejnego uścisku. I to właśnie wtedy, gdy tak stałam otoczona ludźmi, którzy tak wiele dla mnie znaczyli przyznałam sama przed sobą, że zostanie w pewnym pokoju hotelowym pewnego pamiętnego niedzielnego poranka było najlepszą decyzją, jaką podjęłam w całym swoim życiu. 
             
 One Week Challenge cz. 2 za nami. 5 przed. Do zobaczenia jutro ;) 

19 października 2014

#4. - Liam cz.3

          Miałam Londyn pod swoimi stopami. Przynajmniej dosłownie. Panorama miasta rozciągała się przede mną, a ja napawałam oczy niesamowitym widokiem. Strasznie żałowałam, że nie mam ze sobą aparatu (taką odpowiedź wystukałam do Lily, gdy napisała z zapytaniem "Jak tam?").
          Miejscem, w które lubił uciekać Liam okazała się być niewielka łąka na jednym ze wzgórzy okołolondyńskich lasów. To właśnie z niej mogłam podziwiać świat. Dotarcie na miejsce było dość trudne - na drodze stanęła nam zdradliwa leśna dróżka pełna wystających korzeni i leżących na niej kamieni, które pojawiały się w najmniej oczekiwanych miejscach. Dopiero gdy pokonywaliśmy tę pułapkę stworzoną przez naturę, zrozumiałam dlaczego Liam zdecydował się właśnie na półciężarówkę. Samochód bez najmniejszego problemu sunął po drodze, czasem tylko podskakując na większych wybojach. Podczas jednego z większych skoków, lekko się przestraszyłam i odruchowo kurczowo chwyciłam się ramienia Liama. Chłopak nic nie odpowiedział, więc dopiero gdy adrenalina opuściła mój układ krążeniowy, zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam i że, co gorsza, jego ramię nadal znajduje się w uścisku moich dłoni. Szybko je uwolniłam, mrucząc pod nosem przeprosiny. Payne nie wyglądał na zagniewanego, wręcz przeciwnie, uśmiechnął się do mnie tajemniczo, na co moje serce zabiło szybciej. Ty idiotko, odezwał się głos w mojej głowie, to jest LIAM PAYNE, więc może w końcu przestań o nim fantazjować bo i tak nic z tego nie wyjdzie. I ten głosik z pewnością miał rację.
          Drugim powodem, dla którego Liam mógł wybrać pick-upa, był z pewnością fakt, że jego tył można było z łatwością zmienić w przenośną, metalową kanapę poprzez opuszczenie brzegu od strony pasażera. I właśnie w tym momencie siedziałam na tej prowizorycznej kanapie, z jednym kocem ułożonym na podłodze i drugim zwiniętym w kłębek za plecami. Nie wiem skąd Payne je wyciągnął te koce, ale byłam zadowolona, że je zabrał.
          Teraz Liam stał parę metrów od samochodu i rozmawiał z kimś przez telefon. Słyszałam jedynie jego głos jednak nie rozumiałam ani jednego słowa. Chłopak miał na sobie zwykłe jeansy, trampki i szary sweter z podwiniętymi rękawami. Nie było już zimno jak wcześniej, ale mimo to nadal wisiała nad nami groźba deszczu. I nawet ubrany w takie zwykłe rzeczy, Liam nadal zapierał dech w piersiach, zwłaszcza z tym swoim kilkudniowym zarostem. Złapałam się na tym, że nadal się w niego wpatruję, więc zawstydzona spuściłam wzrok. Jeszcze nigdy żaden chłopak nie wzbudził we mnie takich emocji. Oczywiście, przez mój krótki żywot przewinęło się paru chłopaków, którzy przyciągnęli moją uwagę na dłużej, jednak przy nich zawsze zaczynałam gadać jakieś głupoty, byleby coś mówić. Nie wyszło to na dobre. Przy Liamie nie czułam przymusu mówienia, wręcz przeciwnie, nasze rozmowy żyły swoim życiem. Z jednej strony Payne sprawiał, że czułam się swobodnie. Z drugiej, budził we mnie dziwne zawstydzenie i niepewność skręcającą moje wnętrzności.
