Imaginy z One Direction


Imaginy i opowiadania z One Direction
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty

16 marca 2015

#4. Liam - cz. 4

~Liam~
Kiedy wróciłem do hotelu, było już po dwunastej, lecz to nie powstrzymało Zayna od rozgoszczenia się w moim pokoju. Smród dymu papierosowego doleciał do mnie gdy tylko wszedłem do pomieszczenia. Malik pojawił się sekundę później, wchodząc przez wejście na balkon.
- No proszę, proszę - powiedział na mój widok. - O której to się wraca, Kopciuszku? - zapytał z szerokim uśmiechem.
- A ty nie masz przypadkiem swojego pokoju? - zapytałem, ignorując jego pytanie.
- Teoretycznie. Praktycznie Harry zamknął się w nim jak tylko wrócił ze spotkania z tą całą laską, z którą spędził cały dzień i tworzy. Próbowałem dostać się do środka, ale zostałem wyrzucony, bo naruszam jego „twórczą strefę” - żachnął się. - Więc wychodzi na to, że dzisiejszej nocy śpisz ze mną. - Zayn poruszył sugestywnie brwiami. - Biorę lewą stronę łóżka.
Jak na potwierdzenie jego słów, doleciał do nas przytłumiony głos Harry’ego, który „darł się”: I don’t care what people say when we’re togheter!.
Jęknąłem w duchu. Kiedy Stylesa nachodziło natchnienie, potrafił pisać przez całą noc. A to oznaczało, że Zayn wylądował u mnie w pokoju, ponieważ z pewnością Niall i Louis nie przyjęliby go do siebie. Malik prawdopodobnie wyciągnął podobne wnioski, bo bezceremonialnie rzucił się na moje łóżko i rozwalił na nim, zajmując prawie całą jego powierzchnię.
- I jak tam było? - zapytał po chwili.
- Chyba dobrze - odpowiedziałem, ściągając jednocześnie buty, które później wylądowały na swoim miejscu przy drzwiach.
- O nie, nie, nie - Malik zaprotestował i podniósł się do pozycji siedzącej, opierając się o ramę łóżka. - Jest albo „dobrze” albo „niedobrze”. Żadnego „chyba” - powiedział, kręcąc głową.
- Mnie się podobało. Nie wiem jak z [T.I.] - odparłem, siadając na drugim końcu łóżka.
- Jak na tak mądrego gościa, jakim jesteś, czasami gadasz takie głupoty jakbyś był idiotą - rzucił Zayn, patrząc na mnie z politowaniem. - Spędziliście razem kilka godzin, zabrałeś ją w swoje ulubione miejsce i do tego zorganizowałeś kawę z jej ulubionej kawiarni. Musiałaby być kretynką, żeby jej się nie spodobało.
- Malik! - obruszyłem się. Zayn należał do najbardziej szczerych osób jakie znałem, jednak czasami był aż za szczery.
- No co, taka prawda. - Chłopak wzruszył ramionami. - Dotarłeś z nią do pierwszej bazy?
Nie odpowiedziałem, tylko posłałem mu spojrzenie, które spokojnie mogło zabijać.
- To jedyne normalne pytanie, jakie przyszło mi do głowy, więc uszanuj ten fakt i odpowiedz na nie.
- Nie - wymamrotałem pod nosem.
- Co?! - Niedowierzanie w jego głosie było już wystarczająco wyraźne, nie musiał go podkreślać głośnością swojej wypowiedzi.
- Nie byłem pewien czy ona też tego chce. A nie chciałem robić nic, co by sprawiło, że poczułaby się niekomfortowo - wytłumaczyłem szybko.
- Cofam to, co powiedziałem wcześniej - odrzekł Malik, podnosząc obydwie dłonie do góry. - Stary, ty jesteś skończonym idiotą. Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego jaki ogromny błąd popełniłeś?!
- Błąd? - Może nie byłem tak doświadczony w sprawach randkowania jak on, ale biorąc pod uwagę moje poprzednie związki sądziłem, że dość dobrze znałem się na sprawach damsko-męskich.
- Tak. Błąd. I to tak wielki jak dystans stąd do pieprzonego Marsa i z powrotem - powiedział Malik, gestykulując przy tym gwałtownie. - Spędzasz z dziewczyną kilka godzin - zaczął wyliczać na palcach. - Oddajesz własne ciuchy, żeby ją ogrzać. - Dopiero słysząc jego słowa uświadomiłem sobie, że mój sweter pozostał w posiadaniu [T.I.]. - Dobra decyzja, bo ten sweter był okropny, tak przy okazji. A patrząc na stan tej koszulki to trochę się poprzytulaliście. Na koniec, jak na dżentelmena przystało z pewnością odprowadziłeś ją pod same drzwi. I co? I zostawiłeś bez pocałunku! Wiesz jak ona mogła się poczuć?! To trochę jakbyś jej powiedział, no spoko spoko, fajnie fajnie, ale jednak to nie to. I ona teraz będzie biedna zachodzić w głowę co było tego powodem, a znając dziewczyny to z pewnością stwierdzi, że nie była dla ciebie wystarczająca. I zamiast czekać na ciebie aż wrócimy z powrotem do Anglii, uzna Cię za zamknięty rozdział i ruszy do przodu. A tego byśmy nie chcieli, prawda?
- Nie - odparłem.
Czy Zayn miał rację? Czy [T.I.] naprawdę poczułaby się odrzucona przez to, że nie pocałowałem jej na do widzenia? W końcu obiecałem jej, że odezwę się do niej jak tylko wrócimy. I wydawało mi się, że ona była zadowolona z tej obietnicy. Po raz pierwszy w życiu miałem taki mętlik w głowie. Im dłużej zastanawiałem się na słowami Malika, stawałem się tym bardziej niepewny swoich decyzji. Co nie było zbyt pomocne.
- W takim razie, co mam zrobić w tej sytuacji? - zapytałem Zayna.
- Jak to co? Bierz dupę w troki i zasuwaj do niej póki jeszcze nie śpi.

