Imaginy z One Direction


Imaginy i opowiadania z One Direction
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą You and Me. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą You and Me. Pokaż wszystkie posty

14 marca 2015

You and Me - Niall cz.11

Siedziałam po turecku na środku dywanu beznamiętnie wpatrując się w okno. Starałam się przy tym ignorować Harry'ego, który chodził po pokoju w tę i z powrotem, wydeptując w dywanie ścieżkę prowadzącą od drzwi do ściany, na którą padał obraz z rzutnika. Minęło dziesięć minut, lecz żadne z nas nie odezwało się ani słowem. Po prostu trwaliśmy w ciszy, przerwanej jedynie od czasu do czasu śmiechem dochodzącym zza drzwi. I za każdym razem, gdy słyszałam ten śmiech miałam ochotę walnąć któregoś z nich między oczy.
- Nie wyjdziecie stąd dopóki się nie pogodzicie. - Głos Zayna przedarł ciszę.
- Wystarczy, że poczekamy aż wam się znudzi - odkrzyknął Harry, którego wędrówka po pokoju zaprowadziła akurat w tym momencie pod wejście.
- Stary, mamy tu łazienkę, telewizor w salonie, Playstation i pełną lodówkę jedzenia - odpowiedział Malik. - Możemy tak siedzieć przez kilkanaście godzin, jeśli nie kilka dni.
Zazgrzytałam zębami. Tu Zayn miał rację. Oni mieli dostęp do wszystkiego, podczas gdy my byliśmy zamknięci w niewielkim pokoju paczką chipsów, która była już do połowy opróżniona i resztkami napoju w jednym z kubków. Albo głód albo potrzeba skorzystania z toalety będzie chciała nas stąd wykurzyć. I to już całkiem niedługo.
Styles nic nie odpowiedział, tylko wystawił środkowy palec w kierunku drzwi (dobrze, że chociaż w tym jednym się zgadzaliśmy) i dalej kontynuował swoją wędrówkę.
Z cichym westchnięciem zmieniłam pozycję i położyłam się na kanapie, z głową wspartą o jedno z oparć. Nadal miałam doskonały widok na Hazzę, dlatego teraz zamiast go ignorować, po prostu śledziłam jego ruchy. Pięć rund zajęło mu zorientowanie się, że to robię.
- Co jest? - zapytał lekko szorstkim tonem.
- Nic - odpowiedziałam ze wzruszeniem ramion. - Tak się patrzę.
- I jak się bawisz?
- Cudownie. - Moja odpowiedź wręcz ociekała sarkazmem.
Harry chyba zrozumiał przekaz, bo nie odezwał się.
Po kolejnych dziesięciu minutach sytuacja nie wyglądała wcale lepiej. Ja nadal leżałam na kanapie, natomiast Hazza przerwał wydeptywanie dywanu i zamiast tego położył się na nim. Wpatrywał się intensywnie w sufit, jakby chciał policzyć wszystkie ledwo widoczne plamki, które się na nim znajdowały.
- Dobra, miejmy to już za sobą - oświadczył znienacka.
Jego słowa zaskoczyły mnie na tyle, że podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Choć na jego twarzy malowało się zdecydowanie, chłopak nadal dotykał plecami podłogi, dlatego postanowiłam pójść w jego ślady i wróciłam do leżenia na kanapie.
- Ok - odpowiedziałam, poprawiając się. - W takim razie może zaczniesz? - zaproponowałam.
- Czemu nie. Dlaczego nie chcesz udawać mojej dziewczyny? - Hazza od razu wytoczył ciężka artylerię. Odczekałam kilka sekund zanim zaczęłam swoją odpowiedź.
- Ponieważ… - starałam się jak najdokładniej dobrać słowa. - Ponieważ jesteś moim przyjacielem. Co ja gadam, Harry jesteś dla mnie jak brat. I nie licząc tego, że udawanie twojej dziewczyny byłoby dziwne i niekomfortowe dla nas obojga, to nie chcę przykładać ręki do … twojego zaprzeczania sobie.
- Dlaczego uważasz, że udawanie przez nas pary byłoby dziwne i niekomfortowe? - Styles postanowił drążyć temat.
- Jestem na 100% pewna, że nie bardzo uśmiechałoby ci się ciągłe migdalenie się w obecności innych ludzi z kimś, kogo nawet nie kochasz. A przynajmniej nie w taki sposób, jaki mam na myśli - dodałam szybko, słysząc jak wciąga powietrze, by zaprzeczyć moim słowom. - I co prawda mogę mówić tylko za siebie, ale jestem przekonana, że czujesz to samo, a przynajmniej jakaś cząstka twojego ptasiego móżdżka podpowiada ci, iż po tym wszystkim między nami nie byłoby już tak samo. A przyjaźń z tobą, chociaż potrafi dać w kość, jest najdłuższą, najszczerszą i najmocniejszą relacją, jaką kiedykolwiek nawiązałam z innym człowiekiem, dlatego nie chciałabym jej stracić za żadne skarby świata. - Poczułam jak łzy napływają mi do oczu, więc zaczęłam szybko mrugać by się ich pozbyć. Nie chciałam się rozkleić, a przynajmniej nie teraz.
Harry potrzebował chwili na przyswojenie tego wszystkiego, tak więc znów spędziliśmy kilka minut w ciszy. Tym razem jednak w powietrzu wysiało napięcie składające się z naszej niepewności i niewypowiedzianych słów.
- Mary Elizabeth Watson - zaczął Styles. Hazza używał mojego pełnego imienia jedynie w sytuacji, gdy poruszany był bardzo ważny temat. Ostatni raz zwrócił się do mnie w taki sposób, gdy informował mnie o odejściu mojego taty. - Jesteś jedną z najbliższych mi osób. Zawsze byłaś i mam nadzieję, że zawsze będziesz. Jednak uważam, że odrobinę przesadzasz twierdząc, że udawany związek zniszczy naszą przyjaźń. W końcu oboje będziemy wiedzieli, że to nie jest naprawdę. Mamy jedynie nabrać ludzi, co w tym złego?
- Haroldzie Edwardzie Styles - odpowiedziałam mu w podobnym tonie. - Nie mogę uwierzyć jakim idiotą jesteś - dodałam. - Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?
- Bo… - Harry wziął głęboki wdech, a szuranie, które usłyszałam musiało znaczyć, że zmienił pozycję. Rzeczywiście, kiedy na niego spojrzałam siedział po turecku z rękoma skrzyżowanymi na piersi. - Ponieważ… chciałbym przez chwilę odpocząć od tego wszystkiego. Znaczy od prasy. Mam dosyć ciągłego oglądania się za ramię za każdym razem gdy z kimś rozmawiam, żeby sprawdzić czy nikt nie posługuję. Mam dosyć tego, że muszę uważać na każde słowo i każdy gest, żeby za moment nie wywołać jakiejś burzy w Internecie. A gdybym wszedł w ten udawany związek z tobą, to wszystko by się na chwilę uspokoiło. I może w końcu przestaliby wyskakiwać z tematem Larry’ego - dodał ciszej, uciekając wzrokiem w podłogę.
A kiedy po paru sekundach znów na mnie spojrzał smutek widoczny w jego oczach po prostu… złamał mi serce. Te zielone, otoczone długimi czarnymi rzęsami patrzałki wyrażały cały jego smutek, żal i zawód związany z tą sytuacją i sprawiły, że miała ochotę po prostu podejść do niego, przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Musi być dobrze. I wtedy po raz pierwszy w mojej głowie zabrzmiała nutka zwątpienia w słuszność mojej decyzji.
- Harry, ja… - zaczęłam, ale mój głos odmówił posłuszeństwa.
Odchrząknęłam dwa razy, próbując pozbyć się ucisku, który pojawił się w moim gardle. Gdy to nie pomogło, podniosłam się do pozycji siedzącej. Odchrząknęłam jeszcze raz zanim zaczęłam mówić.
- Czyli naprawdę tego chcesz? - zapytałam.
- Nie… tak… to znaczy… - Harry zająknął się. - Paul. Paul uważa, że to dobre wyjście z sytuacji i wyłożył mi ten cały plan oraz wszystkie jego za i przeciw. Wiem, że za bardzo za nim nie przepadasz, ale… on zna się na rzeczy. I jeśli chodzi o tego typu sprawy, ufam mu bezgranicznie.