          - Przepraszam, że nie wyszło z tą kawiarnią - usłyszałam nagle jego głos niedaleko siebie.
          Nawet nie zauważyłam kiedy podszedł. Stał oparty o bok szoferki i spoglądał na mnie niepewnie.
          - Jeśli o mnie chodzi, to nie mam nic przeciwko. To miejsce bije kawiarnię na głowę. Ale za to ty nie dostaniesz swojej dziękczynnej kawy - powiedziałam. "Zawsze możemy umówić się na drugą", chciałam dorzucić, jednak byłoby to z mojej strony zbyt nachalne.
         - Nigdy nic nie wiadomo - rzucił Payne z tajemniczym uśmiechem, który od razu mnie zaalarmował. Co ten chłopak kombinuje? - I jak podobają ci się widoki?
          - Tu jest... niesamowicie. Ta cisza i spokój są po prostu nierealne, biorąc pod uwagę jak niedaleko miasta się znajdujemy - powiedziałam i opadłam głębiej na leżący pod moimi plecami koc. - Doskonale rozumiem dlaczego lubisz uciekać w to miejsce. Jest idealne, żeby odciąć się od ludzi i od świata. I nawet nie ma tu dobrego zasięgu.
          - Dlatego tak bardzo lubię tu być - powiedział Liam, podchodząc do tyłu samochodu. Jednym zwinnym ruchem wspiął się na rękach i po chwili siedział koło mnie na kocu. - Mogę wyłączyć telefon, a potem wykręcać się że nie było zasięgu, co czasami jest bardzo wygodnie. Tylko cisza, spokój, ja i...
          - ... dziewczyna, którą akurat chcesz poderwać ? - zapytałam zaczepnie. Dopiero po chwili do mnie dotarło że ja też tu jestem i całość zabrzmiała tak jakbym oskarżała go o podrywanie mnie. Ups.
          - Prawdę mówiąc, to jesteś pierwszą dziewczyną, którą tutaj zabrałem - powiedział z uśmiechem.
          Odetchnęłam z ulgą. Nie załapał dwuznaczności tego tekstu. A jeśli tak to nie dał nic po sobie poznać. I dobrze.
          - W takim razie czuję się zaszczycona, panie Payne - odpowiedziałam z galanterią, udając, że dygam.
          - Cała przyjemność po mojej stronie, panno [T.N.].
      
         ~Oczami Liama~


         - Żartujesz ?! - zapytała [T.I.], a gdy zaprzeczyłem, wybuchła śmiechem, tak uroczym jak to było możliwe. Jeszcze nigdy nie słyszałem kogoś, kto śmiałby się jak ona.
          Do takiego stanu doprowadziła ją jedna z historii z naszej trasy koncertowej. Dokładnie ta o Hazzie stojącym na środku sceny w samych gaciach po tym jak opuściliśmy mu z Zaynem spodnie.
          - To musiał być niezły widok - wyrzuciła z siebie, gdy się uspokoiła. - Chciałabym to zobaczyć.
         - Jestem pewien, że gdybyś pokopała w Internecie, na pewno coś znajdziesz. A co z Tobą ? Jakieś wspomnienia warte podzielenia się ?
         [T.I.] zmrużyła oczy, zastanawiając się nad odpowiedzią. Wyglądała po prostu uroczo. Uroczo w tej swojej białej koszuli, jasnych, lekko poszarpanych jeansach i czerwonych trampkach. Wyglądała tak zwyczajnie a przy tym... Przepięknie.
          - Co prawda całe moje życie to jedno wielkie pasmo "wartych podzielenia się" wspomnień, naprawdę mam takiego pecha jak nikt, ale... No dobra. Ale obiecaj, że nie będziesz się śmiać - powiedziała, patrząc na mnie poważnie.
          - Obiecuję - odpowiedziałem jak najbardziej serio.