~Oczami [T.I.]~
Nie mogłam zasnąć. Leżałam na plecach, wpatrując się w sufit. Winą za to obarczałam Lily, która wymknęła się przez okno w naszym pokoju, żeby porozmawiać z Joshem, swoim obecnym chłopakiem na jakiś bardzo ważny temat. A przynajmniej to odpowiedziała na moje pytanie gdzie wybiera się w sobotę o północy, używając balkonu naszego pokoju. I komu jak komu, ale Lily wierzyłam bezgranicznie. Poza tym, miałam przeczucie czego, albo raczej kogo będzie ta rozmowa dotyczyć. Drugim winowajcą mojej niemożności spania był Liam Payne, który siedział w mojej głowie odkąd tylko odjechał pick-upem spod mojego domu. O, ironio! Jego oczy, śmiech i uśmiech zajmowały moje myśli i pojawiały się pod moimi powiekami za każdym razem gdy zamknęłam oczy. No cudowanie po prostu.
Byłam na początku liczenia skaczących owieczek o oczach Liama, gdy usłyszałam dziwny hałas. Z początku zignorowałam stukanie niewiadomego pochodzenia, jednak gdy odgłos ten powtórzył się jeszcze trzy razy postanowiłam odszukać jego źródło. Znalezienie go zajęło mi kilka sekund - stało w ogrodzie za naszym domem, ubrane w skórzaną kurtkę i rzucało kamienie w okno mojego pokoju. I chyba mnie zauważyło, bo po chwili kamyki przestały uderzać szturmem w nasze okno, a ono niepewnie do mnie pomachało.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową. Gdyby nie przenikliwy chłód, który poczułam od rozszczelnionego okna, mogłabym przysiąc, że to był tylko sen. To jednak działo się naprawdę. Nie namyślając się długo, porwałam z krzesełka sweter Liama i narzuciłam do na siebie, z zamiarem późniejszego oddania go właścicielowi, po czym wyszłam na balkon.
Payne stał tuż pod nim.
- Czyżbyś wrócił się po swój sweter? - zapytałam, stając tuż przy barierce.
- W pewnym sensie - odparł Liam, uśmiechając się. - Jest jakiś sposób, żeby się dostać do Ciebie, o Julio?
- Jedynie kratka od kwiatów po lewej stronie, Romeo - odpowiedziałam.
- Ktoś już wchodził tam do ciebie w taki sposób?
- Lily często używa drzwi balkonowych żeby wyjść z domu zamiast frontowych.
I chociaż nigdy nic sobie nie zrobiła poruszając się w ten sposób, teraz z lekkim niepokojem patrzyłam jak Liam stara się zrobić to samo. Moje serce uspokoiło się w momencie, gdy jego stopy dotknęły płytek balkonowych.
- Niezła robota, Romeo. Poczekaj pięć sekund, to w nagrodę dostaniesz swój sweter, tylko znajdę coś innego do założenia - powiedziałam. Nie bardzo uśmiechało mi się stanie na balkonie w samej pidżamie.
- Mam trochę inny pomysł jakby mogła wyglądać tak nagroda - odpowiedział Liam.
Dwa kroki później Payne stał obok mnie i zanim zdążyłam zorientować się w tym, co się dzieje, przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Pocałował. A ja zamarłam, nie mając pojęcia co robić. Jego ciepłe, miękkie usta dotykały moich, a ja nie wiedziałam jak się zachować. Liam wyczuł moją reakcję, be sekundę później przerwał to, co robił i spojrzał na mnie ze strachem w oczach.
- Przepraszam, ja… - zaczął się tłumaczyć. - Ja nie chciałem się narzucać, ale tak dobrze bawiliśmy się na randce i ja… Myślałem, że właśnie tego chciałabyś po takim dniu. Jeśli cię uraziłem albo za bardzo się narzuciłem, to przepraszam. - Wyrzucał z siebie słowa z prędkością światła.
- Nie o to chodzi - przerwałam mu w pewnym momencie. - Byłoby to idealne zakończenie dla tego dnia - kontynuowałam, czując jak czerwienię się coraz bardziej na samą myśl o tym, co zaraz mam powiedzieć. - A zareagowałam w taki sposób dlatego, że… jeszcze…
To było trudniejsze niż myślałam. Przejmujący strach o to, co on teraz sobie o mnie pomyśli ogarnął mną i ścisnął gardło. „Liam nie należy do takich gości”, odezwał się głosik w mojej głowie. „Po prostu mu powiedz”. Odchrząknęłam, żeby dodać sobie trochę odwagi i na jednym wydechy wyrzuciłam z siebie:
- Po prostu jeszcze nikt wcześniej mnie nie pocałował. Nigdy.
- Nig… Czyli, że to był twój pierwszy pocałunek? - Liam patrzył na mnie z lekkim niedowierzaniem. - Nie miałem pojęcia, gdybym wiedział zrobiłbym to zupełnie inaczej. Albo wcale bym tego nie zrobił, bo to przecież dość ważnym moment w życiu i nie koniecznie chce się go przeżywać z daną osob…
Nie wytrzymałam i po prostu chwyciłam go za bluzkę, za którą przyciągnęłam go do siebie. I tym razem to ja złączyłam nasze usta. Nie miałam pojęcia co robię, ale robiący sobie wyrzuty Liam sprawił, że się przełamałam. Był tak kochany i uroczy, a przy tym niepewny samego siebie jak to tylko było możliwe. I chciałam mu pokazać, że był tą osobą, z którą chciałabym przeżyć swój pierwszy pocałunek.
Payne chyba zrozumiał przekaz, bo rozluźnił się, po czym położył swoje dłonie na moich policzkach i zaczął poruszać swoimi ustami. Próbowałam pójść w jego ślady i po kilku nieudanych próbach, podczas których myślałam, że zaraz zacznę płonąć ze wstydu, w końcu udało mi się złapać z nim wspólny rytm. I wtedy właśnie wyłączyłam myślenie. Przestałam zastanawiać się nad tym co powinnam zrobić i po prostu dałam się ponieść chwili i emocjom, a przede wszystkim instynktowi. Moje dłonie puściły jego koszulkę i wędrując po materiale skórzanej kurtki leżącej na jego ramionach, w końcu znalazły drogę do włosów Payne’a podczas gdy jego ręce znalazły się na moim pasie. Pozwoliłam sobie na zatracenie się w tej chwili. Czułam ciepło jego ust na swoich, czułam ciepło bijące z moich zaróżowionych policzków, czułam siłę z jaką trzymał mnie przy sobie. I podobało mi się to.
W końcu jednak zaczęło nam powoli brakować powietrza. A przynajmniej mnie, ponieważ nie miałam jeszcze takie wprawy. Co ja gadam, nie miałam żadnej wprawy. Przerwałam pocałunek, jednak od razu wtuliłam się w Liama, chcąc mu pokazać w ten sposób, że zrobiłam to dlatego, że musiałam. Payne zrozumiał o co mi chodziło, ponieważ delikatnie pogłaskał mnie po plecach. Pozwolił też mojemu przyśpieszonemu oddechowi dość do normy zanim się odezwał.
- Wszystko w porządku? - zapytał, a w jego głosie słychać była nutkę rozbawienia.
Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.

- W jak najlepszym - odpowiedziałam.  

Wiem, wiem trochę krótko, ale obiecuję Wam, że jutro pojawi się następna i ostatnia część, którą będzie trochę (no może trochę więcej niż trochę) dłuższa. Ponieważ życie nie jest tak proste jak się wydaje ;) 
One Week Challenge, dzień 3. 
Do zobaczenia jutro! 

Edit: Za minutę północ, udało się!! :D

19 października 2014

#4. - Liam cz.3

          Miałam Londyn pod swoimi stopami. Przynajmniej dosłownie. Panorama miasta rozciągała się przede mną, a ja napawałam oczy niesamowitym widokiem. Strasznie żałowałam, że nie mam ze sobą aparatu (taką odpowiedź wystukałam do Lily, gdy napisała z zapytaniem "Jak tam?").
          Miejscem, w które lubił uciekać Liam okazała się być niewielka łąka na jednym ze wzgórzy okołolondyńskich lasów. To właśnie z niej mogłam podziwiać świat. Dotarcie na miejsce było dość trudne - na drodze stanęła nam zdradliwa leśna dróżka pełna wystających korzeni i leżących na niej kamieni, które pojawiały się w najmniej oczekiwanych miejscach. Dopiero gdy pokonywaliśmy tę pułapkę stworzoną przez naturę, zrozumiałam dlaczego Liam zdecydował się właśnie na półciężarówkę. Samochód bez najmniejszego problemu sunął po drodze, czasem tylko podskakując na większych wybojach. Podczas jednego z większych skoków, lekko się przestraszyłam i odruchowo kurczowo chwyciłam się ramienia Liama. Chłopak nic nie odpowiedział, więc dopiero gdy adrenalina opuściła mój układ krążeniowy, zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam i że, co gorsza, jego ramię nadal znajduje się w uścisku moich dłoni. Szybko je uwolniłam, mrucząc pod nosem przeprosiny. Payne nie wyglądał na zagniewanego, wręcz przeciwnie, uśmiechnął się do mnie tajemniczo, na co moje serce zabiło szybciej. Ty idiotko, odezwał się głos w mojej głowie, to jest LIAM PAYNE, więc może w końcu przestań o nim fantazjować bo i tak nic z tego nie wyjdzie. I ten głosik z pewnością miał rację.
          Drugim powodem, dla którego Liam mógł wybrać pick-upa, był z pewnością fakt, że jego tył można było z łatwością zmienić w przenośną, metalową kanapę poprzez opuszczenie brzegu od strony pasażera. I właśnie w tym momencie siedziałam na tej prowizorycznej kanapie, z jednym kocem ułożonym na podłodze i drugim zwiniętym w kłębek za plecami. Nie wiem skąd Payne je wyciągnął te koce, ale byłam zadowolona, że je zabrał.
          Teraz Liam stał parę metrów od samochodu i rozmawiał z kimś przez telefon. Słyszałam jedynie jego głos jednak nie rozumiałam ani jednego słowa. Chłopak miał na sobie zwykłe jeansy, trampki i szary sweter z podwiniętymi rękawami. Nie było już zimno jak wcześniej, ale mimo to nadal wisiała nad nami groźba deszczu. I nawet ubrany w takie zwykłe rzeczy, Liam nadal zapierał dech w piersiach, zwłaszcza z tym swoim kilkudniowym zarostem. Złapałam się na tym, że nadal się w niego wpatruję, więc zawstydzona spuściłam wzrok. Jeszcze nigdy żaden chłopak nie wzbudził we mnie takich emocji. Oczywiście, przez mój krótki żywot przewinęło się paru chłopaków, którzy przyciągnęli moją uwagę na dłużej, jednak przy nich zawsze zaczynałam gadać jakieś głupoty, byleby coś mówić. Nie wyszło to na dobre. Przy Liamie nie czułam przymusu mówienia, wręcz przeciwnie, nasze rozmowy żyły swoim życiem. Z jednej strony Payne sprawiał, że czułam się swobodnie. Z drugiej, budził we mnie dziwne zawstydzenie i niepewność skręcającą moje wnętrzności.
          - Przepraszam, że nie wyszło z tą kawiarnią - usłyszałam nagle jego głos niedaleko siebie.
          Nawet nie zauważyłam kiedy podszedł. Stał oparty o bok szoferki i spoglądał na mnie niepewnie.
          - Jeśli o mnie chodzi, to nie mam nic przeciwko. To miejsce bije kawiarnię na głowę. Ale za to ty nie dostaniesz swojej dziękczynnej kawy - powiedziałam. "Zawsze możemy umówić się na drugą", chciałam dorzucić, jednak byłoby to z mojej strony zbyt nachalne.
         - Nigdy nic nie wiadomo - rzucił Payne z tajemniczym uśmiechem, który od razu mnie zaalarmował. Co ten chłopak kombinuje? - I jak podobają ci się widoki?
          - Tu jest... niesamowicie. Ta cisza i spokój są po prostu nierealne, biorąc pod uwagę jak niedaleko miasta się znajdujemy - powiedziałam i opadłam głębiej na leżący pod moimi plecami koc. - Doskonale rozumiem dlaczego lubisz uciekać w to miejsce. Jest idealne, żeby odciąć się od ludzi i od świata. I nawet nie ma tu dobrego zasięgu.
          - Dlatego tak bardzo lubię tu być - powiedział Liam, podchodząc do tyłu samochodu. Jednym zwinnym ruchem wspiął się na rękach i po chwili siedział koło mnie na kocu. - Mogę wyłączyć telefon, a potem wykręcać się że nie było zasięgu, co czasami jest bardzo wygodnie. Tylko cisza, spokój, ja i...
          - ... dziewczyna, którą akurat chcesz poderwać ? - zapytałam zaczepnie. Dopiero po chwili do mnie dotarło że ja też tu jestem i całość zabrzmiała tak jakbym oskarżała go o podrywanie mnie. Ups.
          - Prawdę mówiąc, to jesteś pierwszą dziewczyną, którą tutaj zabrałem - powiedział z uśmiechem.
          Odetchnęłam z ulgą. Nie załapał dwuznaczności tego tekstu. A jeśli tak to nie dał nic po sobie poznać. I dobrze.
          - W takim razie czuję się zaszczycona, panie Payne - odpowiedziałam z galanterią, udając, że dygam.
          - Cała przyjemność po mojej stronie, panno [T.N.].
      