- Lecz jeśli chodzi o takie typu sprawy, powinieneś też kierować się swoim rozumem i swoimi odczuciami. Naprawdę uważasz, że nie ma nic złego w oszukiwaniu tysięcy, jeśli nie milionów ludzi, w tym naszych znajomych i dalszej rodziny? - zapytałam, bardzo ciekawa jego odpowiedzi.
Oczywiście, wiedziałam, że istnieją na tym świecie ludzie, którzy zrobiliby coś takiego bez mrugnięcia okiem. Dla sławy, rozgłosu, pieniędzy - z jakiegokolwiek powodu, który można wymyślić. Jednak miałam cichą nadzieję, że mimo wszystko Hazza do takich ludzi nie należał.
- Ja… nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób. Ale to właśnie dlatego pomyśleliśmy z Paulem o tobie. Ponieważ gdybyś się zgodziła, to byłoby bardziej wiarygodne, bardziej… bliskie prawdy. Słuchaj, sam nigdy bym czegoś takiego nie zaproponował i się nie podjął, ale tu chodzi o cały zespół. Ale tu chodzi też o tych chłopaków. Jeśli jestem w stanie im jakoś pomóc, to chcę to zrobić. To dzięki nim spełniam teraz swoje marzenia. Marzenia, które siedziały w mojej głowie od tak dawna, sama doskonale o tym wiesz - zadeklarował Harry, patrząc mi w oczy przez cały czas.
Kolejna nutka wątpliwości pojawiła się w moim umyśle. A może on i Paul mieli rację. Gdyby to rzeczywiście pomogło ustabilizować wizerunek Harry’ego w mediach… W mojej głowie pojawił się zamęt. Wzajemnie wykluczające się myśli i uczucia zaczęły się mieszać, walcząc o dominację. Z jednej strony chciałam im pomóc, zwłaszcza Stylesowi, jednakże z drugiej chciałam być wierna swojej poprzedniej decyzji. A jeśli to nie była dobra decyzja?
Znalazłam się na rozstaju z dróg, z zamętem w głowie i uciekającym czasem. Czułam się bezsilna, po raz kolejny w swoim życiu i nienawidziłam tego uczucia z całej siły. Zawsze mi się zdawało, że należę do osób, które twardo stąpają po ziemi, wiedzą czego chcą i umieją podejmować trudne decyzje, bez względu na konsekwencje. Jednak teraz, siedząc na tej przeklętej kanapie z Harrym czekającym na moją decyzję, po prostu spanikowałam wewnętrznie. Miałam ochotę po prostu rzucić to wszystko i wyjść stamtąd, jednakże za przyczyną pięciu idiotów było to awykonalne. Dzięki chłopaki.
Wzięłam głęboki wdech, żeby się uspokoić. Przyniosło to sekundową ulgę i ta sekunda starczyła, żebym podjęła decyzję.
- Ok. Zrobię to - powiedziałam spokojnym tonem, nie dowierzając, że byłam w stanie się na niego zdobyć.
- Zrobisz to? - wydukał zaskoczony Harry.
- Tak, zrobię - odpowiedziałam. 
- Naprawdę?
- TAK! - odrzekłam głośniej niż powinnam, rozdrażniona. - Mam ci to przeliterować. - T-a-k. Z-r-o-b-i-ę  t-o.
Hazza zerwał się z podłogi z prędkością światła i podbiegł do kanapy. Zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku zanim zdążyłam powiedzieć kolejne słowo, przyciskając moją twarz do materiału swojej koszulki. Niezbyt przyjemne doświadczenie. Znaczy wciskanie twarzy w koszulkę, nie przytulas.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję - powtarzał Harry, kołysząc się ze mną w rytmie w jakim wypowiadał te słowa. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję.
- Dusisz mnie - powiedziałam, używając tej końcówki powietrza z moich płuc, której nie zdążył jeszcze wycisnąć.
- Wybacz. - Zreflektował się szybko. - Po prostu nie mogę uwierzyć, że się zgodziłaś.
„Wierz mi, ja również” pomyślałam, jednak zachowałam to dla siebie.
- Zrobię to, ale tylko jeśli ty będziesz czuł się z tym dobrze - zastrzegłam.
- Dziękuję. - Harry znów zamknął mnie uścisku, tym razem bardziej ogarniętym. - Nie będzie tak źle zobaczysz. Usiądziemy i wszystko obgadamy...
- Później - przerwałam mu szybko. - A teraz skończ temat, bo zaraz się rozmyślę.
- Ok, ok - Hazza przycisnął mnie jeszcze mocniej.
Ulżyło mi. Tak po prostu. Może nie do końca, ale ciężki kamień, który spoczywał na moim sercu od kilku dni spadł z niego z głośnym hukiem. Byłam zaskoczona, że nie było tego słuchać. Wyswobodziłam się z objęcia Stylesa i spojrzałam na niego. Na jego ustach rozkwitł szeroki uśmiech, a w smutnych oczach widać było promyk nadziei. Widząc to poczułam w środku rozlewające się ciepło. Jeśli on był tak optymistyczny, dlaczego ja nie miałabym być.
Chciałam coś powiedzieć, jednak zanim zdążyłam otworzyć usta doleciał do nas dźwięk przekręcanego klucza i drzwi do pokoju otworzyły się z głośnym hukiem.
- Trzeba będzie się jakoś na nich zemścić za tę akcję - wyszeptał Harry, mrugając do mnie porozumiewawczo.
- Coś się wymyśli - odpowiedziałam i wyciągnęłam dłoń, po czym przybiliśmy piątkę.
- Alleluja! - Louis jako pierwszy wszedł do pokoju i od razu rzucił się na kanapę, zajmując miejsce po mojej lewej. - Myślałem, że już nigdy się nie pogodzicie. Takie siedzenie pod drzwiami i słuchanie jest męczące. Nie rozumiem jak niby ci wszyscy szpiedzy w filmach i książkach są w stanie wytrzymać siedzenie na obserwacjach. To jest piekielnie nudnie! - Z tego, co chłopcy mówili wcześniej Tommo nie był wielkim fanem filmów szpiegowskich, a on sam najwyraźniej lubił to podkreślać.
- Skoro rodzinka cała i pogodzona, to może coś obejrzymy? - zapytał Zayn, który jako ostatni wszedł do pokoju za Niallem i Liamem.
- Gdzie jest Ed? - Harry zaczął rozglądać się po pokoju w poszukiwaniu Sheerana.
- Zwinął się do domu jak tylko usłyszał, że się pogodziliście - odpowiedział Liam, siadając u stóp kanapy. - Ma jutro dużo pracy, ale chciał dopilnować, żeby się ogarnęli.
- Okej.
Malik chciał zająć miejsce po mojej prawej stronie, jednak Styles go uprzedził i usiadł na nim, wystawiając język w kierunku Zayna. Bardzo dojrzałe, Harry.
- Na co macie ochotę? - zapytał Niall, podchodząc do stojącego za nami komputera.
- Głupie filmiki z Internetu! - wykrzyknął Louis, chociaż Horan znajdował się dwa metry od nas.
- Jakieś propozycje? - Blondyn spojrzał wyczekująco na Tommo.
- Och, cała masa, przyjacielu. - Tomlinson zerwał się z kanapy i podbiegł do niego.
I gdy tak siedziałam, patrząc na tych dwoje pochylonych nad klawiaturą komputera poczułam jak cały stres dzisiejszego dnia mnie opuszcza. Nagle poczułam się zmęczona, a w mojej głowie pojawiła się bardzo kusząca wizja łóżka i mojej poduszki. Moja energia życiowa była na tak niskim poziomie, że kilka dobrych sekund zabrało mi zebranie się w sobie, żeby poinformować chłopaków o moich „ambitnych” planach.
- Wiecie co, będę się już zbierać - powiedziałam na głos, podnosząc się z kanapy.
- Nie bądź taka, to będą naprawdę fajne rzeczy - powiedział Louis, przenosząc wzrok z monitora na mnie.
- Jestem co do tego przekonana w stu procentach, ale padam na twarz i nie będę w stanie docenić genialności tych filmików. Lub ich debilizmu - dodałam po chwili namysłu. - To był długi dzień.
- Mary ma rację - odezwał się Harry. - To był emocjonujący dzień.
Słysząc jego słowa, uśmiechnęłam się dziękczynnie do przyjaciela. Styles wstał i sprzedał mi szybkiego przytulasa.
- Dobranoc - powiedział z uśmiechem starszego brata.
- Branoc.