          - Kiedy miałam 8 lat przechodziłam fascynację filmami Disneya. Oglądałam bajkę za bajką, wśród nich znalazła się Mulan, która spodobała mi się tak bardzo, że postanowiłam być taka jak ona. Dlatego pewnej nocy, kiedy wszyscy spali, chwyciłam nożyczki, poszłam z nimi do lustra w przedpokoju i zaczęłam ścinać sobie włosy, żeby wyglądać jak Mulan. Lily obudziła się i poszła mnie szukać. Kiedy mnie znalazła i zobaczyła co robię przeraziła się i zawołała rodziców. Zanim zdążyli do nas dobiec, miałam już całą głowę obciętą. Oczywiście na takiej długości na jakiej akurat udało mi się złapać dany kosmyk. Efekt był ... interesujący. Mam o mało nie dostała zawału kiedy mnie zobaczyła. Chyba nigdy nie dostałam od niej większej bury.
          Próbowałem wyobrazić sobie ośmioletnią dziewczynkę z fryzurą składającą się z pasm włosów o najróżniejszej długości. To z pewnością musiało wyglądać komicznie. I chociaż nie znałem siedzącej obok mnie dziewczyny zbyt długo, to takie zachowanie brzmiało zupełnie jak ona. Niepokorna, ale przy tym ujmująca.
          [T.I.] czekała chyba na jakąś reakcję z mojej strony, ponieważ kiedy nie odzywałem się przez chwilę spojrzała na mnie zaskoczona i powiedziała : - Wow, jesteś pierwszą osoba która nie śmiała się ze mnie po usłyszeniu tej historii.
          - Po pierwsze, obiecałem, że nie będę się śmiać, a po drugie, czekałem na ciąg dalszy - odpowiedziałem zgodnie z prawdą za co zostałem nagrodzony delikatnym uśmiechem, który zapalił w jej oczach iskierki. Mógłbym patrzeć w te oczy zawsze.
          - Ciąg dalszy wyglądał tak, że moja mama następnego dnia zabrała mnie do fryzjera i wyrównała włosy. Lily tak bardzo się spodobała moja nowa fryzura, że sama postanowiła mieć taką samą i również się obcięła. Jedynym dowodem na to, że taka sytuacja miała miejsce została fotografia, którą zrobił tata.
          Skończyła. Patrzyła na mnie z zaciekawieniem, czekając aż coś powiem.
          - Czyli... - Moje usta rozciągnęły się w uśmiechu.- ... fanka Disneya?
           - Tak - odpowiedziała z ulgą w głosie. - Zawsze i na zawsze. Niektórzy uważają, że to dziecinne, ale dla mnie to ważna część dzieciństwa, która mnie ukształtowała.
          Po raz pierwszym w swoim życiu spotkałem osobę w wieku 11+, która nie wstydziła się przyznać, że lubi bajki. Z każdym kolejnym słowem [T.I.] zaskakiwała mnie coraz bardziej, a ja byłem jej coraz bardziej ciekaw. Od dawna żadna dziewczyna nie obudziła we mnie czegoś takiego.
          - Toy Story - powiedziałem znienacka.
          - Co ?
          - Toy Story - powtórzyłem, uśmiechając się szeroko. - Moja ulubiona bajka Disneya. Disney/Pixar, ale kto by się tam czepiał.
          - Piękna i Bestia - odpowiedziała po chwili.
          - A nie Mulan ? - zapytałem zaczepnie.
          - Nope. Zdecydowanie Piękna.
          - Dlaczego ?
          - A dlaczego ty lubisz Toy Story ? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
          - Bo to niezwykła historia o przyjaźni, miłości, dorastaniu... Uczy nas, że w życiu zmienia się wiele, że czasami ci, których kochamy nie zostają z nami na zawsze. Jednak istnieją ludzie, którzy będą z nami na zawsze. I przy okazji, jest w niej dużo humoru - dodałem, wzruszając ramionami.
         Tak wiele osób zadało mi już to pytanie, że odpowiadałem na nie prawie machinalnie. Lecz [T.I.] była jedną z niewielu osób, które słysząc moje słowa nie patrzyło na mnie jak na wariata lub zdziecinniałego faceta. Przeciwnie, uśmiechnęła się do mnie ciepło.