         ~Oczami Liama~


         - Żartujesz ?! - zapytała [T.I.], a gdy zaprzeczyłem, wybuchła śmiechem, tak uroczym jak to było możliwe. Jeszcze nigdy nie słyszałem kogoś, kto śmiałby się jak ona.
          Do takiego stanu doprowadziła ją jedna z historii z naszej trasy koncertowej. Dokładnie ta o Hazzie stojącym na środku sceny w samych gaciach po tym jak opuściliśmy mu z Zaynem spodnie.
          - To musiał być niezły widok - wyrzuciła z siebie, gdy się uspokoiła. - Chciałabym to zobaczyć.
         - Jestem pewien, że gdybyś pokopała w Internecie, na pewno coś znajdziesz. A co z Tobą ? Jakieś wspomnienia warte podzielenia się ?
         [T.I.] zmrużyła oczy, zastanawiając się nad odpowiedzią. Wyglądała po prostu uroczo. Uroczo w tej swojej białej koszuli, jasnych, lekko poszarpanych jeansach i czerwonych trampkach. Wyglądała tak zwyczajnie a przy tym... Przepięknie.
          - Co prawda całe moje życie to jedno wielkie pasmo "wartych podzielenia się" wspomnień, naprawdę mam takiego pecha jak nikt, ale... No dobra. Ale obiecaj, że nie będziesz się śmiać - powiedziała, patrząc na mnie poważnie.
          - Obiecuję - odpowiedziałem jak najbardziej serio.
          - Kiedy miałam 8 lat przechodziłam fascynację filmami Disneya. Oglądałam bajkę za bajką, wśród nich znalazła się Mulan, która spodobała mi się tak bardzo, że postanowiłam być taka jak ona. Dlatego pewnej nocy, kiedy wszyscy spali, chwyciłam nożyczki, poszłam z nimi do lustra w przedpokoju i zaczęłam ścinać sobie włosy, żeby wyglądać jak Mulan. Lily obudziła się i poszła mnie szukać. Kiedy mnie znalazła i zobaczyła co robię przeraziła się i zawołała rodziców. Zanim zdążyli do nas dobiec, miałam już całą głowę obciętą. Oczywiście na takiej długości na jakiej akurat udało mi się złapać dany kosmyk. Efekt był ... interesujący. Mam o mało nie dostała zawału kiedy mnie zobaczyła. Chyba nigdy nie dostałam od niej większej bury.
          Próbowałem wyobrazić sobie ośmioletnią dziewczynkę z fryzurą składającą się z pasm włosów o najróżniejszej długości. To z pewnością musiało wyglądać komicznie. I chociaż nie znałem siedzącej obok mnie dziewczyny zbyt długo, to takie zachowanie brzmiało zupełnie jak ona. Niepokorna, ale przy tym ujmująca.
          [T.I.] czekała chyba na jakąś reakcję z mojej strony, ponieważ kiedy nie odzywałem się przez chwilę spojrzała na mnie zaskoczona i powiedziała : - Wow, jesteś pierwszą osoba która nie śmiała się ze mnie po usłyszeniu tej historii.
          - Po pierwsze, obiecałem, że nie będę się śmiać, a po drugie, czekałem na ciąg dalszy - odpowiedziałem zgodnie z prawdą za co zostałem nagrodzony delikatnym uśmiechem, który zapalił w jej oczach iskierki. Mógłbym patrzeć w te oczy zawsze.
          - Ciąg dalszy wyglądał tak, że moja mama następnego dnia zabrała mnie do fryzjera i wyrównała włosy. Lily tak bardzo się spodobała moja nowa fryzura, że sama postanowiła mieć taką samą i również się obcięła. Jedynym dowodem na to, że taka sytuacja miała miejsce została fotografia, którą zrobił tata.
          Skończyła. Patrzyła na mnie z zaciekawieniem, czekając aż coś powiem.
          - Czyli... - Moje usta rozciągnęły się w uśmiechu.- ... fanka Disneya?
           - Tak - odpowiedziała z ulgą w głosie. - Zawsze i na zawsze. Niektórzy uważają, że to dziecinne, ale dla mnie to ważna część dzieciństwa, która mnie ukształtowała.
          Po raz pierwszym w swoim życiu spotkałem osobę w wieku 11+, która nie wstydziła się przyznać, że lubi bajki. Z każdym kolejnym słowem [T.I.] zaskakiwała mnie coraz bardziej, a ja byłem jej coraz bardziej ciekaw. Od dawna żadna dziewczyna nie obudziła we mnie czegoś takiego.
          - Toy Story - powiedziałem znienacka.
          - Co ?
          - Toy Story - powtórzyłem, uśmiechając się szeroko. - Moja ulubiona bajka Disneya. Disney/Pixar, ale kto by się tam czepiał.
          - Piękna i Bestia - odpowiedziała po chwili.
          - A nie Mulan ? - zapytałem zaczepnie.
          - Nope. Zdecydowanie Piękna.
          - Dlaczego ?
          - A dlaczego ty lubisz Toy Story ? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
          - Bo to niezwykła historia o przyjaźni, miłości, dorastaniu... Uczy nas, że w życiu zmienia się wiele, że czasami ci, których kochamy nie zostają z nami na zawsze. Jednak istnieją ludzie, którzy będą z nami na zawsze. I przy okazji, jest w niej dużo humoru - dodałem, wzruszając ramionami.
         Tak wiele osób zadało mi już to pytanie, że odpowiadałem na nie prawie machinalnie. Lecz [T.I.] była jedną z niewielu osób, które słysząc moje słowa nie patrzyło na mnie jak na wariata lub zdziecinniałego faceta. Przeciwnie, uśmiechnęła się do mnie ciepło.
          - Lubię Piękną i Bestię ponieważ to historia, która daje nadzieję na to, że ktoś cię kiedyś pokocha - powiedziała, patrząc gdzieś przed siebie, tak że widziałem tylko jej profil. - Że na świecie istnieje ta jedna osoba, która będzie cię kochać nie tylko za wygląd, ale też za to jaki jesteś. Że pewnego dnia spotkasz kogoś takiego na swojej drodze, zupełnie przez przypadek i ta osoba wywróci twój świat do góry nogami - dokończyła, patrząc na mnie nieśmiało tymi pięknymi, dużymi oczami.
          To właśnie ona wywróciła mój świat do góry nogami. Dla niej po raz pierwszy opuściłem sesję nagraniową, ją pierwszą zabrałem w swoje święte miejsce... Było w niej coś niesamowicie pociągającego. Coś, co sprawiało, że miałem niesamowitą ochotę wziąć ją w ramiona i o chronić przed całym światem. Nagle [T.I.] uniosła głowę i spojrzała mi prosto w oczy. Miał wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu - wszystko inne przestało istnieć. Była tylko ona, wpatrująca się we mnie z tym nieśmiałym uśmiechem i iskierkami radości w oczach. Niesforne kosmyki spływały po obu stronach jej nakrytej rumieńcem twarzy, lecz dla mnie wyglądała idealnie. Moje spojrzenie zatrzymało się dłużej na jej ustach. Pod wpływem uśmiechu, w ich końcach pojawiały się delikatne zmarszczki. Zacząłem zastanawiać się czy rzeczywiście są tak ciepłe i miękkie na jakie wyglądały. Zawsze mógłbym to sprawdzić...
          Ostry dźwięk klaksonu przerwał panującą wokół nas ciszę, a mnie przywrócił do rzeczywistości. Samochód Stylesa stał na samym skraju polany, a sam kierowca dawał "delikatnie" do zrozumienia, że przybył na miejsce wraz z moim zamówieniem. Niechętnie odsunąłem się od [T.I.] i zeskoczyłem z samochodu.         
          - Czyżby twoje sekretne miejsce nie było aż takie sekretne? - zapytała, patrząc z zaciekawieniem na auto.
          - To tylko Harry ze swoim brakiem wyczucia czasu - mruknąłem cicho pod nosem. - Skoro nie mogliśmy nic dostać w kawiarni, kawa przyjechała do nas - wytłumaczyłem głośniej i ruszyłem w stronę auta.
          Hazza musiał zauważyć ruch przy samochodzie, ponieważ przestał maltretować klakson i wysiadł z auta. Wyszedł mi na przeciw, niosąc tackę, na której stały kubki z kawą oraz tajemniczy przedmiot. Dopiero gdy odległość między nami zmniejszyła się, rozpoznałem charakterystyczny kształt. Styles przywiózł ze sobą aparat fotograficzny.
          - I jak ci idzie, kochasiu? - zapytał, gdy stanęliśmy twarzą w twarz.
          - Szło całkiem dobrze, dopóki jakiś idiota nie postanowił zrobić sobie wejścia smoka - odpowiedziałem.
          - Naprawdę, nie wiem kto mógłby wykazać się takim nietaktem. Facet z pewnością pozbawiony jest elementarnych zasad dobrego wychowania. Powinieneś wysłać go do mnie na lekcję, wróciłby jak odmieniony, kulturalny człowiek - odpowiedział Harry z szelmowskim uśmiechem. Taki jego urok. - To dla was - dodał, wysuwając w moim kierunku kawę i aparat.
          - Wielkie dzięki, że zgodziłeś się przywieźć tę kawę - powiedziałem, biorąc od niego podstawek z kubkami. - Wiem, że miałeś inne plany...
          - Nie ma sprawy - odpowiedział. - Poza tym, nawet nieźle na tym wyszedłem - dorzucił z szelmowskim uśmiechem, a blask w jego oczach zdradzał: "Zdobyłem".
          Pytanie tylko czy numer dziewczyny czy samą dziewczynę.
- Znów zawróciłeś jakieś biednej dziewczynie, pracującej przy kasie, w  głowie? – zapytałem.
- Nie – odparł, udając urażonego. - Powiedzmy, że skorzystałem z pomocy pewnej czarującej niewiasty jeśli chodziło o wybór kawy dla [T.I.]. Kto zna ją lepiej jeśli nie własna siostra?
- Poderwałeś Lily?!
- Staram się. Ale wszystko jest na dobrej drodze - odszepnął konspiracyjnie. - A jak tobie idzie, Romeo?
Dobre pytanie. Prawdę mówiąc, nie miałem zielonego pojęcia. Czekałem na jakikolwiek sygnał z jej strony, jednak niczego nie dostrzegałem.
- Nie do końca jestem pewien… - zacząłem wymijająco.
- Po prostu bądź sobą - wpadł mi w słowo Harry. - Większość lasek leci na takich gości jak ty. Resztę zgarniają tacy jak ja.
- Takich jak ja?
- Miły, grzeczny, ułożony, kulturalny, no wiesz, dżentelmen w każdym calu. Poskacz koło niej jeszcze kilka minut i będzie twoja - dodał i puścił do mnie oko.
Jeśli było coś co wkurzało mnie w Harry, to właśnie takie lekko podmiotowe traktowanie dziewczyn. Jedynym ratunkiem dla niego byłaby tak jedyna, o którą musiałby trochę powalczyć. Może wtedy zrozumiałby ich prawdziwą wartość.
- Prawie bym zapomniał - odezwał się, przerywając moje rozmyślania. - To również jest dla was - rzucił, podając mi futerał z aparatem. - Lily prosiła żeby to przekazać [T.I.].
- Dzięki - odparłem odruchowo biorąc od niego przesyłkę.
- Powodzenia, stary - Styles klepnął mnie przyjacielsko w ramię.
- Tobie również - odpowiedziałem. - Tylko wróć do hotelu przed północą.
- Jasne, Daddy - zaśmiał się i ruszył w stronę swojego auta.
Patrzyłem za nim dopóki nie zniknął w jego wnętrzu. Następnie odwróciłem się na pięcie i wróciłem do półciężarówki. Idąc, przyjrzałem się trzymanemu przez mnie futerałowi. Czyżby [T.I.] nudziło się tak bardzo, że poprosiła Lily o przywiezienie aparatu? To nie wróżyło nic dobrego.