Zanim wyszłam z pokoju zostałam wyściskana przez wszystkich, a Horan nawet zaofiarował się na zostanie moją eskortą do pokoju. Był tak dokładny, że nawet ze mną do niego wszedł.
- Dostarczona bezpiecznie i w całości - zaśmiał się, kładąc rękę na klamce.
- Nie chcesz zostać i sprawdzić czy jakiś potwór nie wciągnie mnie pod łóżko? - zapytałam zaczepnie.
- Uważaj, bo jeszcze zostanę tu na noc.
- Nie ma sprawy - odpowiedziałam, starając się na nonszalancję. - Cała podłoga do twojej dyspozycji - odpowiedziałam.
- Ok. - Niall uśmiechnął się szeroko i zniknął za drzwiami.
Przeklęty Ed Sheeran. Czy naprawdę musiał zaczynać ze mną temat Nialla? Teraz nie będę w stanie już nigdy nie spojrzeć na Horana w ten sam sposób i to była przerażająca myśl. Tak samo jak przerażające było znalezienie go na podłodze w moim pokoju, gotowego do spania. Owszem plan był taki, że chłopaki mieli u nas nocować i owszem rzuciłam tekstem o zajmowaniu podłogi, ale nie sądziłam, że Niall naprawdę to zrobi. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że może jednak zasnęłam na tej kanapie zanim zdążyłam wrócić do pokoju. Jednak bolesne uszczypnięcie w łokieć przywołało mnie do rzeczywistości. Horan pochwycił moje zaskoczone spojrzenie gdy tylko weszłam do pokoju i uśmiechnął się szeroko.
- Przecież cię ostrzegałem - powiedział i puścił do mnie oczko.
Ostrzegał, ostrzegał.
Horan był nawet nieźle przygotowany. Leżał na grubym, co najmniej 30 centymetrowym materacu, który był prawie takiej wysokości jak moje łóżko. Do tego zaopatrzył się w dwie poduszki i kołdrę.
- To teraz ja cię ostrzegam, że gadam przez sen - powiedziałam, podchodząc do komody, by położyć na niej złożone ubrania. - Dużo. I głośno. - No dobra, tylko trochę i zazwyczaj jakieś głupoty, ale on nie musiał o tym wiedzieć. - I chrapię. Jak kosiarka - dodałam, siadając na brzegu łóżka.
Horan nic nie odpowiedział tylko spojrzał na mnie z miną mówiącą „mów, co siebie chcesz, ja tu zostaję”.
- Twój wybór - mruknęłam i weszłam pod kołdrę.
Zanim zdążyłam wyciągnąć rękę, Niall zgasił światło włącznikiem koło mojego łóżka. Bowiem odległość między naszymi materacami wynosiła może z dwa centymetry.
Położyłam się na lewym boku, przodem do Horana. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do panującej wokół nas ciemności zobaczyłam, że chłopak również był obrócony przodem do mnie. Przez chwilę leżeliśmy tak w milczeniu, patrząc na siebie. I gdyby był to ktokolwiek inny (no może oprócz Hazzy) czułabym się skrępowana już po kilku sekundach. Przy Horanie jednak czułam się tak swobodnie jak to tylko było możliwe. Co było dla mnie również nowym odczuciem, ponieważ dość dobrze pamiętałam jak zdenerwowana byłam zawsze gdy Jack znajdował się blisko mnie. Uciekałam przed jego spojrzeniem i podskakiwałam wewnętrznie za każdym razem gdy czułam jego dotyk, czułam się naprawdę skrępowana. Z Niallem jednak było inaczej. Miałam ochotę być jak najbliżej niego. Dlatego musiałam się pilnować, żeby nie przybliżyć się do niego za bardzo.  
- I jak się czujesz ze swoją decyzją? - Odezwał się pierwszy.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - zapytałam szeptem. - Z jednej strony czuję się jakbym zrobiła dobrze. Z drugiej strony czuje się jakbym popełniła ogromny błąd - odpowiedziałam, unikając jego przeszywającego spojrzenia.
Nawet w ciemności byłam w stanie dojrzeć błękit jego oczu oraz to jak uważnie mi się przygląda.   
- A które uczucie przeważa? - dopytywał.
- Chyba…
Gdy tylko zadał to pytanie przed oczami stanął mi uśmiechnięty Harry. I na mojej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech.
- Chyba pierwsze - powiedziałam po chwili.
- To dobrze - odpowiedział Niall i wyszczerzył się. - Jeśli ty będziesz się dobrze z tym czuła, to masz za sobą pół drogi.
- A co z drugą połową? - zapytałam, czując jak narasta we mnie strach przed tym, co czeka nas dalej.
- Myślę, że w ciągu najbliższych dni czeka was parę rozmów z różnymi ludźmi. Ale nie martw, będziemy was z chłopakami wspierać ze wszystkich sił.
Nie odpowiedziałam na jego zapewnienie, które sprawiło, że mój niepokój trochę opadł.
- Czy tak właśnie wygląda show-biznes? - zapytałam, bardziej siebie niż jego, kładąc się na plecach. Cienie na suficie tańczyły niespokojnie w szum wiatru wiejącego za oknem. - Robienie tego, co ci każą? Te wszystkie kłamstwa, oszustwa, uważanie na każde słowo i każdy krok… Zawsze sądziłam, że to życie jest prostsze.
- Chciałbym - odpowiedział Niall. - Chciałbym, żeby było prostsze. Chciałbym, żeby to wyglądało inaczej… normalniej. Nie zrozum mnie źle, kocham to, co robię. Koncerty, nagrania, wywiady, spotkania z ludźmi, dla których to, co robisz ma znaczenie, to najlepsze, co w tym wszystkim może cię spotkać. - Nie spodziewałam się takiego potoku słów od Nialla. Rzadko kiedy tak się otwierał, ale kiedy to robił, dawał cząstkę siebie. - A najgorsza jest świadomość, że oczy całego świata są skierowane na ciebie. Zostajesz całkowicie obdarty ze swojej intymności, ze swojego świata. Jeśli chcesz zatrzymać choć trochę tego świata dla siebie, musisz się bardzo starać. Bardzo. Paul próbuje nas tego nauczyć i nawet całkiem nieźle mu idzie. Czasami musimy coś udać, opowiedzieć jakieś kłamstwo, tylko po to, żeby zatrzymać coś dla siebie. I ta świadomość jest dobijająca i bolesna.
Znów przewróciłam się na lewy bok i spojrzałam na Nialla. Leżał na plecach z zamkniętymi oczami, a jego blond włosy opadły mu na czoło, zasłaniając przymknięte powieki. Miałam ochotę przesunąć palcami po tej blond grzywie, dlatego wsunęłam obydwie dłonie pod poduszkę, by oprzeć się pokusie.
- Jednak od tego jak widzi nas świat dużo zależy - kontynuował, a w jego głosie słychać było smutną nutę. - Dlatego musimy być tacy uważni. Dlatego mamy wokół siebie tylu ludzi, którzy nam doradzają. Dlatego musimy też czasem robi coś przeciwko sobie dla dobra zespołu. Dlatego musimy zachowywać się tak a nie inaczej. Dlatego musimy czasami udawać - powiedział na koniec. - Dlatego czasem nie możemy sobie pozwolić na to, żeby się zakochać chociaż bardzo byśmy chcieli - dodał po chwili. - A jeśli to zrobimy, to potem płacimy ogromną cenę.
Czyżby mówił o Demi? To znaczyłoby, że nadal nie wyleczył się z niej. W moim sercu pojawiło się ukłucie zazdrości o nią. Jednak trwało tylko sekundę, ponieważ upomniałam samą siebie, że nie mam prawa być o niego zazdrosna.
Wyznanie Nialla bardzo mnie poruszyło, dlatego przez chwilę nie byłam w stanie nic powiedzieć. Poza tym, nie wiedziałabym co mu odpowiedzieć. Siedziałam pogrążona we własnych myślach, dopóki jego głos mnie z nich nie wyrwał.
- Wybacz, nie chciałem cię tak bardzo dołować.
Wróciłam do rzeczywistości tylko po to, żeby znów spojrzeć w jego oczy. Znów leżał przodem do mnie.
- Nie przepraszaj. Cieszę się, że to zrobiłeś. W sensie, że powiedziałeś mi o tym, nie że mnie zdołowałeś - wytłumaczyłam szybko.
Niall zaśmiał się słysząc moją odpowiedź, a ja spaliłam buraka. Zawsze muszę wyskoczyć z czymś takim.