          - Lubię Piękną i Bestię ponieważ to historia, która daje nadzieję na to, że ktoś cię kiedyś pokocha - powiedziała, patrząc gdzieś przed siebie, tak że widziałem tylko jej profil. - Że na świecie istnieje ta jedna osoba, która będzie cię kochać nie tylko za wygląd, ale też za to jaki jesteś. Że pewnego dnia spotkasz kogoś takiego na swojej drodze, zupełnie przez przypadek i ta osoba wywróci twój świat do góry nogami - dokończyła, patrząc na mnie nieśmiało tymi pięknymi, dużymi oczami.
          To właśnie ona wywróciła mój świat do góry nogami. Dla niej po raz pierwszy opuściłem sesję nagraniową, ją pierwszą zabrałem w swoje święte miejsce... Było w niej coś niesamowicie pociągającego. Coś, co sprawiało, że miałem niesamowitą ochotę wziąć ją w ramiona i o chronić przed całym światem. Nagle [T.I.] uniosła głowę i spojrzała mi prosto w oczy. Miał wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu - wszystko inne przestało istnieć. Była tylko ona, wpatrująca się we mnie z tym nieśmiałym uśmiechem i iskierkami radości w oczach. Niesforne kosmyki spływały po obu stronach jej nakrytej rumieńcem twarzy, lecz dla mnie wyglądała idealnie. Moje spojrzenie zatrzymało się dłużej na jej ustach. Pod wpływem uśmiechu, w ich końcach pojawiały się delikatne zmarszczki. Zacząłem zastanawiać się czy rzeczywiście są tak ciepłe i miękkie na jakie wyglądały. Zawsze mógłbym to sprawdzić...
          Ostry dźwięk klaksonu przerwał panującą wokół nas ciszę, a mnie przywrócił do rzeczywistości. Samochód Stylesa stał na samym skraju polany, a sam kierowca dawał "delikatnie" do zrozumienia, że przybył na miejsce wraz z moim zamówieniem. Niechętnie odsunąłem się od [T.I.] i zeskoczyłem z samochodu.         
          - Czyżby twoje sekretne miejsce nie było aż takie sekretne? - zapytała, patrząc z zaciekawieniem na auto.
          - To tylko Harry ze swoim brakiem wyczucia czasu - mruknąłem cicho pod nosem. - Skoro nie mogliśmy nic dostać w kawiarni, kawa przyjechała do nas - wytłumaczyłem głośniej i ruszyłem w stronę auta.
          Hazza musiał zauważyć ruch przy samochodzie, ponieważ przestał maltretować klakson i wysiadł z auta. Wyszedł mi na przeciw, niosąc tackę, na której stały kubki z kawą oraz tajemniczy przedmiot. Dopiero gdy odległość między nami zmniejszyła się, rozpoznałem charakterystyczny kształt. Styles przywiózł ze sobą aparat fotograficzny.
          - I jak ci idzie, kochasiu? - zapytał, gdy stanęliśmy twarzą w twarz.
          - Szło całkiem dobrze, dopóki jakiś idiota nie postanowił zrobić sobie wejścia smoka - odpowiedziałem.
          - Naprawdę, nie wiem kto mógłby wykazać się takim nietaktem. Facet z pewnością pozbawiony jest elementarnych zasad dobrego wychowania. Powinieneś wysłać go do mnie na lekcję, wróciłby jak odmieniony, kulturalny człowiek - odpowiedział Harry z szelmowskim uśmiechem. Taki jego urok. - To dla was - dodał, wysuwając w moim kierunku kawę i aparat.
          - Wielkie dzięki, że zgodziłeś się przywieźć tę kawę - powiedziałem, biorąc od niego podstawek z kubkami. - Wiem, że miałeś inne plany...
          - Nie ma sprawy - odpowiedział. - Poza tym, nawet nieźle na tym wyszedłem - dorzucił z szelmowskim uśmiechem, a blask w jego oczach zdradzał: "Zdobyłem".
          Pytanie tylko czy numer dziewczyny czy samą dziewczynę.