***
Liama nie było już od dłuższej chwili, jednak w momencie, w którym zaczęłam się już trochę denerwować jego przedłużającą się nieobecnością, chłopak pojawił się niosąc w ręku kawy i futerał z aparatem. Do złudzenia przypominał ten, który miałam w domu.
- Karmelowa latte z podwójną pianką raz! - Powiedział, odkładając futerał na bok i podając mi jeden z kubków, na którym widniało logo mojej ulubionej kawiarni.
- Skąd…?
- Twoja siostra była bardzo pomocna - odpowiedział Liam, usadawiając się na swoim miejscu, jednak zachowując przy tym dystans między nami, co delikatnie zabolało.
- Biedny Harry - rzuciłam i pociągnęłam łyk kawy. Ciepły napój przyjemnie grzał od środka, a karmelowy smak był niebem dla mojego podniebienia.
- Biedny Harry? Na twoim miejscu martwiłbym się o Lilly - odrzekł Liam.
- Nie znasz mojej siostry. Łamie serca jak mało która dziewczyna.
- Hm… Nadal jestem za Harrym. - Upierał się przy swoim Payne, a w jego tonie można było wyłapać lekko wyzywającą nutkę.
- Jeszcze zobaczymy. Idę o zakład, że niedługo stanie się kolejnym chłopakiem śpiewającym ballady do mojej siostry pod naszym oknem - odpowiedziałam, patrząc na Liama.
- Stoi!
- O co się zakładamy? - zapytałam.
- To zależy od tego kto wygra - odrzekł konspiracyjnym tonem. - A właśnie, skoro już jesteśmy przy temacie twojej siostry - dodał, odwracając się na chwilę tyłem. Gdy znów  był twarzą do mnie, w ręce trzymał futerał. - Kazała ci to przekazać.
Wiedziałam, że wyglądał znajomo! Bez słowa wzięłam aparat od Liama, w którego oczach pojawiła się iskierka smutku. To właśnie ona sprawiła, że zaczęłam mu się tłumaczyć, choć nie miałam ku temu żadnego powodu.
- Widzisz, to taki nasz siostrzany … kawał - powiedziałam, z braku odpowiedniejszego słowa. - Lily śmieje się, że jestem fotografem zawsze i wszędzie, dlatego według niej najlepszy komplement jaki mogę powiedzieć na temat jakiegoś miejsca lub o osoby to: „ Chciałabym mieć ze sobą aparat”. I kiedy jakiś czas temu wysłała mi smsa z zapytaniem jak jest, odpisałam jej właśnie to - wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu.
Liam przyglądał mi się niepewnie przez chwilę, po czym jego twarz rozjaśnił uśmiech.
- A pisałyście o mnie czy o miejscu? - zapytał zaczepnie.
- O samochodzie - odpowiedziałam równie zaczepnie, na co chłopak się roześmiał.
Korzystając z tej chwili nieuwagi z jego strony, cichacze wyciągnęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Widokowi pod moimi stopami, lasowi który nas otaczał… wszystkiemu co było wokół nas. W końcu przyszedł jednak czas na samego Liama.
- Uśmiech - rzuciłam, naciskając przycisk migawki.
Payne zareagował momentalnie, robiąc głupią minę.
- Ej, normalnie poproszę - zaśmiałam się zza aparatu.
Liam przybrał neutralną minę, jednak tylko na chwilę. W momencie, w którym uchwyciłam go na zdjęciu miał wystawiony język. Po piątym zdjęciu, tym razem z zezem, miałam ochotę mu walnąć. Czy naprawdę nie możemy zrobić normlanego?!
- Jedno. Normalne. Zdjęcie - powiedziałam, akcentując każde słowo. - Czy proszę o taki wiele?
- No dobrze - zgodził się. - Ale chcę mieć to zdjęcie z tobą.
- Ze mną? - spytałam, zaskoczona.
- Tak, a tobą - odpowiedział.
Selfie było już wyższą szkołą jazdy, jednak jak przystało na nastoletniego fotografa, miałam je opanowane do perfekcji.  Przysunęłam się bliżej Liama i obróciłam obiektyw w naszą stronę. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, Payne przysunął się bliżej mnie tak, że opierałam się plecami o jego tors, a nasze twarze dzieliły jedynie centymetry. Po sekundzie zdjęcie było już gotowe. Jednak co było najdziwniejsze, wcale nie czułam się skrępowana jego bliskością. Czułam się tak swobodnie jak to było możliwe. Utrwaleni w tej pozycji zrobiliśmy jeszcze kilka fotografii, aż w końcu Liam postanowił zaszaleć i dać mi buziaka w policzek - i to bardzo długiego, ponieważ zdążyłam zrobić aż trzy zdjęcia. Kiedy skończyliśmy, aparat znów wylądował w futerale.
- Nieźle idzie ci robienie selfie - skomentował Payne, gdy usiadłam na swoim miejscu.
- To podstawowa umiejętność każdego szanującego się fotografa - odpowiedziałam.
- Macie jakiś kodeks umiejętności dla fotografów? - zapytał, zaintrygowany.
- Oczywiście. A wy nie macie kodeksu bycia gwiazdą boysbandu? Jak… łamanie serc milionów nastolatek, bycie nieziemsko przystojnym, posiadanie mega seksownego głosu, stawianie włosów na żel…?
- Ha-ha, bardzo śmieszne - powiedział ironicznie, jednak kąciki jego ust podjechały w górę. - Zapomniałaś o najważniejszym.
- Tak? A o czym?
- Obcisłych spodniach i za krótkich koszulkach - powiedział, po czym oboje się roześmialiśmy.