- Dobrze wiedzieć - odpowiedział.
- Jakie plany na jutrzejszy dzień?
- Jutro mamy wywiad w BBC Radio 1 - odpowiedział Niall. - Ale to dopiero pod wieczór, więc rano mamy trochę czasu zanim trzeba będzie tam jechać. Ty oczywiście jedziesz z nami.
- Muszę? - jęknęłam.
- Tak, musisz.
- Ok - wyrzuciłam z siebie szybko zanim zaczęłam ziewać.
- O, ktoś tu jest zmęczony. Chyba czas iść spać - powiedział Niall przesłodzonym tonem. - Dobranoc, Mary.
- Dobranoc, Niall - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
Świadomość, że blondas znajduje się tak blisko mnie napawała mnie niesamowitym spokojem wewnętrznym i poczuciem bezpieczeństwa. I to właśnie było mi bardzo potrzebne. Zanim wślizgnęłam się niepostrzeżenie w krainę snów miałam wrażenie, że usłyszałam jak Niall śpiewa swoją partię z Little Things.


 One Week Challenge - dzień 1. Początek tego rozdziału siedział mi w głowie już od dawna i w końcu udało mi się go przenieść na klawiaturę laptopa wraz z całą resztą. :)
A jutro? Pożyjemy, zobaczymy :) 

22 lipca 2014

You and Me - Niall cz.10

- Mam tego dosyć! - powiedział Lou, akcentując ostatnie słowo uderzeniem talerzem w dno zlewu.
Nieprzyjemny dźwięk i głos Louisa wyrwały mnie z poobudzeniowego otępienia, dlatego podskoczyłam delikatnie gdy talerz wylądował na swoim miejscu. Harry, który siedział naprzeciwko mnie nawet się nie wzdrygnął. Dalej bez słowa mieszał łyżką w misce płatków, patrząc w stół, jakby był sam w pomieszczeniu.
Zachowujecie się jak dzieci - kontynuował Tommo, stając przy stole. Oparł się o oparcie stojącego przed nim krzesła. - Czy nie lepiej jest to załatwić raz a porządnie? Po co cały czas się o to kłócić? W końcu będziecie musieli znaleźć jakieś rozwiązanie dla tej sytuacji. Im szybciej tym lepiej.
Do tej pory to Liam występował w roli naszego mediatora, dlatego trochę zdziwiło mnie, że Louis podjął się tego zadania. Przez ostatnie dni starał się udawać, że nie widzi problemu, a co za tym idzie, nie odpowiadał się za żadną ze stron konfliktu. Jednak i jemu naszamała sprzeczkawdawał się we znaki. Byłam zmęczona tym wszystkim (i kolejną zarwaną nocą), żeby mu odpowiedzieć. Hazza również się nie odzywał.
- Chyba wolałem kiedy się na siebie darliście - mruknął Lou. - Przynajmniej w jakiś sposób się komunikowaliście.
Lou miał rację. Następnego dnia po spotkaniu z Paulem próbowałam poruszyć z Harrym temat naszego rzekomego związku. Żywiłam choć odrobinę nadziei, że chłopak zmienił zdanie. Nie mogłam się bardziej mylić. Styles nadal przystawał przy swoim, więc skończyło się na tym, że oboje krzyczeliśmy na siebie przez prawie godzinę, dopóki wkurzona jak nigdy, wyszłam z salonu i pomaszerowałam na górę do swojego pokoju, zatrzaskując ostentacyjnie drzwi. Bardzo dziewczyńsko i bardzo dojrzale. Wieczorem, kiedy wszystko się uspokoiło, udawaliśmy, że poranne zajście nie miało miejsca. Jednak od tego czasu było tylko gorzej. Każda próba podjęcia na nowo tematu kończyła się tak samo. Krzykiem i kłótnią. Po trzech dniach miałam już tego dosyć. Spakowałam swoje rzeczy i byłam gotowa, żeby wracać do domu pierwszym lepszym środkiem transportu, nawet autostopem, lecz wtedy do akcji wkroczył zaalarmowany przez Lou Liam. Przekonał mnie, że wyjazd jest ostatnią rzeczą, którą powinnam zrobić. Payne zebrał nasz wszystkich w jednym pomieszczeniu (co nie było łatwym zadaniem, ponieważ unikaliśmy się jak to tylko było możliwe) i próbował poprowadzić coś na kształt normalnej rozmowy. Z początku nawet mu się to udawało, jednak gdy znów zaczynało się robić gorąco, skapitulowaliśmy. I tak wróciliśmy do punktu wyjścia. Liam tylko powtarzał, że powinniśmy rozwiązać ten problem sami. I to szybko.
Louis wpadł na inny pomysł - zorganizował rodzinne śniadanko, podczas którego nic się nie stało. Nie ruszyliśmy ani w jedną ani w drugą. Chłopcy mieli kolejny dzień nagrywania, więc zapowiadał się kolejny dzień siedzenia w domu. Wstałam od stołu z planem ponownego położenia się do łóżka. Może kiedy tych dwóch nie będzie w domu, w końcu uda mi się pospać.
- Dziękuję - mruknęłam pod nosem i ruszyłam ze swoim talerzem do zlewu.
Naczynie wylądowało na swoim miejscu, a ja powlokłam się do góry. Moje łóżko przywitało mnie znajomym skrzypnięciem. Miło było móc znów się położyć spać. Przykryłam się chłodną pościelą i zamknęłam oczy, czekając na sen.
Walenie do drzwi.
- Wstawaj śpiochu! - Głos Zayna dochodził do mnie zza zamkniętych drzwi.
A ten skąd tu się wziął?
- Idź sobie - odkrzyknęłam i zakryłam się kołdrą na głowę.
Fajnie, że wpadł, ale naprawdę chciałam się wyspać. Odgłos otwieranych drzwi oznaczał, że chłopak jednak się nie poddał.
- Ładnie to tak się wylegiwać?
- Tak - odpowiedziałam. - O tej porze normalni ludzie, którzy nie mają nic do robienia jeszcze śpią.
- Zmiana planów, mała. Jedziesz dzisiaj z nami, więc zbieraj się z wyra.
- Nigdzie nie jadę.
- Jeszcze się przekonamy.
Zanim zdążyłam zaprotestować, najbardziej-wkurzający-człowiek-świata-czytaj-Malik ściągnął ze mnie kołdrę. Próbowałam chwycić jej róg, jednak Zayn był szybszy. Moje nakrycie wylądowało na podłodze, a ja chłopak stanął tuż nade mną. Z tego co widziałam miał na sobie czerwoną bluzę z kapturem iokulary? Pewnie zerówki, pomyślałam.
- Nadal nigdzie się nie wybieram. - Na potwierdzenie swoich słów przytuliłam się do poduszki.
- Jeśli nie wstaniesz wciągu trzech sekund, wyciągnę cię stąd siłą - zagroził Zayn.
- Już to widzę - mruknęłam.
- Razdwa
Nie reagowałam tylko nadal leżałam.
- Trzy! Sama tego chciałaś.
Zayn podszedł do drzwi. Już miałam nadzieję, że wyjdzie, on jednak tylko krzyknął :
- NIALL!
Odgłos szybkich kroków na schodach i po chwili do mojego pokoju wpadł lekko zdyszany Irlandczyk.
- Ktoś mnie wołał? - zapytał, a ja odruchowo uśmiechnęłam się słysząc jego pogodny ton.
- Ta tutaj nie chce wstać z łóżka, a my za godzinę musimy być w studiu - wyrzucił z siebie Zayn, mówiąc tonem zbitego psiaka.
- Zajmę się tym - odpowiedział raźnie Horan.
Nadal miałam zamknięte oczy, jednak mogłam przysiądź, że blondas uśmiecha się od ucha do ucha.
- Na to właśnie liczyłem.
Zayn wyszedł z pokoju, zostawiając mnie na pastwę blondasa, który zaczął dość delikatnie. Łóżko ugięło się pod jego ciężarem i po chwili leżał koło mnie. Jego twarz znajdowała się na wysokości mojej.
- Mary - zaczął słodko. - Pora wstawać.
- Nie - odpowiedziałam i odwróciłam się tyłem do niego.
Niall przysunął się jeszcze bliżej i nagle założył mi włosy za ucho. Ten gest z jego strony bardzo mnie zaskoczył. Byłczuły, a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. To było do niego zupełnie niepodobne. Przez głowę przeszła mi nieprzyjemna myśl, że może w ten sposób budzi wszystkie dziewczyny które spały w jego obecności
- No już, wstajemy - mruknął tuż nad moim uchem, przywołując kolejną falę dreszczy.