- Znów zawróciłeś jakieś biednej dziewczynie, pracującej przy kasie, w  głowie? – zapytałem.
- Nie – odparł, udając urażonego. - Powiedzmy, że skorzystałem z pomocy pewnej czarującej niewiasty jeśli chodziło o wybór kawy dla [T.I.]. Kto zna ją lepiej jeśli nie własna siostra?
- Poderwałeś Lily?!
- Staram się. Ale wszystko jest na dobrej drodze - odszepnął konspiracyjnie. - A jak tobie idzie, Romeo?
Dobre pytanie. Prawdę mówiąc, nie miałem zielonego pojęcia. Czekałem na jakikolwiek sygnał z jej strony, jednak niczego nie dostrzegałem.
- Nie do końca jestem pewien… - zacząłem wymijająco.
- Po prostu bądź sobą - wpadł mi w słowo Harry. - Większość lasek leci na takich gości jak ty. Resztę zgarniają tacy jak ja.
- Takich jak ja?
- Miły, grzeczny, ułożony, kulturalny, no wiesz, dżentelmen w każdym calu. Poskacz koło niej jeszcze kilka minut i będzie twoja - dodał i puścił do mnie oko.
Jeśli było coś co wkurzało mnie w Harry, to właśnie takie lekko podmiotowe traktowanie dziewczyn. Jedynym ratunkiem dla niego byłaby tak jedyna, o którą musiałby trochę powalczyć. Może wtedy zrozumiałby ich prawdziwą wartość.
- Prawie bym zapomniał - odezwał się, przerywając moje rozmyślania. - To również jest dla was - rzucił, podając mi futerał z aparatem. - Lily prosiła żeby to przekazać [T.I.].
- Dzięki - odparłem odruchowo biorąc od niego przesyłkę.
- Powodzenia, stary - Styles klepnął mnie przyjacielsko w ramię.
- Tobie również - odpowiedziałem. - Tylko wróć do hotelu przed północą.
- Jasne, Daddy - zaśmiał się i ruszył w stronę swojego auta.
Patrzyłem za nim dopóki nie zniknął w jego wnętrzu. Następnie odwróciłem się na pięcie i wróciłem do półciężarówki. Idąc, przyjrzałem się trzymanemu przez mnie futerałowi. Czyżby [T.I.] nudziło się tak bardzo, że poprosiła Lily o przywiezienie aparatu? To nie wróżyło nic dobrego.

***
Liama nie było już od dłuższej chwili, jednak w momencie, w którym zaczęłam się już trochę denerwować jego przedłużającą się nieobecnością, chłopak pojawił się niosąc w ręku kawy i futerał z aparatem. Do złudzenia przypominał ten, który miałam w domu.
- Karmelowa latte z podwójną pianką raz! - Powiedział, odkładając futerał na bok i podając mi jeden z kubków, na którym widniało logo mojej ulubionej kawiarni.
- Skąd…?
- Twoja siostra była bardzo pomocna - odpowiedział Liam, usadawiając się na swoim miejscu, jednak zachowując przy tym dystans między nami, co delikatnie zabolało.
- Biedny Harry - rzuciłam i pociągnęłam łyk kawy. Ciepły napój przyjemnie grzał od środka, a karmelowy smak był niebem dla mojego podniebienia.
- Biedny Harry? Na twoim miejscu martwiłbym się o Lilly - odrzekł Liam.
- Nie znasz mojej siostry. Łamie serca jak mało która dziewczyna.
- Hm… Nadal jestem za Harrym. - Upierał się przy swoim Payne, a w jego tonie można było wyłapać lekko wyzywającą nutkę.
- Jeszcze zobaczymy. Idę o zakład, że niedługo stanie się kolejnym chłopakiem śpiewającym ballady do mojej siostry pod naszym oknem - odpowiedziałam, patrząc na Liama.
- Stoi!
- O co się zakładamy? - zapytałam.
- To zależy od tego kto wygra - odrzekł konspiracyjnym tonem. - A właśnie, skoro już jesteśmy przy temacie twojej siostry - dodał, odwracając się na chwilę tyłem. Gdy znów  był twarzą do mnie, w ręce trzymał futerał. - Kazała ci to przekazać.