Nie wiedziałam ile czasu spędziliśmy na tej łące, po prostu rozmawiając. Wiedziałam, że zdążyło się ściemnić i zrobić zimniej, dlatego Liam pożyczył mi swój sweter, który był na mnie trochę za szeroki, dzięki czemu mogłam się nim szczelnie opatulić. Jednak jemu też było odrobinę zimno, dlatego narzucił na siebie koc, k który wcześniej się opieraliśmy. A kiedy zaczęłam się trząść pomimo jego ciepłego swetra, chłopak po prostu otoczył mnie ramieniem (nakrywając przy tym kocem) i najzwyczajniej w świecie przytulił do siebie także nam obojgu było wystarczająco ciepło. I właśnie wtedy, w tej pozycji poczułam się, jakbym znalazła swoje miejsce na ziemi. Jakbym należała właśnie tam, przytulona do niego na bagażniku auta pod niebem okrytym gwiazdami. I mogłam tak trwać już zawsze. A przynajmniej do czasu, kiedy nie zaczęło padać. W zorganizowanym pośpiechu sprzątnęliśmy wszystkie rzeczy do szoferki i usadowiliśmy się na swoich siedzeniach.
Deszcz uderzał o dach i okna samochodu, a my siedzieliśmy w ciszy i spokoju, wsłuchując się w niego. Nie czułam przymusu rozmowy z Liamem. Napawałam się jego obecnością i bliskością, tak samo jak on moją. Dlatego, gdy nasze dłonie spotkały się w pewnym momencie, spletliśmy palce. Tak po prostu, bez żadnych niepotrzebnych słów. I właśnie tak złączeni zaczęliśmy kolejną rozmowę. Tym razem bardziej poważną, życiową. Poruszyliśmy tematy tego, jak wyobrażamy sobie nasze życia w przyszłości. Co chcemy zrobić ze sobą za pięć, dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat. I chociaż wydawało się to dość błahym tematem, tak naprawdę było bardzo intymne, ponieważ zwierzyliśmy się sobie ze swoich największych marzeń. Z tego, co siedzi nam głęboko w duszy, co kieruje naszym życiem. Liam był pierwszą osobą, przed którą otworzyłam się aż w takim stopniu. Nawet z Lily nie odbyłam tak ważnej rozmowy, a to znaczyło już wiele.
Niestety, nasz czas powoli dobiegał końca o czym uprzejmie przypomniała mi moja siostra dzwoniąc w najmniej odpowiednim momencie. I to nie do mnie lecz do Liama. Miałam ochotę udusić ją na odległość, widząc jego zagubioną minę gdy Lily produkowała się przez telefon. Kiedy skończyła, Payne przekazał mi nowinę o powrocie do domu i odpalił silnik. Całą drogę powrotną spędziliśmy w ciszy, słuchając radia, w którym jak na złość w pewnym momencie zaczęła lecieć piosenka One Direction. Moments rozbrzmiewało w szoferce, gdy Liam skręcał w moją ulicę. I chociaż podjechaliśmy pod mój dom w połowie drugiej zwrotki, siedzieliśmy w aucie aż do końca utworu. Dopiero gdy wybrzmiała ostatnia nuta Liam wysiadł i otworzył przede mną drzwi. Wysiadłam z samochodu i stanęłam na podjeździe, a zimne powietrze przewiało mnie od stóp do głów.
Dochodziła jedenasta. Niebo nad nami było tak czyste jak wcześniej, dlatego byłam w stanie  zobaczyć każdą gwiazdę. Jednak i tak najjaśniej błyszczała ta stojąca koło mnie. Payne chwycił moją dłoń (czym bardzo mnie zaskoczył) i poprowadził aż pod same drzwi. Tam rozplótł nasze palce i stanął naprzeciwko mnie.
- Dziękuję za dzisiaj - zaczęłam niepewnie, zakładając za ucho niesforny kosmyk. - Naprawdę świetnie się bawiłam.
- Ja również - odpowiedział Liam, a z jego twarzy biła niesamowita szczerość, która sprawiła, że zrobiło mi się ciepło w środku. - Jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś z kim tak dobrze by mi się rozmawiało. Dziękuję za to.
Staliśmy przez chwilę w milczeniu, parząc na siebie. W oczach Liama widziałam niepewność, jakby musiał podjąć jakąś ważną decyzję, jednak nie wiedział co ma wybrać.
- Musimy to kiedyś powtórzyć - odezwał się nagle. - Jutro wylatujemy z chłopakami na dwa tygodnie, ale gdy tylko wrócę, skontaktuje się z tobą. Możemy się tak umówić?
- Pewnie - odpowiedziałam z uśmiechem. Chciał się ze mną jeszcze spotkać. Chciał się ze mną jeszcze spotkać!
- W takim razie - zaczął przysuwając się bliżej. - Do zobaczenia za dwa tygodnie - powiedział półszeptem, a ja o mało nie zemdlałam.
Jeśli wcześniej jego bliskość nie robiła na mnie tak dużego wrażenia, teraz miałam nogi z waty i czułam się, jakbym miała zaraz się rozpuścić. Ale co najważniejsze, ogarnęła mną niesamowicie silna chęć pocałowania go. I chociaż nigdy wcześniej nie całowałam się z nikim, czułam się gotowa by zrobić to. Tu i teraz.
- Dobranoc - odpowiedziałam cicho, ponieważ tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić.
- Dobranoc - powiedział Liam i pochylił się w moją stronę.
Po chwili jego usta dotknęły mojego policzka, a ja westchnęłam zawiedziona w duchu. W miejscu, w którym jego wargi dotknęły mojej skóry poczułam ogień, a moja twarz spłonęła rumieńcem. Miałam nadzieję, że nie widać tego w słabym świetle ganka.
Payne patrzył mi jeszcze przez moment w oczy.
- Zadzwonię jak tylko wrócę.
- Trzymam za słowo - powiedziałam, naciskając na klamkę drzwi, które na szczęście były otwarte. - Bezpiecznego lotu - dodałam.
- Dzięki. Ty również na siebie uważaj - powiedział Liam.
Przez setną sekundy miałam wrażenie, że jednak zdecyduje się mnie pocałować. Zamiast tego jednak uśmiechnął się w ten swój powalający na kolana sposób i ruszył w stronę samochodu. Idąc w jego ślady, rozchyliłam drzwi i weszłam do środka, rzucając za nim jeszcze jedno spojrzenie zanim je zamknęłam.
- No i jak było?! - Głos Lily dobiegł mnie od strony schodów.
Mogłam jedynie marzyć o spokojnym wieczorze, ponieważ wiedziałam,  że Lily nie da mi spokoju dopóki nie pozna wszystkich szczegółów.
- Dobrze - odpowiedziałam lakonicznie.
- Chyba bardzo dobrze - powiedziała moja siostra, pokonując ostatnie stopnie. - Nowy nabytek do garderoby? - zapytała, lustrując mnie od stóp do głów.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nadal mam na sobie sweter Liama. Szybko ściągnęłam go przez głowę, otworzyłam drzwi i wybiegłam na ganek. Payne zdążył już odjechać. Dostrzegłam jedynie tylne światła pick-upa, zanim zniknął za zakrętem.
- Cholera - mruknęłam pod nosem, wracając do środka domu.
Przynajmniej miałam dobry powód, żeby się z nimi mimo wszystko spotkać i ta świadomość podniosła mnie na duchu. Najpierw jednak musiałam przeżyć przesłuchanie Lily, które czekała na mnie, rozpromieniona uśmiechem.
- A teraz - zaczęła wesoło. - Poproszę wszystko. Ze szczegółami. I nie masz co liczyć na to, że pozwolę Ci spać, dopóki wszystkiego się nie dowiem.
Zawsze możesz zamknąć ją w piwnicy albo w schowku pod schodami, pocieszyłam się w myślach. Zrezygnowana, ruszyłam w stronę schodów.
- Co chcesz wiedzieć? - zapytałam, stawiając stopę na pierwszym stopniu.
- Od czego by tu zacząć? - zapytała retorycznie Lily, po czym zaśmiała się.