Tym razem tylko pokręciłam głową.
- Nie dasz się delikatnie? Dobrze, zaczniemy inaczej - powiedział i zanim skończył zaczął mnie łaskotać.
Spięłam wszystkie mięśnie, jednak nic to nie dało i po chwili skręcałam się ze śmiechu we wszystkie strony. Niall nie przerwał swoje ataku, wręcz przeciwnie, usiadł mi na nogach unieruchamiając je i łaskotał dalej. A ja powoli zaczęłam tracić oddech ze śmiechu. Jeszcze nigdy Niall i ja nie znajdowaliśmy się tak blisko siebie, a przynajmniej nie na tak długo. Z jednej strony byłam tym lekko onieśmielona (zwłaszcza, że nadal byłam w mojej piżamie - T-shircie i dość krótkich spodenkach - i działo się to na MOIM ŁÓŻKU), z drugiej natomiast czułam pewien dreszczyk emocji. Było to dla mnie zupełnie nowe odczucie, dlatego było lekko dekoncentrujące. Niall czy nie Niall, musiałam wziąć się w garść. Próbowałam zrzucić go z siebie, jednak nic to nie dało.
- Błagam! - udało mi się bardziej krzyknąć niż powiedzieć. - Przestań!
- Nie - odpowiedział, szczerząc się złośliwie.
- Niall!
- Wszystko w porządku? - rozległo się wołanie Liama.
- Wszystko pod kontrolą, Daddy! - odkrzyknął Horan.
- Wcal- próbowałam krzyknąć, jednak blondas zasłonił mi usta dłonią.
Wykorzystałam ten moment rozproszenia uwagi, żeby zrzucić go z siebie i zaczęłam czołgać się do rogu łóżka, żeby się z niego ześlizgnąć. Horan jednak szybko doszedł do siebie, bo nim zdążyłam się wystarczająco oddalić, złapał mnie za stopę i pociągnął w swoją stronę, także teraz leżałam na brzuchu na środku łóżka.
- Ciekawe czy pod stopami też masz takie łaskotki
O cholera. Jeśli chodzi o łaskotanie, stopy były moją piętą achillesową - wystarczyło przejechać po nich palcem, a ja leżałam na ziemi i zwijałam się ze śmiechu. Kiedy byłam młodsza, moja mama często wykorzystywała znajomość tego faktu przeciwko mnie. A Niall z pewnością miał mniej skrupułów niż ona. Zanim zdążyłam zaprotestować chłopak zaczął tortury. Chciałam wyrwać stopę z jego uścisku, jednak nic to nie dało.
- JUŻ WSTAJĘ - krzyknęłam.
- Na pewno? - zapytał podejrzliwie, przerywając.
- Tak, na pewno - powiedziałam, łapiąc oddech.
Niall posłusznie puścił moją stopę, a ja momentalnie przyjęłam bezpieczną pozycję, w której nie miał szansy już dalej mnie łaskotać - po prostu usiadłam po turecku i schowałam stopy pod nogami.
- Łaskotkowy sadysta - mruknęłam pod nosem.
- Zawsze do usług - odpowiedział blondas. - A teraz ruchy, bo musimy zdążyć.
Minutę później stałam przed lustrem w łazience i przyglądałam się swojemu odbiciu. I odbiciu blondasa opierającego się o drzwi. Niall postanowił mnie przypilnować, żebym przypadkiem znów nie położyła się do łóżka. Jakbym rozbudzona po jego łaskotkowym ataku i również nadal dziwnie onieśmielona jego bliskością, nadal miała jeszcze jakieś szanse na spanie.
Westchnęłam cicho i wzięłam się za mycie zębów, nadal przyglądając się sobie krytycznie w lustrze. Moje włosy nie wyglądały tak źle (oprócz tego że były wielkim stogiem siana), gorzej było z grzywką, jednak mogłam spokojnie przypiąć do góry spinkami. Najbardziej jednak przerażały mnie moje worki pod oczami i bladość, która je jeszcze bardziej podkreślała. Te kilka godzin snu naprawdę by mi się przydało. Ale cóż. Przepłukałam usta z pozostałości pasty i chwyciłam gumkę do włosów i szczotkę. Próba okiełznania moich włosów zakończyła się sukcesem. Częściowym, ale zawsze. Niall stał bez słowa w drzwiach łazienki, uśmiechając się jak idiota. Minęłam go i ruszyłam do swojego pokoju. Horan towarzyszył mi jak cień.
Stanęłam przed szafą. I nie miałam zielonego pojęcia co założyć.
- Niaaaall - powiedziałam żałośnie.
Chyba zrozumiał, bo stanął koło mnie, jednak po chwili podszedł do znajdującego się przed nami mebla i otworzył jedno skrzydło. I jak na Nialla przystało, zaczął się wydurniać.
- Na twoim miejscu włożyłbym to - rzucił i wyciągnął jedną ze spódniczek, które dostałam od stylistów - zieloną, falbaniastą, do połowy uda - po czym bez krępacji założył sobie na głowę.
Teraz zielone falbanki udawały jego nowe włosy, a on już sięgał po kolejną rzecz. Wyciągnął fragment materiału, który powinno nosić się jako mega krótką bluzkę – zasłaniała jedynie piersi (oni chyba upadli na głowę, myśląc, że namówią mnie na włożenie tego czegoś) i założył jako spódnicę. Szczerze mówiąc, bardziej przypomniało to pasek niż ciuch. Na koniec wskoczył w jakieś czarne szpilki. Jego stopy były oczywiście większe od moich, więc zmieścił w buty tylko swoje palce. Widok był dość komiczny.
- Poczekaj - mruknęłam i szybko sięgnęłam po telefon. - Uśmiech proszę !
Niall uśmiechnął się jak idiota i przybrał głupią pozę. Zrobiłam kilka zdjęć, uśmiechając się szeroko. Blondas zdecydowanie poprawił mi nastrój.
- Jeśli ktokolwiek inny zobaczy te zdjęcia... - zaczął swoją groźbę.
- To tylko dla mnie. Będę miała co wspominać kiedy wrócę do domu - odpowiedziałam.
- To dobrze. A teraz na poważnie...
- To ty tak umiesz? - wyrwało mi się. Niall skwitował to śmiechem.
- Czasem mi się zdarzy - odpowiedział i rzucił we mnie jakimiś ubraniami. - Za pięć minut masz być na dole, bo inaczej tu wrócę. I tym razem nie będzie tak miło - dodał tonem amerykańskiego twardziela.
Zasalutowałam na znak zrozumienia, na co on wyszedł z pokoju. Odprowadziłam go wzrokiem do drzwi. Ten człowiek miał w sobie coś takiego, że na sam jego widok wracał mi dobry humor i chęć do życia. Jeszcze na nikogo tak nie reagowałam, więc była to miła odmiana. Podeszłam do łóżka i położyłam na nim wybrane przez Horana rzeczy. Biała, luźniejsza bluzka na krótki rękaw o szerokim wycięciu lekko odsłaniała ramiona zgrywała się idealnie z ciemnozielonymi spodniami. Naciągnęłam na nogi trampki, wzięłam swój mały plecak, w który upchnęłam telefon oraz jakieś drobne i byłam gotowa do wyjścia. Kiedy schodziłam po schodach przemknęło mi przez myśl, że to może być dobry dzień.

To był fatalny dzień. Zostałam przywieziona to studia tylko po to, by zostać zamknięta w jednym z pustych pomieszczeń, w którym stały stolik z jedzeniem i maszyna z napojami. Bardzo doborowe towarzystwo. Po pewnym czasie zaczęłam nawet z nimi gadać. Co prawda nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, ale miło było móc otworzyć do kogoś usta. Nawet jeśli to bezduszna maszyna połykająca pieniądze. Jedyną rozrywką dnia była wycieczka do toalety. Najwyraźniej nagrywające tu gwiazdy miały wysokie wymagania, ponieważ każda kabina była sporych rozmiarów, na ścianie miała przywieszone odświeżacze powietrza o trzech zapachach do wyboru, ubikacje miały samoczyszczące się siedzenia i rzadko spotykany w takich toaletach miękki, biały papier. Lustra nad umywalkami sięgały do sufitu i każde miało osobne oświetlenie, idealne do nakładania makijażu. Ręce można było umyć na różne sposoby - od mydła przez pianki do środków odkażających dla tych, którym zależało na czasie. Jak na studio nagraniowe przystało, w wyposażeniu łazienki znalazło się także urządzenia pozwalające puszczać muzykę. Na ścianie, tuż przy wejściu umieszczono ekran, za pomocą którego można było wybrać jakieś utwory lub danego wykonawcę. Wiadomo jakiego wykonawcę ja wybrałam. Jeszcze nigdy nie korzystałam z toalety przy dźwiękach „I Want”.