Wiedziałam, że wyglądał znajomo! Bez słowa wzięłam aparat od Liama, w którego oczach pojawiła się iskierka smutku. To właśnie ona sprawiła, że zaczęłam mu się tłumaczyć, choć nie miałam ku temu żadnego powodu.
- Widzisz, to taki nasz siostrzany … kawał - powiedziałam, z braku odpowiedniejszego słowa. - Lily śmieje się, że jestem fotografem zawsze i wszędzie, dlatego według niej najlepszy komplement jaki mogę powiedzieć na temat jakiegoś miejsca lub o osoby to: „ Chciałabym mieć ze sobą aparat”. I kiedy jakiś czas temu wysłała mi smsa z zapytaniem jak jest, odpisałam jej właśnie to - wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu.
Liam przyglądał mi się niepewnie przez chwilę, po czym jego twarz rozjaśnił uśmiech.
- A pisałyście o mnie czy o miejscu? - zapytał zaczepnie.
- O samochodzie - odpowiedziałam równie zaczepnie, na co chłopak się roześmiał.
Korzystając z tej chwili nieuwagi z jego strony, cichacze wyciągnęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Widokowi pod moimi stopami, lasowi który nas otaczał… wszystkiemu co było wokół nas. W końcu przyszedł jednak czas na samego Liama.
- Uśmiech - rzuciłam, naciskając przycisk migawki.
Payne zareagował momentalnie, robiąc głupią minę.
- Ej, normalnie poproszę - zaśmiałam się zza aparatu.
Liam przybrał neutralną minę, jednak tylko na chwilę. W momencie, w którym uchwyciłam go na zdjęciu miał wystawiony język. Po piątym zdjęciu, tym razem z zezem, miałam ochotę mu walnąć. Czy naprawdę nie możemy zrobić normlanego?!
- Jedno. Normalne. Zdjęcie - powiedziałam, akcentując każde słowo. - Czy proszę o taki wiele?
- No dobrze - zgodził się. - Ale chcę mieć to zdjęcie z tobą.
- Ze mną? - spytałam, zaskoczona.
- Tak, a tobą - odpowiedział.
Selfie było już wyższą szkołą jazdy, jednak jak przystało na nastoletniego fotografa, miałam je opanowane do perfekcji.  Przysunęłam się bliżej Liama i obróciłam obiektyw w naszą stronę. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, Payne przysunął się bliżej mnie tak, że opierałam się plecami o jego tors, a nasze twarze dzieliły jedynie centymetry. Po sekundzie zdjęcie było już gotowe. Jednak co było najdziwniejsze, wcale nie czułam się skrępowana jego bliskością. Czułam się tak swobodnie jak to było możliwe. Utrwaleni w tej pozycji zrobiliśmy jeszcze kilka fotografii, aż w końcu Liam postanowił zaszaleć i dać mi buziaka w policzek - i to bardzo długiego, ponieważ zdążyłam zrobić aż trzy zdjęcia. Kiedy skończyliśmy, aparat znów wylądował w futerale.
- Nieźle idzie ci robienie selfie - skomentował Payne, gdy usiadłam na swoim miejscu.
- To podstawowa umiejętność każdego szanującego się fotografa - odpowiedziałam.
- Macie jakiś kodeks umiejętności dla fotografów? - zapytał, zaintrygowany.
- Oczywiście. A wy nie macie kodeksu bycia gwiazdą boysbandu? Jak… łamanie serc milionów nastolatek, bycie nieziemsko przystojnym, posiadanie mega seksownego głosu, stawianie włosów na żel…?
- Ha-ha, bardzo śmieszne - powiedział ironicznie, jednak kąciki jego ust podjechały w górę. - Zapomniałaś o najważniejszym.
- Tak? A o czym?
- Obcisłych spodniach i za krótkich koszulkach - powiedział, po czym oboje się roześmialiśmy.