To zapowiadało długą noc. Za jakie grzechy?!

4 stycznia 2014

#4. - Liam cz.2

- Oddaj mi ten przeklęty telefon ! - krzyknęłam na Lily, która z moją komórką w ręce uciekała właśnie do salonu.
- Złap mnie ! - odkrzyknęła, biegnąc dalej.
Ruszyłam za nią, jednak Lily miała nade mną przewagę kilku sekund. Tylko tyle zajęło jej wybranie numeru tajemniczego Liama. Kiedy dobiegłam do niej, trzymała już słuchawkę przy uchu.
- Cholera - mruknęłam pod nosem, widząc nadzieję malującą się na jej twarzy. To oznaczało tyko jedno - numer nie był podpuchą.
- No cześć - odezwała się Lily. - Dzw…
Zanim moja siostra zdążyła zrobić kolejne głupstwo, wyrwałam jej telefon z ręki. W pierwszym odruchu chciałam odrzucić połączenie. Jednak skoro Lily udało już się dodzwonić do chłopaka, to z pewnością wszedł w posiadanie mojego numeru telefonu i biorąc pod uwagę nagle przerwanie połączenia, z pewnością zadzwoniłby aby spytać co się stało. Innymi słowy, musiałam odebrać.
- Halo ? - przyłożyłam.
- O, jesteś. Myślałem już, że straciłaś sygnał - odpowiedział mi uprzejmie głos chłopaka z metra. Mimo, że odkąd usłyszałam go po raz pierwszy minęło kilka godzin, miałam wrażenie jakbym znała go od zawsze. A może tak było ?
- Nie, wszystko w porządku - opowiedziałam cicho. Tak działo się zawsze, gdy rozmawiałam z jakimś nieznajomy. Odchrząknęłam, żeby zebrać się w sobie. - Chciałam tylko jeszcze raz podziękować za to, że oddałeś mi teczkę. Był tam mój cały projekt, dlatego uratowałeś moje życie i ocenę - rozpędziłam się. - Przepraszam. Znów się rozpędziłam i zaczynam gadać głupoty - Ugryzłam się w język, żeby znów nie rzucić czegoś bezsensownego. - Tak ja teraz.
Zrobiłam z siebie totalną idiotkę. Jak za każdym razem, gdy rozmawiałam z jakimś nowo poznanym chłopakiem. Jeśli chodzi o sprawy damsko-męskie, Lily z pewnością przejęła wszystkie zdolności z tym związane.
- To nic takiego - odpowiedział Liam, jak najbardziej poważnie.
Przynajmniej on się ze mnie nie śmiał, w przeciwieństwie do mojej siostry, która tarzała się ze śmiechu po podłodze.  W odpowiedzi kopnęłam ją delikatnie w nogę, po czym przekroczyłam nad nią i wyszłam z pokoju na balkon.
- Cieszę się, że mogłem pomóc - dodał chłopak, kiedy ja siadałam na huśtawce. Delikatnie odbiłam się nogami od ziemi i zaczęłam bujać, wpatrując się przy tym w niebo. - A tak przy okazji, jak wyszedł projekt ?
- Całkiem dobrze - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach. Pytanie Liama miło mnie zaskoczyło, lecz nie robiłam sobie nadziei. On po prostu chciał byś miły.
- To znaczy ?
- Zaliczyłam semestr na pięć.
- Moje gratulacje ! - powiedział entuzjastycznie.
Zabrzmiało to całkiem szczerze. To właśnie wtedy w moim sercu pojawił się promyk głupiej nadziei. Z jednej strony nie chciało mi się wierzyć, że chłopak mógłby zainteresować się dziewczyną, którą widział zaledwie raz w życiu. Z drugiej strony jednak zostawił mi swój numer i nie wyglądało na to, aby śpieszył się do zakończenia rozmowy. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby chłopak chciał wykonać jakiś ruch.
- Dzięki. Gdyby nie ty, mogłabym najwyżej pomarzyć o trójce.
- Na pewno dałabyś sobie radę - powiedział.
Po jego słowach zapanowała zupełna cisza. Chciałam coś powiedzieć, ale nie bardzo wiedziałam co powiedzieć.
- Jeszcze raz dziękuję - odezwałam się, modląc się, żeby Liam zaczął jakiś temat.
- Jeszcze raz nie ma za co - odpowiedział przyjaźnie. Nic więcej.
- I powodzenia w nagrywaniu.
- Nie dziękuję.
Znów cisza. „No dalej, idiotko”, krzyczałam na siebie w myślach. „Zrób to”
- To… - zaczął Liam, lecz zanim zastanowiłam się nad tym co robię, wyrzuciłam z siebie szybko:
- Dałbyś się może zaprosić na kawę ? W ramach podziękowań - dodałam.
- Pewnie - Miałam wrażenie, że jego głos się ożywił. Albo to po prostu ja byłam szczęśliwa, że w końcu udało mi się wydukać to durne zaproszenie ? - Kiedy i gdzie ?
- Co powiesz na jutro ?
- Jutro … - Chłopak musiał mieć bardzo zajęty kalendarz, skoro tyle czasu zajęło mu zastanowienie się. Przez myśl przeszło mi, że może on po prostu stara się wymigać od spotkania. - Wiesz co ? Jutro mamy co prawda nagrania, ale wątpię, żeby czepiali się, że wyskoczę gdzieś na jakiś czas. Co powiesz na trzynastą ? Może być ?
- Jasne - odpowiedziałam, a moje serce łomotało jak oszalałe. On naprawdę chciał się spotkać.
- Dałabyś radę dojechać do studia ? - zapytał niepewnie.
- Jasne, tylko powiedz mi do którego.
- Stevensa.
- Stevensa - powtórzyłam, żeby zapamiętać.
- W takim razie, do zobaczenia.
- Do zobaczenia - rozłączyłam się.
Przez chwilę stałam jak głupia, nie wierząc w to, co zrobiłam. Dopiero, gdy na balkon wbiega rozkrzyczana Lily, zaczęłam wracać do teraźniejszości. Siostra rzuciła mi się na szyję, krzycząc przy tym niezrozumiale. Kilka dobrych chwil zajęło jej uspokojenie się na tyle, że mogła się już spokojnie wysławiać.
- Idziesz na randkę ! W końcu !

~ oczami Liama ~

- I jak ? - zapytałem chłopaków, wychodząc z pokoju.
Louis obszedł mnie naokoło, przyglądając się dokładnie mojemu strojowi. Wyraz jedno twarzy był nieodgadniony, ale wiedziałem, że Tommo po prostu się wydurnia. Po chwili uśmiechnął się w ten swój głupkowaty sposób i wyciągnął kciuk ku górze. Ubranie zaakceptowane.
- Jest idealnie - powiedział Harry, kładąc mi dłoń na ramieniu. - Ale wyluzuj, chłopie. Idziesz z nią tylko na kawę, nie oświadczasz się.
- Łatwo ci powiedzieć - mruknąłem pod nosem.
- Hazza ma rację - odezwał się Zayn. - Jeśli będziesz się tak tym denerwował to nabawisz się nerwicy zanim ona tu w ogóle przyjdzie. A potem zemdlejesz na jej widok.
- To nawet nie najgorszy plan - wtrącił Harry. - Dzięki temu może liczyć na usta-usta już z samego początku.
- Uuuuuuuu - reszta zawyła chórem, a ja spojrzałem na nich jak na idiotów.
Czy tak ciężko było im zrozumieć, że naprawdę zależało mi na tym, żeby wszystko wyszło dzisiaj dobrze ? Pierwsze randki są wyjątkowe z samej zasady, a pierwsza randka z [T.I.], która była wyjątkowa, musiała być idealna.
- Możemy już jechać ? - zapytałem poważnym tonem.
- Pewnie, Daddy - Zayn chwycił swoją skórzaną kurtkę i ruszył w kierunku drzwi.
Szedłem tuż za nim, ale słyszałem jak Harry, Louis i Niall przerzucają między sobą podtekstami na temat mnie i [T.I.]. Wiedziałem, że będę na to skazany przez cały dzień, a przynajmniej do 13. To wszystko sprawiło, że jeszcze bardziej nie mogłem się doczekać dzisiejszego spotkania.