No i oczywiście nie można było zapomnieć o prysznicu do którego wejście znajdowało się tuż obok drzwi do części z kabinami. Zajmował on prawie całe pomieszczenie - otoczony szklanymi ścianami, z kilkoma natryskami i wanną umieszczoną w rogu, w której spokojnie zmieściłby się dwumetrowy olbrzym z kompanem podobnych gabarytów. Ale co najważniejsze - całą łazienkę można było zamknąć od środka. Mogłam spokojnie zwiedzać całość bez obawy, że za chwilę jakaś rozkapryszona gwiazdeczka wejdzie do środka. Spędziłam w środku co najmniej 15 minut. Było to miłe urozmaicenie dnia.
Kiedy wyszłam na zewnątrz, natknęłam się na jakąś wysoką blondynkę ubraną jedynie w pasek materiału i krótkie spodenki. Ilość makijażu jaką miała na sobie starczyłaby dla kilku osób. Towarzyszył jej młody mężczyzna, ubrany całkowicie na czarno. W jednym uchu miał przeźroczystą słuchawkę. Dziewczyna zjechała mnie wzrokiem od stóp do głów, po czym uśmiechnęła się krzywo i weszła do łazienki. Mężczyzna ruszył za nią.
- Nawzajem - mruknęłam pod nosem w jej stronę.
Kolejna laska uważająca się za nie wiadomo kogo tylko dlatego, że jakaś podrzędna stacja radiowa puściła jej piosenkę. Niechętnie wróciłam do swojego małego więzienia. Położyłam się na skórzanej kanapie stojącej na środku pomieszczenia i zaczęłam wpatrywać się w sufit. Jeśli nie wyjdę stąd wciągu następnej godziny - oszaleję. Siedziałam w tym pokoju od czterech i naprawdę miałam już tego dosyć. Paul przyprowadził mnie tu i zakazał wychodzić aż ktoś po mnie nie przyjdzie. Zagroził też, że będzie sprawdzać czy grzeczna. Cóż, raz pojawił się facet z jedzeniem na wynos, nikt poza nim. Skoro do tej pory nie zostałam sprawdzona, wątpiłam, żeby przyszło mu to do głowy teraz to zrobić. W takim razie moja mała wycieczka po studiu nie sprawi nikomu problemu. Nie zastanawiając się dłużej, zebrałam się z kanapy i wyszłam.
Znajdowałam się na drugim piętrze. Według rozpiski zamieszczonej na ścianie znajdowało się tu jedno duże studio, dwa mniejsze - każde rozdzielone od pozostałych dużą ilością pokoi - wspomniana wcześniej toaleta i pokoje podobne do tego, w którym byłam ja. Nad każdymi drzwiami zainstalowana była lampka, a nad nią napis : „Zajęte”. Na całym korytarzu były tylko trzy, które nie raziły oczu czerwonym światłem. Postanowiłam zwiedzić te, które wyglądały na wolne. Niestety, były one na drugim końcu korytarza, dlatego musiałam bardzo cicho i ostrożnie przejść na drugą stronę, tak aby nie zwrócić na siebie niczyjej uwagi. W wielkim skupieniu i ciszy stawiałam kolejne kroki, mijając kolekcję platynowych płyt, wielkich plakatów, nagród, dyplomów i innych rzeczy, które mówiły : „Patrz, jesteśmy taaaaaaaaaaaacy fajni”. W końcu udało mi się dotrzeć do pierwszego pokoju - zwykłych drewnianych drzwi z napisem: „Pokój nr 24”. Zapukałam delikatnie. Kiedy nikt mi nie odpowiedział, nacisnęłam klamkę. Drzwi ustąpiły i po chwili moim oczom ukazał się pokój bliźniaczo podobny do tego, z którego uciekłam. Nic ciekawego. Następne niezajęte pomieszczenie było tuż obok. „Pokój nr 25”. Znów zapukałam i znów odpowiedziała mi cisza. Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi. Ten pokój różnił się od poprzednich tylko jednym szczegółem. W tym ktoś był.
Z początku widziałam tylko zgarbioną postać o rudych włosach. Kiedy jednak wyprostowała się, bez problemu poznałam z kim mam do czynienia. I dlatego zaczęłam się powoli wycofywać.
- Przepraszam - powiedziałam szybko. - Światełko się nie paliło i nikt nie odpowiedział jak zapukałam, więc myślałam, że pokój jest pusty. Naprawdę nie chciałam przeszkodzić. Przepraszam.
- Nic się nie stało - odpowiedział rudzielec.
- To ja już... - Zaczęłam zamykać drzwi, zawstydzona całą sytuacją.
- Nie, zaczekaj - powiedział. - Prawdę mówiąc, przydałoby mi się trochę towarzystwa.
- Ale...
- Proszę, zostań.
Rzuciłam mu zaskoczone spojrzenie i weszłam do środka, zamykając za sobą drzwi. W tym samym czasie rudzielec wstał i podszedł do mnie.
- Jestem Ed - przedstawił się. Jakby musiał.
- Mary - odpowiedziałam, ściskając dłoń wyciągniętą w moją stronę. - Bardzo miło cię poznać, Edzie Sheeranie.
- Wzajemnie, Mary Watson – odpowiedział z uśmiechem.
Skąd...? Pewnie musiał przeczytać ten głupi artykuł. Mój dobry humor związany z poznaniem Eda Sheerana ulotnił się w ciągu sekundy.
- Harry dużo o tobie opowiadał – zagaił, zapraszając ruchem ręki, bym usiadła na kanapie.
- Naprawdę ? - spytałam zaskoczona, siadając na wskazanym miejscu.
- Tak. Nawet nie wiesz jaki był podekscytowany, kiedy Paul zgodził się na twój przyjazd. Gęba mu się nie zamykała - dodał Ed, patrząc na mnie przyjaźnie.
- Długo się znacie z … Harrym?
- Kilka miesięcy. Poznałem go i chłopaków tutaj, w studiu. Pomagam im z ich nową płytą.
- Harry nigdy mi nie wspominał, że się znacie. Prawdę mówiąc, nie wspomina o czymkolwiek związanym z jego... pracą - żachnęłam się.
- Z tego co zrozumiałem, chciał ci zrobić niespodziankę - powiedział Sheeran lekko sugerującym tonem.
No tak. Hazza musiał mu wygadać, że jestem fanką jego muzyki. Dlatego nadal nie wierzyłam w to, że siedziałam obok niego. Ukradkiem uszczypnęłam się w nogę. Nie, to nie był sen. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc zrobiłam to, co w takiej sytuacji robi każda dziewczyna - uśmiechnęłam się. Ed odpowiedział tym samym. Siedzieliśmy tak przez chwilę w ciszy.
- Harry opowiadał ci coś jeszcze? - zapytałam.
- Parę rzeczy - odpowiedział tajemniczo Ed.
- Bardzo źle?
- Wprost przeciwnie.
- To chyba dobrze, prawda?
- Nawet bardzo.
Z uczuciem ulgi przeniosła wzrok z Eda na stojący przy kanapie stolik. Leżała na nim kartka papieru z wydrukowanym tekstem, popisanym w niektórych miejscach długopisem leżącym obok.
- Pracujesz nad nowym utworem? - Znalezisko bardzo mnie zaciekawiło.
- Tak, to właśnie dla nich. Chociaż nie jest to jakiś nowy utwór. Napisałem go, gdy miałem 15 lat.
- I tak długo nic z nim nie zrobiłeś?
- Nigdy nie miałem jakoś ochoty dzielić się z nim ze światem, a potem z niego... wyrosłem. A kiedy poznałem chłopaków, wiedziałem, że będzie dla nich idealny.
- Dużo masz takich utworów? No wiesz, czekających na światło dzienne?
- Światło dzienne. Fajne wyrażenie - Ed zaśmiał się cicho i krótko. - Parę by się znalazło.
Bardzo mnie korciło, żeby przeczytać ten tekst. Byłam bardzo ciekawa o czym mogła być ta piosenka, skoro Sheeran zdążył z niej wyrosnąć.