Nie wiedziałam ile czasu spędziliśmy na tej łące, po prostu rozmawiając. Wiedziałam, że zdążyło się ściemnić i zrobić zimniej, dlatego Liam pożyczył mi swój sweter, który był na mnie trochę za szeroki, dzięki czemu mogłam się nim szczelnie opatulić. Jednak jemu też było odrobinę zimno, dlatego narzucił na siebie koc, k który wcześniej się opieraliśmy. A kiedy zaczęłam się trząść pomimo jego ciepłego swetra, chłopak po prostu otoczył mnie ramieniem (nakrywając przy tym kocem) i najzwyczajniej w świecie przytulił do siebie także nam obojgu było wystarczająco ciepło. I właśnie wtedy, w tej pozycji poczułam się, jakbym znalazła swoje miejsce na ziemi. Jakbym należała właśnie tam, przytulona do niego na bagażniku auta pod niebem okrytym gwiazdami. I mogłam tak trwać już zawsze. A przynajmniej do czasu, kiedy nie zaczęło padać. W zorganizowanym pośpiechu sprzątnęliśmy wszystkie rzeczy do szoferki i usadowiliśmy się na swoich siedzeniach.
Deszcz uderzał o dach i okna samochodu, a my siedzieliśmy w ciszy i spokoju, wsłuchując się w niego. Nie czułam przymusu rozmowy z Liamem. Napawałam się jego obecnością i bliskością, tak samo jak on moją. Dlatego, gdy nasze dłonie spotkały się w pewnym momencie, spletliśmy palce. Tak po prostu, bez żadnych niepotrzebnych słów. I właśnie tak złączeni zaczęliśmy kolejną rozmowę. Tym razem bardziej poważną, życiową. Poruszyliśmy tematy tego, jak wyobrażamy sobie nasze życia w przyszłości. Co chcemy zrobić ze sobą za pięć, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat. I chociaż wydawało się to dość błahym tematem, tak naprawdę było bardzo intymne, ponieważ zwierzyliśmy się sobie ze swoich największych marzeń. Z tego, co siedzi nam głęboko w duszy, co kieruje naszym życiem. Liam był pierwszą osobą, przed którą otworzyłam się aż w takim stopniu. Nawet z Lily nie odbyłam tak ważnej rozmowy, a to znaczyło już wiele.
Niestety, nasz czas powoli dobiegał końca o czym uprzejmie przypomniała mi moja siostra dzwoniąc w najmniej odpowiednim momencie. I to nie do mnie lecz do Liama. Miałam ochotę udusić ją na odległość, widząc jego zagubioną minę gdy Lily produkowała się przez telefon. Kiedy skończyła, Payne przekazał mi nowinę o powrocie do domu i odpalił silnik. Całą drogę powrotną spędziliśmy w ciszy, słuchając radia, w którym jak na złość w pewnym momencie zaczęła lecieć piosenka One Direction. Moments rozbrzmiewało w szoferce, gdy Liam skręcał w moją ulicę. I chociaż podjechaliśmy pod mój dom w połowie drugiej zwrotki, siedzieliśmy w aucie aż do końca utworu. Dopiero gdy wybrzmiała ostatnia nuta Liam wysiadł i otworzył przede mną drzwi. Wysiadłam z samochodu i stanęłam na podjeździe, a zimne powietrze przewiało mnie od stóp do głów.
Dochodziła jedenasta. Niebo nad nami było tak czyste jak wcześniej, dlatego byłam w stanie  zobaczyć każdą gwiazdę. Jednak i tak najjaśniej błyszczała ta stojąca koło mnie. Payne chwycił moją dłoń (czym bardzo mnie zaskoczył) i poprowadził aż pod same drzwi. Tam rozplótł nasze palce i stanął naprzeciwko mnie.
- Dziękuję za dzisiaj - zaczęłam niepewnie, zakładając za ucho niesforny kosmyk. - Naprawdę świetnie się bawiłam.
- Ja również - odpowiedział Liam, a z jego twarzy biła niesamowita szczerość, która sprawiła, że zrobiło mi się ciepło w środku. - Jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś z kim tak dobrze by mi się rozmawiało. Dziękuję za to.