~ oczami [T.I.] ~

- Nie dam rady - jęknęłam, stając przed drzwiami studia.
- Owszem, dasz - powiedziała Lily.
- Nie, nie dam. Wejdę do środka i spanikuję - powiedziałam. - Nie będę w stanie wyrzucić z siebie słowa. I wyjdę na idiotkę.
- Nie wyjdziesz. A jak coś, to zamienię się z tobą miejscem.
- To ja już wolę stać jak głupia i milczeć.
Na samą myśl o tym, że moja siostra mogłaby zająć moje miejsce, przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze. Co prawda, wyglądałyśmy przecież identycznie, ale z jej talentem do prowadzenia rozmowy i flirtowania, chłopak zakochałby się w niej bezpowrotnie.
- W takim razie, wbijaj do środka - popchnęła mnie delikatnie w kierunku wejścia.
- Wchodzę, wchodzę - powiedziałam i otworzyłam drzwi.
Za progiem czekał na nas tata. Miałam wrażenie, że on, mama i Lily bardziej przejmują się tą randką niż ja. Pewnie, byłam zestresowana, ale oni odchodzili od zmysłów.
- Gotowa ? - zapytał, kiedy mijaliśmy ochronę i wszystkie zabezpieczenia, które miały trzymać ciekawskich ludzi i natrętnych fanów nagrywających tu artystów z daleka.
- Tak, tato - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Dobrze. To tutaj - powiedział, stając przy jednym z mniejszych korytarzy. - Ostatnie drzwi po lewej.
- Dzięki, tato - odpowiedziałam i ruszyłam przed siebie.
Czułam ich spojrzenia na swoich plecach, ale mimo to nie odwróciłam się. Przystanęłam dopiero przy drzwiach, które wskazał mi tata. Po raz pierwszy (a przynajmniej taką żywiłam nadzieję) miałam zobaczyć Liama bez zamaskowanej twarzy. Musiałam przygotować się na ten widok psychicznie. Kiedy nabrałam pewności, że nie ucieknę, gdy tylko go zobaczę, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
To, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. One Direction. W pomieszczeniu stało One Direction i patrzyło nam mnie zaciekawionym wzrokiem. Mój Liam okazał się być Liamem Payne’em z najbardziej popularnego na świecie boysbandu. Wszystkie moje marzenia legły w gruzach. Poprzedniej nocy, kiedy nie mogłam zasnąć, oczami wyobraźni widziałam całą historię pięknej miłości. Od pierwszej randki po ślub. Było to trochę naiwne i dziecinne z mojej strony, ale pozwoliłam sobie na chwilę romantyzmu. Jednak teraz to wszystko wydawało się jeszcze bardziej nierealne. Bo nie bardzo chciało mi się wierzyć, że Liam Payne zakocha się w kimś tak przeciętnym jak ja. Cała historia umarła śmiercią naturalną już na samym początku. Tak samo jak mój stres związany z randką. Moje obawy zniknęły, pozostawiając tylko i wyłącznie spokój.
- Pewnie jesteś [T.I.] ? - Harry Styles jako pierwszy zabrał głos.
- Tak - odpowiedziałam.
- Harry. - Chłopak podszedł do mnie i wyciągnął rękę, którą niepewnie uścisnęłam.
Sam fakt, że One Direction było tutaj był dla mnie nierealny. To, że ich dotykam zdawało się być snem.
- A to Zayn, Niall i Louis - powiedział, wskazując mi kolejno na resztę. Jakby musiał to robić. Każdy kto ma jakikolwiek dostęp do internetu, telewizora lub radio zna One Direction i wszystkich jej członków.
Przedstawieni chłopacy podeszli do mnie i najnormalniej w świecie wyściskali. Nie, to zdecydowanie był sen. Postanowiłam się uszczypnąć, chcąc jak najszybciej uwolnić się z tej rzeczywistości, jednak jedynym tego efektem był ból i zaczerwienienie w okolicy łokcia. Chłopcy musieli chyba zobaczyć co robię, ponieważ Louis i Zayn zaśmiali się cicho.
- Liam kazał bardzo cię przeprosić, ale trochę się spóźni. Musi jeszcze nagrać jeden wokal, ale nie zajmie mu to długo czasu. Na razie musisz zadowolić się nami - odezwał się Louis.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc po prostu uśmiechnęłam się. Staliśmy w zupełnej ciszy, dopóki Harry i Zayn nie zasypali mnie gradem pytań, głównie dotyczących zespołu. Chcieli wiedzieć, czy jestem ich fanką, która płyta podobała mi się bardziej, jaki jest mój ulubiony utwór, teledysk, tekst - dosłownie wszystko. Odpowiadałam na pytania, sama często zadając im jakieś. Rozmowa szła dość gładko.
- Miałaś może w szkole kurs pierwszej pomocy ? - zapytał znienacka Niall.
- Tak, jak każdy, kto chciał zaliczyć pierwszą klasę - odpowiedziałam, zaskoczona tym pytaniem.
- To dobrze. Bardzo dobrze - stwierdził, a reszta uśmiechnęła się tylko szeroko.
Musiałam nie zrozumieć żartu, bo mogłam znaleźć nic śmiesznego w fakcie, że przeszłam kurs pierwszej pomocy.
Nagle drzwi do pomieszczenia otworzyły się i stanął w nich nie kto inny jak Liam. Na szczęście, nie miał zakryte twarzy, więc mogłam go podziwiać w całej okazałości.
- Liam, w końcu ! - odezwał się Zayn, podchodząc do niego. - Pozwól, że przedstawię ci tę uroczą damę. Oto [T.I.]. [T.I.], poznaj Liama.
Payne uśmiechnął się do mnie przyjacielsko i wyciągnął dłoń,  którą uścisnęłam.
- Ale sztywno - mruknął pod nosem Harry, lecz na tyle głośno, byśmy mogli go usłyszeć.
Zastanawiałam się co zrobi Liam, lecz on po prostu zignorował chłopaka, więc jak zrobiłam podobnie.
- Przepraszam cię bardzo za to spóźnienie, ale musiałem jeszcze nagrać kilka partii - powiedział, patrząc na mnie z lekkim strachem w oczach.
- Nic się nie stało, chłopcy wszystko mi wyjaśnili. A poza tym, to cieszę się, że w ogóle udało ci się znaleźć czas - odpowiedziałam.
- On również, wierz mi - wtrącił swoje trzy grosze Niall.
- Możemy już iść ? - zapytał szybko Liam.
- Pewnie.
- Świetnie.
Payne otworzył szerzej drzwi, żeby mnie wypuścić.
- Tylko nie zapomnij o mdleniu ! - Słowa Harry’ego doszły do nas zza zamkniętych drzwi.
Spojrzałam zaskoczona na Liama, lecz ten nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się przepraszająco.
- Gdzie dokładnie idziemy ?
- Niedaleko stąd jest taka mała kawiarenka, do której często chodzimy z siostrą, kiedy czekamy na tatę. Mają tam świetną kawę i ciasta z najlepszej piekarni w mieście.
- Brzmi zachęcająco - odpowiedział. - Masz siostrę ?
- Tak. Lily.
- Starsza czy młodsza ?
- Starsza.
Lily zawsze chlubi się tym, że jest 5 minut starsza ode mnie. I nigdy, ale to nigdy nie pozwala mi o tym zapomnieć, a zwłaszcza w nasze urodziny.
- Znam twój ból.
- Też masz starszą siostrę ?
- Dwie. Ruth i Nicole.
- Musiałeś mieć ciekawe dzieciństwo - uśmiechnęłam się pod nosem. Oczyma wyobraźni widziałam Liama bawiącego się z nimi lalkami Barbie i przebierającego się z siostrami w księżniczki.
Przez całą drogę do samochodu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Payne opowiadał o swoich zabawach z siostrami, a ja za to przybliżyłam mu kilka historii o genialnych pomysłach Lily, kiedy się nam nudziło. Pomysłach, których mózgiem była moja siostra, a ja wykonywałam czarną robotę. Dzięki temu nauczyłam się, że czasem warto postawić na swoim i nie zgadzać się na wszystko co proponują, a zwłaszcza na jej „genialne” pomysły. Może i wychodziłam przez to na sztywniarę, ale przynajmniej nie pakowałam się w kłopoty z których ciężko było się wydostać.
Liam doprowadził mnie do skraju parkingu, gdzie stało już niewiele samochodów. Jednym z nich był srebrny mercedes.
- Daleko stąd jest ta kawiarnia ? - zapytał.
- Dwie przecznice, więc nie musimy brać auta.
- Niestety, w naszym przypadku przejście się tak spokojnie ulicą nie bardzo wchodzi w rachubę, więc w większość miejsc udajemy się samochodem - opowiedział Liam, robiąc skruszoną minę. Jego oczy wyrażały jedną myśl : „Przepraszam”.
No tak. Przez chwilę zapomniałam, że stoję obok międzynarodowej gwiazdy.
- To w takim razie, czym jedziemy ? - zapytałam wesoło, chcąc pokazać mu, że nie mam nic przeciwko takiemu sposobowi poruszania się.
- Tym - Chłopak minął mercedesa i stanął koło granatowej półciężarówki, po czym poklepał ją w maskę. Samochód miał przyciemniane szyby
Bez słowa podeszłam do auta i już chciałam wejść do środka, kiedy nagle pojawił się przy mnie Liam i szarmancko otworzył przede mną drzwi. Nie byłam przyzwyczajona do takiego traktowania. To wokół Lily skakali wszyscy chłopcy w naszej klasie (nie licząc Sama, lecz ten skakał zawsze tylko nad sobą), a ja i reszta dziewcząt z mojego rocznika musiałyśmy radzić sobie same. Podziękowałam cicho chłopakowi i wślizgnęłam się na siedzenie pasażera. W środku przywitała mnie skórzana tapicerka i zapach nowości. Auto było zadbane i wychuchane, zupełnie jakby nikt go nie używał. O tym, że przemierzał ulice Londynu i okolic świadczyło tylko zużycie kierownicy, biegów i hamulca ręcznego. Wszystko inne było w idealnym stanie. Nie miałam szansy dłużej podziwiać samochodu, ponieważ Liam wsiadł do środka i cała moja uwaga skupiła się na jego osobie. Chłopak odpalił silnik i zaczął wycofywać samochód. Chwilę później opuściliśmy parking wytwórni.
Gdy podałam Liamowi adres kawiarni, wiedział dokładnie jak tam dojechać. W samochodzie panowała cisza. Żadne z nas się nie odzywało, a chłopak nie włączył radia. Nie była to jednak pełna napięcie cisza, kiedy ludzie próbują podtrzymać rozmowę i nie bardzo im to wychodzi. Była to najzwyklejsza cisza, w trakcie której Liam próbował skupić się na drodze, a ja kątem oka patrzyłam jak kieruje. A musiałam przyznać, że kierowcą był niezłym. Prowadził pewnie, z pewnego rodzaju płynnością i przy tym miał niezły refleks. Lecz nie tyle co jego jazdę, podziwiałam jego samego. Widziałam go już nie raz na plakatach (zwłaszcza tych w moim i Lily pokoju) i zdjęciach, lecz na żywo robił jeszcze większe wrażenie. Promieniowało od niego pewnego rodzaju ciepło, które sprawiało, że czułam się przy nim swobodnie, a na mojej twarzy rozkwitał uśmiech. Momentalnie zapomniałam o wszystkim, liczył się tylko on.
- Jesteśmy na miejscu - jego głos wyrwał mnie z zamyślenia, budząc przy okazji motylki w moim brzuchu.
- Świetnie.
Liam jakimś cudem znalazł wolne miejsce tuż przy wejściu do kawiarni. Chłopak zgasił sinik samochodu, ja natomiast wyszłam z auta na chodnik. Payna dobił do mnie po chwili i razem ruszyliśmy do kawiarni. Niestety, w środku panowała duża kolejka, więc grzecznie ustawiliśmy się na samym jej końcu. Kilka dziewcząt musiało rozpoznać Liama, ponieważ cała grupka pojawiła się nagle tuż przed nami i z zalotnymi uśmiechami zaczęły prosić o autografy. Payne uśmiechnął się uprzejmie i rozdał autografy oraz zapozował do kilku zdjęć. Na tym jednak się nie skończyło, ponieważ zaciekawieni zamieszaniem wewnątrz ludzie zaczęli wchodzić do środka i do Liama zaczęło przepychać się coraz więcej fanek.
- Co ty na to, żeby stąd pójść ? - zapytałam, widząc jakie tłumy zaczęły wlewać się do środka.
- Bardzo chętnie - rzucił przez ramię chłopak i oboje zaczęliśmy pchać się w stronę wyjścia.
O ile przed nim tłum rozstępował się bez problemu (może z jego wzrostem i siłą przepychanie się nie było takie trudne), to przede mną z każdym krokiem wyrastało coraz więcej ludzi. W pewnym momencie już zupełnie zgubiłam Liama. Patrząc pod nogi, brnęłam w stronę wyjścia, a przynajmniej tak mi się zdawało, ponieważ nie widziałam zupełnie nic oprócz wielkiej fali ludzi. Nagle poczułam jak czyjaś dłoń zaciska się na moich palcach i ciągnie za sobą. Zaskoczona, poddałam się bez problemu i nieznajomy lub nieznajoma zaczęła prowadzić mnie wśród tłumu. W pewnym momencie odległość między mną a moim wybawicielem zmniejszyła się i bez problemu rozpoznałam plecy Liama. Chłopak rozluźnił na chwilę uścisk, lecz tylko po to, by przepleć swoje palce z moimi. Teraz, kiedy wiedziałam do kogo należy trzymająca mnie dłoń, czułam się z jednej strony skrępowana tym dotykiem, z drugiej… nawet całkiem przyjemnie. Nie byłam pewna które odczucie bardziej przeważa, ponieważ byłam zbyt zajęta uważanie, aby na nikogo nie wpaść. W końcu udało nam się dopchać do samochodu. Liam szybko otworzył auto i ulokował się na siedzeniu kierowcy. Ja miałam trochę większe problemy z otworzenie swoich drzwi, ponieważ po mojej stronie stało stado oszalałych nastolatek, które miały wielka ochotę wepchnąć się do auta razem ze mną. Szybkim ruchem przepchnęła się do drzwi i wskoczyłam do auta, po czym zatrzasnęłam za sobą drzwi.
- LIAM KOCHAM CIĘ ! - przenikliwy krzyk dotarł do nas nawet przez zamknięte drzwi.
Payne nie odpowiedział, tylko odpalił samochód. Teraz czekało go jednak najtrudniejsze zadanie, ponieważ musiał stąd wyjechać tak, aby nie rozjechać przy okazji którejś z dziewczyn.
- Zatkaj uszy - powiedział znienacka.
Bez słowa wykonałam polecenie. Liam wziął głębszych wdech i przycisnął klakson z całej siły. Przenikliwy dźwięk rozszedł się po samochodzie i zaczął wwiercać się w moją głowę. Nie puszczając klaksonu, chłopak zaczął powoli opuszczać zajmowane przez nas miejsce.