- Czy mogłabym...? - zapytałam niepewnie.
- Jasne - odpowiedział i nawet podał mi kartkę.
Zaczęłam czytać. „Twoja dłoń pasuje do mojej, jakby była stworzona tylko dla mnie. Więc zapamiętaj sobie, że to było nam przeznaczone...”.*
- Wow - wydusiłam z siebie, gdy skończyłam czytać. - Ta piosenka jest... niesamowita. To naprawdę... wow.
Zakochałam się w tym utworze. Wystarczył mi tylko tekst. Wiedziałam, że będzie genialna.
- To tylko piosenka - mruknął Ed, lekko speszony.
- Chciałabym, żeby ktoś napisał taki utwór dla mnie. I chciałabym usłyszeć chłopaków jak to śpiewają.
- To akurat możemy załatwić. - Sheeran przybrał konspiracyjny ton.

- Dobra, teraz musimy przejść koło tego pokoju tak, żeby nas nie zauważyli - powiedział Ed, wskazując drzwi, za którymi czaiło się niebezpieczeństwo.
- Przecież te drzwi są zamknięte - stwierdziłam oczywisty fakt.
- Wierz mi, ci ochroniarze mają słuch lepszy od niejednego psa. Lepiej jest zachować ostrożność.
- Okej, rozumiem.
Dosłownie na palcach przeszliśmy obok feralnych drzwi. Kiedy je minęliśmy, Ed pokazał mi kciuk w górę, a ja nie mogłam się nie zaśmiać.
- Cicho, bo jeszcze nas złapią - powiedział z udawaną paniką.
- Przepraszam - wykrztusiłam szeptem, nadal się śmiejąc.
- Widzisz trzecie drzwi po prawej?
- Tak.
- Tam musimy się dostać. Kto pierwszy? - zapytał po chwili. Przytaknęłam. - Na trzy. Raz, dwa... - Nagle zaczął biec. - Trzy!
- To nie fair! - krzyknęłam, ścigając go.
Sheeran oczywiście pierwszy dopadł do drzwi, jednak jak na dżentelmena przystało, otworzył je przede mną, gdy udało mi się do nich dotrzeć.
- Dziękuję - powiedziałam, wchodząc do środka.
Znalazłam się w praktycznie pustym pomieszczeniu. Znajdowała się w nim jedynie kolejna kanapa, znajdująca się na podwyższeniu, naprzeciwko wielkiego okna, przez które widać było studio nagraniowe będące za ścianą. A w studiu siedziało całe One Direction.
- Nie próbuj nawet machać. I tak cię nie zobaczą. To lustro weneckie - odezwał się Ed.
- Dobrze wiedzieć.
- Chłopak dostali tekst i melodię dzisiaj, więc dopiero uczą się utworu - wyjaśniał dalej. - Myślę, że będą mieli nic przeciwko, jeśli usiądziemy i posłuchamy.
Bez słowa usadowiłam się na kanapie i zaczęłam oglądać odgrywające się przede mną sceny.
Zayn i Liam siedzieli pochyleni nad tekstem, tak samo jak Harry i Louis. Jedynie Niall siedział samotnie. No, może nie do końca, bo w ręce trzymał swoją gitarę. Ed wcisnął jakiś przycisk i nagle byłam wstanie słyszeć co działo się w pokoju obok. Każdy z chłopców coś nucił, jednak nad wszystkim wybijała się gitara Horana. Chłopak grał i śpiewał z niesamowitym skupieniem na twarzy, lecz przy tym wydawał się... szczęśliwy. Robił coś, co kochał a to jedynie dodawało mu niesamowitego uroku. W jego błękitnych oczach, które robiły na mnie wrażenia za każdym razem, gdy w nie spoglądałam i w których mogłam się zgubić, świeciły teraz z podniecenia i radości. Za każdym razem gdy coś mu nie wychodziło lub musiał się bardziej na czymś skupić między jego brwiami pojawiała się jak zwykle urocza zmarszczka, która znikała już po sekundzie. I jego śmiech. Chłopcy co jakiś czas rzucali jakiś głupi tekst i wybuchali śmiechem. A śmiech Nialla powodował, że ja także się uśmiechałam. 
          - Dobra, zacznijmy od początku - rozległ się z głośników głos, którego nie poznawałam 
          - Okej - odpowiedział w imieniu zespołu Liam. - Gotowi, chłopcy?
Reszta mruknęła coś w odpowiedzi i po chwili ustawili się razem, w jednej linii. Niall zaczął grać na gitarze. Patrzyłam uważnie na jego palce poruszające się po strunach i zasłuchiwałam się w melodii, która spod nich wypływała. Zawsze chciałam nauczyć się grać na gitarze, dlatego zazdrościłam każdemu, kto umiał wydobyć z tego instrumentu choć kilka dźwięków. Byłam tak zapatrzona w blondasa, że nawet nie zauważyłam kiedy Zayn zaczął śpiewać. Skapnęłam się dopiero w momencie, w którym chłopak pomylił się w tekście i reszta wybuchnęła śmiechem, jednak Niall nie przestał grać i po chwili to Payne śpiewał już swoją partię. Siedzący obok mnie Ed trząsł się ze śmiechu za każdym razem, gdy któryś z chłopaków się mylił, ponieważ w niektórych momentach wychodziły śmieszne rzeczy.
- You still love to squeeze into your tea, though it makes no sense to me - zaśpiewał Harry, a ja składałam się ze śmiechu.
Stiles wzruszył ramionami, a na jego ustach błąkał się uśmiech. „Nadal lubisz się wciskać w swoją herbatę, choć nie ma to dla mnie żadnego sensu”. Tak, Hazza, to nie ma sensu. I wtedy zaczął Niall. Swoim cudownym (jak dla mnie) głosem. Jego partia miała najbardziej emocjonalny tekst. A on śpiewał ją tak przekonująco jak to tylko było możliwe. Coś ścisnęło mnie w gardle, kiedy kolejne słowa wypadały z jego ust i dochodziły do nas, zamkniętych w małym pomieszczeniu. Jeśli każdy z nich włoży w ten utwór tyle serca, ta piosenka z pewnością stanie się hitem, a co najważniejsze - sprawi, że wiele dziewczyn na tym świecie poczuje się dobrze takie jakie są. Bo ja właśnie tak się czułam w tym momencie - czułam się kochana taka jaka jestem. I to było niesamowite uczucie.
- Ziemia do Mary - powiedział Ed, tuż przy moim uchu czym mnie wystraszył.
- Obecna - odpowiedziałam, podnosząc powieki.
Chłopcy skończyli nagrywanie i teraz bezimienny głos z głośników ogłaszał, że na dzisiaj już skończyli i następnym razem zobaczą się dopiero za tydzień. I że do tego czasu mają poćwiczyć utwory, których uczyli się dzisiaj. W końcu mieli choć trochę wolnego. I wtedy właśnie przypomniało mi się, że już za półtorej tygodnia jedziemy do domu. Mojego domu. Przez cały czas ogłoszeń z głośnika patrzyłam na chłopców, zwłaszcza na Nialla. Nadal byłam oczarowana Horanem śpiewającym i grającym na gitarze z taką pasją.
- Idziemy? - zapytał Ed.
- Jasne - odpowiedziałam i wstałam z wygodnej kanapy.
Sheeran znów otworzył przede mną drzwi na korytarz. Kiedy przechodziłam koło niego, powiedział znienacka :
- Gdybym był dziewczyną, też bym się tak w niego wpatrywał.
Rzuciłam mu zaskoczone spojrzenie, jednak nie zdążyłam odpowiedzieć na zaczepkę, ponieważ One Direction również opuściło już swoje studio i Louis pojawił się koło nas jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Cześć, młoda - rzucił.
- Cześć, LouLou - odparł Ed, stając za mną.
- Już się znacie? - Tommo patrzył na nas z niedowierzaniem. - A mieliśmy ci zrobić niespodziankę - dodał smutno.
Wierz mi, sama się nieźle niespodziałam, pomyślałam.
- Przeznaczenie chciało inaczej. To znak od niebios.
- Już nie bądź taki mądry, Sheeran. Jeśli dotkniesz ją choć jednym palcem, to cię go pozbawię - ostrzegł Louis. Zgrywał się. Chyba. - Wracamy do domu - zwrócił się do mnie.
- W końcu! Pójdę tylko po swoje rzeczy i możemy jechać - powiedziałam.