Staliśmy przez chwilę w milczeniu, parząc na siebie. W oczach Liama widziałam niepewność, jakby musiał podjąć jakąś ważną decyzję, jednak nie wiedział co ma wybrać.
- Musimy to kiedyś powtórzyć - odezwał się nagle. - Jutro wylatujemy z chłopakami na dwa tygodnie, ale gdy tylko wrócę, skontaktuje się z tobą. Możemy się tak umówić?
- Pewnie - odpowiedziałam z uśmiechem. Chciał się ze mną jeszcze spotkać. Chciał się ze mną jeszcze spotkać!
- W takim razie - zaczął przysuwając się bliżej. - Do zobaczenia za dwa tygodnie - powiedział półszeptem, a ja o mało nie zemdlałam.
Jeśli wcześniej jego bliskość nie robiła na mnie tak dużego wrażenia, teraz miałam nogi z waty i czułam się, jakbym miała zaraz się rozpuścić. Ale co najważniejsze, ogarnęła mną niesamowicie silna chęć pocałowania go. I chociaż nigdy wcześniej nie całowałam się z nikim, czułam się gotowa by zrobić to. Tu i teraz.
- Dobranoc - odpowiedziałam cicho, ponieważ tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić.
- Dobranoc - powiedział Liam i pochylił się w moją stronę.
Po chwili jego usta dotknęły mojego policzka, a ja westchnęłam zawiedziona w duchu. W miejscu, w którym jego wargi dotknęły mojej skóry poczułam ogień, a moja twarz spłonęła rumieńcem. Miałam nadzieję, że nie widać tego w słabym świetle ganka.
Payne patrzył mi jeszcze przez moment w oczy.
- Zadzwonię jak tylko wrócę.
- Trzymam za słowo - powiedziałam, naciskając na klamkę drzwi, które na szczęście były otwarte. - Bezpiecznego lotu - dodałam.
- Dzięki. Ty również na siebie uważaj - powiedział Liam.
Przez setną sekundy miałam wrażenie, że jednak zdecyduje się mnie pocałować. Zamiast tego jednak uśmiechnął się w ten swój powalający na kolana sposób i ruszył w stronę samochodu. Idąc w jego ślady, rozchyliłam drzwi i weszłam do środka, rzucając za nim jeszcze jedno spojrzenie zanim je zamknęłam.
- No i jak było?! - Głos Lily dobiegł mnie od strony schodów.
Mogłam jedynie marzyć o spokojnym wieczorze, ponieważ wiedziałam,  że Lily nie da mi spokoju dopóki nie pozna wszystkich szczegółów.
- Dobrze - odpowiedziałam lakonicznie.
- Chyba bardzo dobrze - powiedziała moja siostra, pokonując ostatnie stopnie. - Nowy nabytek do garderoby? - zapytała, lustrując mnie od stóp do głów.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nadal mam na sobie sweter Liama. Szybko ściągnęłam go przez głowę, otworzyłam drzwi i wybiegłam na ganek. Payne zdążył już odjechać. Dostrzegłam jedynie tylne światła pick-upa, zanim zniknął za zakrętem.
- Cholera - mruknęłam pod nosem, wracając do środka domu.
Przynajmniej miałam dobry powód, żeby się z nimi mimo wszystko spotkać i ta świadomość podniosła mnie na duchu. Najpierw jednak musiałam przeżyć przesłuchanie Lily, które czekała na mnie, rozpromieniona uśmiechem.
- A teraz - zaczęła wesoło. - Poproszę wszystko. Ze szczegółami. I nie masz co liczyć na to, że pozwolę Ci spać, dopóki wszystkiego się nie dowiem.
Zawsze możesz zamknąć ją w piwnicy albo w schowku pod schodami, pocieszyłam się w myślach. Zrezygnowana, ruszyłam w stronę schodów.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytałam, stawiając stopę na pierwszym stopniu.
- Od czego by tu zacząć? - zapytała retorycznie Lily, po czym zaśmiała się.

To zapowiadało długą noc. Za jakie grzechy?!