~oczami Liama~

Udało się. Nikt nie skończył pod kołami samochodu, ani też nikomu nie przyszło na myśl wskakiwać na tył półciężarówki, więc po chwili spokojnie jechaliśmy ulicą prowadzącą do wyjazdu z miasta. Wiedziałem, że wyjście do kawiarni w mieście nie było zbyt dobrym pomysłem, ale mimo to przez chwilę pozwoliłem sobie na nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Chciałem, żeby wszystko było normalnie. Żebym mógł spokojnie wejść z [T.I.] do tej przeklętej kawiarni, złożyć zamówienie i usiąść przy stoliku bez masy ludzi otaczającej mnie ze wszystkich stron, proszących o autografy lub zdjęcia. Niestety, tak teraz wyglądało moje życie i nic nie mogłem na to poradzić. Z jednej strony, wiedziałem na co się piszę, już kiedy po raz pierwszy poszedłem na casting do X-Factora, z drugiej, nie sądziłem, że będzie aż tak trudno.
[T.I.] zdawała się nie przejmować za bardzo całą tą sceną w kawiarni, lecz wiedziałem, że pod maską spokoju, którą przywidziała, kryje się coś więcej. W moim przekonaniu utwierdziło mnie to, że dziewczyna przez cały czas wyłamywała palce i wielkim skupieniu patrzyła na jezdnię. Nie chciałem naciskać, w końcu byłem w podobnym stanie, kiedy po raz pierwszy spotkałem się z takimi tłumami napierającymi na moją osobę. „Odezwie się, kiedy będzie gotowa”, pocieszyłem się w myślach. A co jeśli już w ogóle się nie odezwie ? Taki scenariusz również przyszedł mi go głowy. Może tłumy odstraszyły ja na tyle, że nie będzie chciała mieć ze mną nic do czynienia ? Jeśli tak, nie miałbym jej tego za złe. Bycie z kimś z One Direction zawsze było i będzie ciężkie, zaczynając od zainteresowania mediów, wyjazdy, trasy, koncerty, wywiady sesje, a kończąc na fanach. Zawsze podziwiałem Eleanor za to, jak daje sobie radę z tym wszystkim. W końcu ona i Louis są już razem kilka lat, a to wymagało ze strony obydwojga wielkiego poświęcenia. Przez chwilę zastanawiałem się, czy może moje rozmyślania nie wybiegają za daleko, w końcu, to była nasza pierwsza randka. W duchu zacząłem się modlić, aby nie była też ostatnią.
- Dokąd teraz ? - głos [T.I.] wyrwał mnie z rozmyślań.
Odetchnąłem z ulgą kiedy tylko wypowiedziała pierwsze słowa, a uśmiech który pojawił się na jej twarzy uspokoił mnie odrobinę.

- Do pewnego miejsce, do którego lubię uciekać, gdy chcę zostać sam. 

Coś co miało być dwuczęściowym imaginem trochę się rozciągnęło, ale bez obaw, nie będzie tak długie jak Niall ♥ Przepraszam, że dopiero teraz wstawiam tę część, ale dopiero teraz wykrzesałam z siebie choć trochę siły, żeby go dokończyć :) Przepraszam Was za wszystkie błędy ortograficzne i nie tylko :)