Z szybkością światła pognałam do mojego więzienia, zabrałam z niego rzeczy i wróciłam do chłopaków. Stali teraz całą grupą z Edem i rozmawiali. Kiedy doszłam do nich, wcisnęłam się między Liama i Nialla.
- Gotowa do drogi - oznajmiłam wesoło. Im dalej stąd tym lepiej.
- Miałabyś coś przeciwko, gdyby Ed i chłopaki wpadli jutro wieczorem? - zapytał Harry.
Wow. Pierwsze zdanie od trzech dni. Sukces. Powstrzymałam się od komentarza, że w końcu raczył mnie zaszczycić dźwiękiem swojego głosu, więc zrobiłam tylko lekko przesadnie słodką minę i odpowiedziałam: - Nie, skądże.
- Super - Louis klasnął w ręce. - W takim razie ustalone. Do zobaczenia jutro, stary.
- Trzymajcie się, chłopaki - Ed uśmiechnął się szeroko. - I nie próbujcie wciskać się herbaty. Nie polecam.
Z tymi słowami na ustach odwrócił się i ruszył w kierunku z którego przyszłam. Spojrzał się tylko raz do tyłu. Na mnie. I puścił mi oko, a ja przypomniałam sobie jego ostatnie słowa zanim pojawili się chłopcy. I poczułam się, jakby ktoś mnie na czymś przyłapał. Lubiłam Nialla. Nawet bardzo. Może za bardzo?

Wieczór z Edem i chłopakami mijał mi bardzo szybko. Siedzieliśmy w pokoju kinowym gadając, wygłupiając się, słuchając muzyki i zajadając się niezdrowym żarciem. W ruch poszły tony żelek, ciastek, chipsów i napoi gazowanych. Nawet tych procentowych. Kiedy jadłam kolejna ciastko, obiecałam sobie że od następnego dnia przechodzę na dietę - wodę i sucharki. Jedzenie takie jak tego wieczoru nie wróżyło za dobrze moim i tak już zaokrąglonym kształtom. I to nie tak, że miałam jakieś wielkie kompleksy na tym punkcie - trochę zaokrągleń nie zaszkodzi, jednak chciałam utrzymać się w takiej formie w jakiej byłam. Jednakże to nie było największe zmartwienie tego wieczoru (i nawet przyjazd Paula w połowie wieczoru nie przeszkadzał mi tak bardzo). Najgorsze było analizowanie moich uczuć względem pewnego blondwłosego chłopaka, który jak na ironię losu prawie cały czas siedział koło mnie. Poprzedniego dnia po powrocie do domu słowa Eda nadal nie dawały mi spokoju, a przecież nie powiedział nic takiego szczególnego. I chociaż tego wieczoru chciałam uzyskać jakiś odpowiedzi, cała sprawa tylko jeszcze bardziej się gmatwała. Aż do czasu przyjazdu Paula, który zabrał chłopaków na dół do salonu, by tam omówić z nimi plany na najbliższy czas, zostawiając mnie i Eda samych w pokoju.
- Więc... - zaczął Sheeran. - Od dawna czujesz coś do Nialla?
- Co? Nic do niego nie czuję. To tylko... - próbowałam znaleźć dobre określenie. - Przyjaciel.
- Jesteś pewna?
- Tak. W ogóle, skąd ten pomysł, Ed? - zapytałam, lekko zirytowana. Nawet jeśli, to nie jego sprawa.
- O, włączyłaś właśnie trym obronny. Coś musi być na rzeczy, skoro tak reagujesz.
- Reaguję tak, ponieważ nic takiego nie ma.
- Podoba ci się? - zapytał Ed, przyglądając mi się uważnie.
- Niall? Niall jest... przystojnym chłopakiem, każdy ci to powie...
- Nie pytam się wszystkich tylko ciebie.
Czy podobał mi się Niall? No cóż. Był wysoki, wysportowany, nie miał tatuaży, za to miał niesamowicie piękne niebieskie oczy... Oczywiście, że mi się podobał. Od momentu, w którym zobaczyłam go po raz pierwszy.
- Tak - odpowiedziałam Edowi po chwili. - Tak, podoba mi się Niall.
- Lubisz spędzać z nim czas?
- Tak. Ale co to ma do rzeczy? Z wieloma osobami lubię spędzać czas, a chyba nie powiesz mi, że zakochałam się z nich wszystkich.
- Nie, nie powiem - powiedział lekko rozbawiony.
- Więc skąd ten pomysł.
- Widzę jak na niego patrzysz.
- Niby jak?
- Tak samo jak on patrzy na ciebie. Jest coś takiego między wami, nie nazwałbym tego miłością, ale z pewnością pewnego rodzaju przyciąganie. I twoja mina mówi mi, że wiesz o czym mówię.
- Lubię Nialla. Lubię go i lubię spędzać z nim czas. Ale nie myślę o nim w ten sposób.
Już od jakiegoś czasu (dokładnie od czasu Ladies' Night) podejrzewałam, że Niall nie jest mi do końca obojętny, jednak starałam się nie dopuszczać do siebie tej myśli. A przede wszystkim nie dać niczego po sobie poznać. Ed jednak momentalnie mnie rozgryzł.
- Jesteś pewna?
- Tak. Poza tym... moje życie uczuciowe to dość zawiły temat.
Zanim Ed zdążył na to odpowiedzieć, do pokoju wleciało całe One Direction, wyraźnie czymś poruszone. Zwłaszcza Larrym targały jakieś mocniejsze emocje. Obydwaj mieli naburmuszone miny.
- Musicie to załatwić jak najszybciej - odezwał się Liam, patrząc w moją stronę i od razu zrozumiałam o co mu chodzi. - Najlepiej dzisiaj. TERAZ.
- Li, czy nie możemy sobie tego odpuścić, przynajmniej TERAZ? - zapytałam. - Jutro też jest dzień. A raczej za dużo się do tego czasu nie zmieni.
Naprawdę nie chciałam psuć sobie tego wieczoru kolejną kłótnią z Harrym. W ciągu tego wieczora wymieniliśmy nawet kilka zdań, co uważałam za postęp, a kolejna sprzeczka mogłaby wszystko popsuć.
- Zgłodniałem - oznajmił nagle Niall.
Coś mi nie pasowało. Jeśli Horan był głodny to po prostu przypuszczał atak na lodówkę, a nie oznajmiał tego całemu światu.
- Macie coś w lodówce? - zapytał Horan.
- Coś tam się znajdzie - podłapał temat Lou, który nagle się ożywił. - Poszukajmy czegoś.
Ramię w ramię wyszli z pokoju zanim ktoś zdążył zaregować.
- O, mój telefon dzwoni - Ed zerwał się z kanapy, na której siedzieliśmy i wziął do ręki telefon, po czym przystawił go do ucha. - Halo? Cześć, Rachel...
- Idę do toalety - rzucił Zayn.
Liam podążył za nim jak cień aż do samych drzwi.
- Ty też z potrzebą, Daddy? - spytał podejrzliwie Hazza.
- Tak - powiedział Li z uśmiechem. - No wiesz...
Payne nie dokończył, tylko momentalnie wyszedł z pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. Zaskoczona wstałam z kanapy i chciałam ruszyć ku drzwiom, jednak Styles był szybszy. Dopadł do drzwi w momencie, w którym usłyszeliśmy przekręcanie zamka. Chłopak nacisnął klamkę i naparł na drzwi, te jednak nie ustąpiły.
- Ej, chłopaki, nie wydurniajcie się - krzyknął, próbując otworzyć drzwi. - Otwierajcie!
Hazza walnął pięścią w przeszkodę, tak jednak nie ustąpiła. Niepewnym krokiem podeszłam do drzwi i zapukałam w nie delikatnie.
- To było naprawdę śmieszne. A teraz możecie nas już wypuścić - powiedziałam głośno. - Proszę?
- Nie wyjdziecie stąd dopóki się nie pogodzicie - odpowiedział Zayn.
- Nie wygłupiajcie się. Nie możemy tego załatwić jutro rano? - jęknął Hazza.
- Nie, nie możemy. Wypuścimy was dopiero jak się pogodzicie. Możemy tak stać nawet całą noc.
Zrezygnowana, spojrzałam na Harry'ego. Minę miał równie nietęgą jak ja. Jednak założone na piersi ręce oznaczały, że będzie walczył o swoje. Tak samo jak ja.
Zapowiadała się przed nami dłuuuga noc.